martinoff martinoff
2042
BLOG

Kuryle - przyczyna konfliktu czy zwornik sojuszu?

martinoff martinoff Polityka Obserwuj notkę 5

 

Podczas zeszłorocznej wizyty Miedwiediewa na Kurylach, ambasador japoński w Moskwie ostentacyjnie wyjechał w tym czasie z Rosji. Premier Japonii Naoto Kan mówił wtedy „To pożałowania godne wydarzenie. Wyspy Kurylskie są naszym terytorium”. Pomimo tego, ze jak mówią niektórzy są tam jakieś minerały włącznie z gazem i ropa, to nie wydaje się, aby to one były przyczyną konfliktu. Konflikt jest w wymiarze politycznym. Rosja zaanektowała te tereny3 dni po podpisaniu przez Japonię aktu bezwarunkowej kapitulacji. Warto tu wspomnieć, że porozumienie między Aliantami i ZSRR zostało zawarte na konferencji w Jałcie.

Wczoraj media donosiły o ostrzelaniu japońskiego kutra rybackiego przez rosyjska straż graniczną. Rosjanie dziś zaprzeczyli, że taki incydent miał miejsce.

Wszystko to sprawia, …że demony II wojny światowej wciąż żyją i straszą.

Mnie w tym wszystkim zastanawia jedno, czy Rosjanie są tak głupi, ze nie wiedzą co sie wokół nich dzieje, czy po prostu duma narodowa bierze górę nad rozsądkiem? Jak powiedział ktoś mądry, niestety nazwiska nie pamiętam, gdyby Rosjanie mieli rozum, to powinni się dogadać z Ameryka, bo pod ich bokiem wyrasta im potęga- Chiny- już oficjalnie uznane ze drugą gospodarkę świata pod względem globalnego PKB.  A przypomnę, że miedzy tymi państwami dochodziło w czasie zimnej wojny do incydentów granicznych z użyciem broni, jak również Chińczycy wciąż uważają za nierozstrzygnięta kwestię graniczną z XIX w.

Rosji jednak bliżej do USA niż do Chin. Ameryka jest, a raczej była, konkurentem dla ZSRR, ale w skali globalnej. W momencie, gdy Rosja jest mocarstwem regionalnym taka międzynarodowa gra z USA ośmiesza tylko Rosję i naraża na niepotrzebne straty. Chyba, że chodzi o dowartościowanie swojego ego i pokazanie swoim obywatelom, że z nami wciąż się liczy świat (w domyśle USA). Niestety takie iluzoryczne podtrzymywanie mocarstwowości przez Rosje może być dla niej bolesne ( również i dla nas).

Geopolityczna gra, jaka toczy się w Azji jest bardzo ciekawa. Nie ma tam bowiem stałych sojuszy takich jakie znamy z zimnej wojny. Rosjanie tam gdzie mogą, albo nie mają wyjścia, współpracują z USA. Jednocześnie współpracują z Chinami i Indiami, które ostro ze sobą rywalizują i wygląda na to, że to te państwa będą wokół siebie tworzyć bloki. Z drugiej strony USA wspomaga zarówno Indie jak i gospodarczo współpracuje z Chinami i żadnemu z tych krajów nie jest na rękę przerwać tej współpracy. Wraz ze wzrostem wrogich zamiarów Chin względem USA, Amerykanie zacieśnią współpracę z Indiami. A jak w Rosji i Indiach dojdą do wniosku, że im jest bardzo po drodze, to USA zacznei wojskowo współpracować z Chinami. Chiny nie mają żadnych spornych terenów z USA, mają natomiast takie z Rosją i Indiami.

Wracając do Japonii, jako najbliższego sojusznika USA, dotychczas?, bo jak wskazuje nowy dokument armii japońskiej kraj ten musi się przestawić z zagrożenia rosyjskiego (nota bene wbrew temu co pisałem o Kurylach) na chińskie.

 www.washingtontimes.com/news/2010/dec/17/japans-new-defense-policy-focuses-china/

 A wiec Japonia widzi te same zagrożenie dla siebie –Chiny, które powinni widzieć Rosjanie. Chyba tylko w Rosji nie chcą dostrzegać, bo oni wolą myśleć, że z USA rywalizują na całym świecie. Zatem nie potrzebują żadnych sojuszy, bo sobie sami dadzą rade.

W 2004 i 2006 r. Rosjanie wystąpili z propozycją częściowego zwrotu Kuryli, ale Japończycy nie przyjęli tej propozycji słusznie domagając się zwrotu wszystkich spornych wysp. A przyjęcie 2 oznaczałoby usankcjonowanie agresji z 45r., Bowiem skoro przyjmujesz coś od kogoś, to znaczy, że to coś należy do niego, a nie do Ciebie.

Rosjanie moim zdaniem popełniają błąd, bo z jednej strony z Japonią nie mają nawet układu pokojowego, i dodatkowo wyrastają im pod bokiem Chiny, i dodatkowo nie potrafią sobie poradzić na Kaukazie i wciąż marzą o powrocie, co najmniej pod Bug. Wszystko by chcieli. Ale niestety nie te możliwości. Ostatni przeciek WL o stanie rosyjskiej armii to potwierdza.

 www.cbsnews.com/stories/2011/02/14/ap/world/main7348138.shtml

Nie chodzi o to, żebym się martwił, że Rosja upadnie, ale martwię się, ze ktoś w Moskwie dojdzie do wniosku, że żeby zatrzymać rozkład państwa potrzebny jest wróg zewnętrzny, a o to juz się martwię.

martinoff
O mnie martinoff

"Ja, walkę o Wielką Polskę uważam za najważniejszy cel mego życia. Mając szczerą i nieprzymuszoną wolę służyć Ojczyźnie, aż do ostatniej kropli krwi..."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka