Postanowiłem podzielić się z czytelnikami S24 swoją przygodą jaką miałem przy okazji sprawdzenia jak w rzeczywistości działa prawo konsumenta w Polsce.
Zaczęło się, a jakże by inaczej, od bólu zęba. Niestety moja dotychczasowa stomatolog miała osobiste problemy i nie mogła mnie przyjąć. Zwróciłem się zatem o pomoc do innej stomatolog. Gdy juz byłem w gabinecie powiedziałem, że boli mnie 5. ząb u góry. Pani stomatolog przystąpiła do borowania. Po otwarciu zęba okazało się, że ten ząb jest martwy, zatem jak stwierdziła stomatolog NIE MOŻE MNIE BOLEĆ. Po konsultacji z nią doszedłem do wniosku, że bardziej prawdopodobne jest, że boli mnie ząb numer 4., niż 6. Zatem stomatolog przystąpiła do borowania 4. i do leczenia.
Niestety na drugi dzień okazało się, pomimo że miałem 4. martwą nadal mnie boli szczeka. Zatem zwróciłem się do innego stomatologa o pomoc. Ten od samego początku stwierdził, że potrzebuje zdjęcie rentgenowskie. Na drugi dzień z tym zdjęciem udałem się do nowego stomatologa, który zaczął mi leczyć kolejnego zęba. Nota bene jak mi powiedział, to że ząb jest martwy nie znaczy, że nie może boleć, a tak mnie pouczyła poprzednia stomatolog.
Historia pewien zakończyłaby się na tym, gdyby nie fakt, że po 2 tygodniach 4. mi wyleciała.
Udałem się, zatem do stomatolog, która mi leczyła tego zęba. A przypomnę, że zatruła mi zęba, który wcale mnie nie bolał, bo bolała mnie 6. Stomatolog stwierdziła, że ona nie ponosi żadnych konsekwencji tego, że leczyła mi zęba, który po 2 tygodniach wyleciał. A to, że tak się stało to „przypadek”. O pomoc zwróciłem się do rzecznika praw konsumenta w mieście na prawach powiatu. Pan był oczywiście bardzo miły i rzeczowo mi przedstawił jak sprawa wygląda od strony prawnej. Że leczenie zęba to normalna umowa o dzieło.
Jednocześnie rzecznik konsumenta powiedział, że skieruje moją sprawę do izby lekarskiej itp, ale od razu uprzedził, że, po pierwsze nie ma pieniędzy na opłacenie rzeczoznawcy, a taka opinia jest potrzebna jakbym chciał iść do sądu, i on miałby mnie tam reprezentować. ( Jak to ładnie ujął, na moje pytanie, czy on może być stroną w sporze? Odpowiedział, że „ teoretycznie tak” , bo w praktyce nie, nie ma kasy). Już poza formalnym poinstruowaniem mnie w kwestiach prawnych przyznał, że, po drugie, sprawę będzie ciężko wygrać, bo stomatolodzy to taka „zamknięta grupa” i pewnie nikt nie będzie chciał wydać opinii negatywnej o koleżance.
Tak w skrócie wyglądała moja przygoda z stomatologiem i prawem konsumenckim.
Nie ma co ukrywać, prawo u nas jest na europejskim poziomie, tylko jego egzekwowanie wciąż na azjatyckim.
Co z tego, że mi jako konsumentowi przysługują prawa do wyegzekwowania prawidłowego wykonania pracy w ramach umowy o dzieło, jak żeby dochodzić swoich spraw ja musze chodzić po sądach i ciągnąc sprawę przez 2 lata (czy w tym czasie mogę sobie założyć koronę czy mam chodzić 2 lata bez zęba? ). Trzeba mieć pieniądze, dobre kontakty ( znaleźć stomatologa, który nie będzie się bał wydać opini na ten temat) żeby wyegzekwować swoje podstawowe prawa.
Tak wygląda Polska, i nie tylko w przypadku stomatologów, ale praktycznie każdego zawodu.
Zamknięta klika i nic im nie zrobisz, bo się trzymają razem. Żenada i kolejny przykład, że w Polsce potrzebne są radykalne reformy, a nie pseudoreformy.
Ps. czy ktoś zna fundacje, stowarzyszenie lub innego sponsora do którego mogłbym się zwrócić o pomoc? :)


Komentarze
Pokaż komentarze (11)