Zabójstwo bin Ladena zbiegło się w czasie, co spowodowało, że uwaga opinie publicznej nie została skierowana na inne równie ważne (a może i nawet ważniejsze) wydarzenie, jakim było podpisanie porozumienia między Fatah i Hamas w Kairze.
Na razie opinie są umiarkowane optymistycznie. Jedni są zachwyceni, że rewolucja w Północnej Afryce przynosi jakieś efekty, drudzy zaczynają obawiać się czy porozumienie między Palestyńczykami nie skieruje agresji na Izraele. Wiadomo, dopóki Palestyńczycy sami się zabijali i walczyli o władzę, to Izrael miał w miarę spokój (o ile oczywiście można mówić o spokoju w tamtym rejonie). W Izraelu i polskiej Wybiórczej dominują obawy, niemniej jednak większość zagranicznych komentatorów jest przekonanych, że jest to krok w dobrą stronę. Wyszło na jaw, że to Mubarak był zdecydowanym przeciwnikiem podpisania wcześniej takiego porozumienia, bo dzięki temu mógł grać kartą palestyńską.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że pokój bez Hamasu jest możliwy.
A Ci, którzy wzywają do bojkotu i unicestwienia Hamasu, de facto działają przeciw pokojowi na Bliskim Wschodzie.
W myśl zasady, jeśli nie możesz kogoś pokonać, to się z nim zaprzyjaźnij Fatah i Hamas podpisały porozumienie. Nie bez znaczenia jest fakt, że to porozumienie podpisano w siedzibie egipskiego wywiadu. Wszystko wskazuje na to, że Amerykanie osobiście nie mogą rozmawiać z Hamasem, bo wciąż uznają ją za organizacje terrorystyczną wiec robią to za pomocą egipskiego wywiadu, a jak już powstanie rząd jedności narodowej, to łatwiej będzie im uznać dyplomatycznie taki rząd z Hamasem w składzie. Oczywiście jeśli Hamas zaakceptuje prawo Izraela do istnienia. I jeśli powstanie taki rząd, bo jest jeszcze opcja, że w przyszłorocznych wyborach Hamas straci poparcie, dzięki temu, że części jego haseł przejmie Fatah.
Oczywiście wyznawcy spiskowej teorii dziejów i islamskiego dżihadu powiedzą, że islamska rewolucja z Egiptu została właśnie wyeksportowana do innych krajów.


Komentarze
Pokaż komentarze