Sformułowana w 1993 r. przez amerykańskiego senatora Richarda Lugara strategia NATO: „Out of area – or out of business”, wciąż niesie przesłanie i jest jak najbardziej aktualna.
Na jej podstawie Sojusz rozszerzył się na Wschód o Polskę i inne kraje. W skrócie polegała na tym, że albo NATO wyjdzie poza swoją dotychczasową przestrzeń (area), albo znajdzie się poza interesem (business), czyli przestanie istnieć, bo nie będzie sensu jego istnienia.
Jak wspomniałem na takim postawieniu sprawy Polska bardzo skorzystała, pomimo początkowej niechęci prezydenta Clintona do rozszerzenia Sojuszu.
Nowe zadania postawione przed NATO zostały zrealizowane i czas się zastanowić nad kolejnymi. Tym bardziej, że Amerykanie wciąż preferują rozmowy dwustronne, a nie w szerszym gronie. Wciąż niektórzy generałowie z małych krajów uczestniczą w spotkaniach tylko po to, żeby zaświecić lub zgasić światło, o ile w ogóle są zaproszeni. Poza tym, na wielu płaszczyznach NATO uczestniczy z rozmowach z Rosją.
Zatem, aby z jednej strony wzmocnić pozycje NATO, jego potencjał wojskowy, zdolność do szybkiego działania i przede wszystkim kooperację między członkami:
1) trzeba znaleźć nowe, konkretne cele do utrzymywania wysokiego poziomu militarnego NATO w Europie, w tym przede wszystkim wojskowe zaangażowanie USA,
2) poprzez pierwszy punkt nie narażać się na pogorszenie stosunków z Rosją.
W tym celu należy odwołać się do strategii senatora Lugara i rozszerzyć obszar działań wojsk natowskich ( nowe area). Takim obszarem według mnie powinna być Afryka Północna.
Ostatnie wydarzenia w tamtym rejonie, szczególnie w Libii, pokazują, że na świecie wciąż są psychopatyczni władcy, którzy w imię utrzymania się przy władzy są gotowi zabijać setki, i tysiące swoich obywateli. Pomimo nacisków międzynarodowej opinii, Kaddafi wydaję się tym nie przejmopwać, i nawet straszy użyciem broni chemicznej.
Aby zapobiec ludobójstwu międzynarodowe instytucje, jak ONZ, powinny mieć oprócz dyplomatycznych nacisków, również militarne narzędzia do zapobiegania takim wydarzeniom. Tym narzędziem powinno być NATO.
Oczywiście Sojusz nie powinienem interweniować na całym świecie, bo są też i inne bloki militarne. Chodzi o to, że ONZ, czy to przez Zgromadzenie Ogólne czy Radę Bezpieczeństwa, zlecałby NATO utworzenie strefy zdemilitaryzowanej nad określonym obszarem. W takim przypadku, NATO nie uczestniczy w działaniach wojennych, ale zapobiega użyciu wojsk przez dyktatorów do ludobójstwa.
Dotychczasowe wydarzenia w Libii, w tym przede wszystkim postawa armii libijskiej, i jej częste przejście na stronę rebeliantów wskazują, że wystarczyły jeden lotniskowiec nad Morzem Śródziemnym, ze swoimi myśliwcami, aby sprawował powietrzną kontrolę nad Libią i uniemożliwił wojskom podległym Kaddafowi strzelania z broni maszynowej i bomb do cywilów.
Rozwiązanie wydaje się bardzo proste, praktycznie szanse niepowodzenia są znikome, straty amerykańskie żadne. Jedyne co potrzeba, to trochę woli do działania.
A takie postawienie nowych zadan przed NATO umożliwi i podtrzyma sens dalszych zbrojeń w obrębie Europy na wypadek, gdyby takie zagrożenie nadeszło ze Wschodu. Bo póki co, to NATO więcej rozmawia z Rosją, ale nigdzie nie jest powiedziane, że ta sytuacja się nie zmieni. A jak się zmieni, to niestety my jesteśmy na pierwszej linii ognia i wtedy uzbrajanie się NATO może potrwać za długo, żeby nas uratować.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)