Niedawno zakończyły się konsultacje społeczne prowadzone przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego nad Koncepcją Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030.
Koncepcja ta z grubsza pokrywa się z podejściem metropolitarnym lansowanym od dawna przez PO. Przed wyborami samorządowymi sprawa ustawy metropolitalnej ucichła, ale teraz wraca pod inna nazwą.
Ponieważ mój rodzinny Nowy Sącz został sprowadzony do ostatniej kategorii, centrum „wiejskiego subregionu”, czyli miasta, które zaspokaja podstawowe potrzeby mieszkańców okolicznych wiosek co najwyżej, postanowiłem zabrać głos w tej sprawie.
Sprawa ma kilka podłoży:
Pierwszy polityczny. Obok Nowego Sącza również Tarnów w pierwszym projekcie został skierowany do trzeciej, najniższej kategorii miast. Na swoje szczęście z Tarnowa pochodzi minister Grad i stamtąd też zamierza kandydować na posła, dlatego szybko zmieniono Tarnowowi kategorie przesuwając go do drugiej, czyli jako stolica regionu.
Z tego powodu wielu Tarnowian cieszy się, że Nowy Sącz będzie podlegał pod Tarnów. Ot taka nasza mało lokalna wojenka:) Niestety nie są to powody do radości, bo budowa autostrady A4 jest niczym pocałunek Judasza, skazuje Tarnów na powolną śmierć, dużo gorszą niż Nowy Sącz.
Z punkty widzenia globalnego w Polsce jest kilka metropolii (a raczej potencjał na stworzenie metropolii) i taką metropolią nie stanie się Tarnów, przede wszystkim dlatego, że leży za blisko Krakowa. Jak spojrzymy na mapę Europy, to takie metropolie powstają w odległości 150-200 km od siebie. Tarnów ma 80 km do Krakowa i autostrada oznaczać będzie szybkie połączenie z metropolią, a to z kolei oznacza, że przez Tarnów będą przejeżdżały samochody, ale wcale nie muszą się tam zatrzymywać. A zatem i biznes nie musi lokować w Tarnowie swoich inwestycji. Jeśli ktoś uważa, że metropolia krakowska będzie promieniowała na okolice, a takie jest założenie tej koncepcji, to ma racje, ale te okolice dla Krakowa, to Zabierzów, Niepołomice, Myślenice i zachodnia małopolska, ale nie Tarnów.
Tarnów, zatem będzie pełnił role tranzytową. Poza tym, jeśli ogólna tendencja jest taka, że im większe miasto tym mniejszy przyrost naturalny, to Tarnów szybciej będzie się wyludniał niż Nowy Sącz. W metropoliach przyrost naturalny jest jeszcze mniejszy, ale tam ubytki ludności rekompensowane są imigracją do miasta. A Tarnów nie będzie rekompensował sobie niskiego przyrostu naturalnego, bo mieszańcy okolic Tarnowa, naturalne zaplecze dla Tarnowa, wybiorą Kraków. Skoro po dotarciu na autostredę w pół godziny jest się w Krakowie, to po co jechać do Tarnowa? Inaczej ma sę sprawa z Nowym Sączem. Mieszkaniec Piwnicznej czy Muszyny zastanowi się dobrze zanim spędzi 3 godziny w jedna stronę, żeby dotrzeć do Krakowa, czy mu się to opłaca, zatem w pierwszej kolejności jego wyborem bedzie Nowy Sącz. Pomijam oczywiście emigracje zagraniczną, bo ona występuje niezależnie od wielkości miasta czy wioski.
Również sami mieszkańcy Tarnowa mając bardzo dobre połączenie z metropolia będą wybierać prace w niej zamiast w Tarnowie. I Tarnów stanie się takim samym miastem jak Radom czy Łódź dla Warszawy, sypialnią, gdzie rano z dworca będą odjeżdżały tłumy do pracy w Krakowie. Czy to dobra wiadomość dla Tarnowa? Śmiem wątpić, choć pewnie dla tych, którzy będą w Krakowie pracować to dobra wiadomość, bo tam więcej zarobią.
Wracając do samej Koncepcji. Posłowie PO z Nowego Sącza nie raczyli niestety zrozbić nic w tej sprawie. Poseł Czerwiński, który zajmuje się dywersyfikacją źródeł energii bierze udział w sympozjach nt. odnawialnych żrodeł energii, a nie skierował żadnej opini i uwagi na temat klasyfikacji Nowego Sącza
Dziwi mnie ten fakt niezmiernie i zastanawiam się, co kierowało politykami PO żeby obsadzić Czerwińskego na tym stanowisku, czy to że skończył AGH ze 30 lat temu?? Albo czy to, że w Nowym Sączu miał okazje spotykać Naimskiego i coś się od niego dowiedzieć na ten temat?
Prawie rok trwały konsultacje rządowe i nikt się nie zebrał na dyskusję i nie pomyślał, że powinien udać się do Bieńkowskiej albo skierować jakieś pismo w tej sprawie. Dopiero teraz jak już rząd zakończył konsultacje podniosło się larum i lokalni politycy przypomnieli sobie, że trzeba coś zrobić, bo ich ludzie wywalą na zbity pysk w wyborach.
Konsekwencją tego braku politycznego lobbingu jest fakt, że na liście zaproponowanej przez małopolską PO brakuje sądeckich polityków, którzy czują się tym wyraźnie niedowartościowani. Wspomniany wyżej Czerwiński będzie dopiero 2. na liście PO z okręgu nr 14. obejmującego byłe województwo nowosądeckie. Pierwsze zajął poseł z Zakopanego, co w Nowym Sączu odebrano jako uderzenie w policzek i dyshonor.
Chyba już nawet sami politycy PO nie wierzą, że mogą wygrać w Nowym Sączu, skoro nic nie zrobili u swoich ministerialnych kolegów w sprawie koncepcji zagospodarowania i klasyfikacji Nowego Sącza, a teraz również ich krakowscy koledzy ich zlekceważyli. Nie dziwi mnie to skoro notorycznie przegrywają z PiSem. Już nawet w mniejszych miastach wyrywała PO, a Sącz pozostał bastionem PiSu .A jak wiemy PO wygrywało ostatnio już nie tylko w dużych miastach, ale i tych średnich i mniejszych. Skoro tak się nie dzieje w Nowym Saczu, to słusznie ktoś z małopolskiej PO wyciąga konsekwencje wobec sądeckich liderów PO.
Podsumowanie
Gdy kilkanaście lat temu powstawała Natura 2000, to lokalni politycy z całego kraju ochoczo się godzili na wyznaczenie jej granic we własnej gminie bez żadnych zastrzeżeń, bo sądzili, że skoro taka jest moda na ekologie to tak trzeba. Nie przemyślano, jakie to zrodzi konsekwencje dla regionu. Efekty tego, jakie są każdy widzi, nie można budować infrastruktury turystycznej, bo inwestycja wchodzi na teren Natury 2000. A wystarczyło tylko inaczej poprowadzić granice tej Natury i można by było dziś budować.
Podobnie ma się rzecz z koncepcją zagospodarowania kraju, niektórzy teraz mówią, że to nic nieznaczący kolejny dokument, ale za 10 lat pojawią się efekty tego lekceważenia.
Otóż uważam, że są to mylne głosy, ponieważ po raz pierwszy od ‘89 r prawdopodobnie po wyborach będzie rządziła ta sama koalicja, co przed wyborami. Zatem po wyborach będzie koalicja PO-PSL i ewentualnie SLD. Koalicja PiS-SLD jest dużo mniej prawdopodobna niż ta PO-SLD. A zatem, przechodząc do wniosków, po raz pierwszy będzie taka o to sytuacja, że rząd realizuje te koncepcje i plany w drugiej kadencji, które zatwierdził w pierwszej. Dotychczas było tak, że każda koncepcja się zmieniała, bo zanim rząd coś przyjął to przychodziły wybory i zmieniała się władza, więc i koncepcja się zmienia. Teraz tak nie będzie, choć słusznie jest założenie, że jeśli by PiS doszedł do władzy to KPZK 2030 poszłaby do szuflady, ale PiS nawet jak wybory wygra to nie dojdzie do władzy, bo nie ma zdolności koalicyjnej. A to, że PO stawia na lokomotywy rozwoju jest fundamentalną częścią programu i z tego nie zrezygnują.


Komentarze
Pokaż komentarze