Rewolucja z krajów północno-afrykańskich powoli zaczyna przelewać się przez Morze Śródziemne do Europy. Oto, bowiem młodzi muzułmanie, główni inicjatorzy i aktorzy rewolucji znaleźli następców w Europie, młodych Hiszpanów, którzy od tygodnia protestują na placu Puerta del Sol w Madrycie.
Wcześniej mieliśmy protesty młodych ludzi w Londynie, związane z wzrostem opłat za studia. Gdy dodamy do tego zamieszki w Grecji, i będącej na skraju bankructwa Portugalię, to mamy obraz Europy, kontynentu niestabilnego i wstrząsanego strajkami.
W Polsce oprócz „Solidarności” niewiele jest grup, które są skłonne do organizowania protestów. Czyżby tylko nieliczni ludzie „Solidarności” cierpieli w tych trudnych czasach, a zdecydowanej większości Polaków powodziło się dobrze?
Oczywiście, że nie. Polacy popadli w marazm. Ci, mobilni i skłonni do działań ludzie już dawno wyemigrowali lub w najbliższym czasie wyemigrują. Zostali, zatem w kraju ludzie, którym głównym mottem życia jest tu-mi-wisizm i Ci, którzy z różnych powodów musieli zostać w kraju. Członkowie dużych PRL-owskich zakładów mają w sobie jeszcze zdolności do organizowania strajków, cała reszta popadła w inercje.
Dlaczego się tak dzieje?
Przyjrzyjmy się debacie publicznej dotyczącej spraw społeczno-gospodarczych, jaka toczy się w Polsce. Jak łatwo zauważyć, główne wątki koncentrują się na słowach, aby „ułatwić biznesowi działalność”, „łatwiej było prowadzić firmę” albo „trzeba zmniejszyć w firmie koszty pracownika”.
Tymczasem w Brytanii, gdzie byłem i stąd posiłkuje się porównaniem, język, jaki dominuje w debacie obraca się wokół słów, że trzeba coś zrobić by „ludziom żyło się lepiej” (bez skojarzeń z hasłem wyborczym). Tam nie dominuje pogląd, że należy wspierać biznes, tylko należy wspierać ludzi.
Jak to zatem możliwe, że kapitalistyczny kraj dba w pierwszej kolejności o ludzi, a kraj, który wyszedł z komunizmu w pierwszej kolejności dba o biznes i przedsiębiorców? Można by powiedzieć, tak jest z każdym neofitą, który stara się być bardziej papieski od samego papieża. Jest to tylko częściowe wytłumaczenie.
Jako przykład podam swoje doświadczenie, kiedy z moim angielskim pracodawcą rozmawiałem o podatku liniowym. Jako człowiek przemaglowany przez neofitów znad Wisły uznałem, że podatek liniowy jest dobrym rozwiązaniem, bo biznesmeni będą płacili mniejsze podatki, a zatem więcej będą wydawać na konsumpcje, co da innym pracę. Tymczasem mój pracodawca, czyli człowiek płacący wyższe podatki i będący oczywistym beneficjentem podatku liniowego, powiedział, że podatek liniowy to zła rzecz, bo państwo powinno, wiecej zabierać więcej zarabiającym, czyli jemu, po to żeby dać biednym, bo tym bogatym żyje się dobrze i nic im nie szkodzi zapłacić więcej do wspólnej kasy, po to żeby sobie zapewnić spokój i żeby żadna rewolucja nie wybuchła, bo to w konsekwencji im zabierze więcej.
Sytuacja paradoksalna. Bo nasze argumenty powinny padać z przeciwnych ust.
Oto, bowiem w Polsce na partię, która reprezentuje interesy przedsiębiorców głosują studenci, bezrobotni i wszyscy, który dali sobie narzucić przez mass media sposób myślenia, jaki zaprezentowałem wyżej, a wiec sposób myślenia, że to „biznes” jest najważniejszy, a nie „ ludzie”.
Omamieni wizją otwierania interesów studenci oraz bezrobotni, którzy nie mają nic do stracenia wiec poddają się językowi debaty, głosują na PO. Efekty tego są takie, że po studiach człowiek może założyć sobie własną firmę, bo musi założyć własną działalność gospodarczą, aby dostać jakąkolwiek pracę.
Dziwne jest to, że studencki i młodzi w krajach Europy Zachodniej potrafią walczyć o swoje interesy, protestują domagając się bardziej sprawiedliwego podziału pracy. Postulat, aby mniej godzin pracować, co spowoduje, że pracodawcy będą zmuszeni zatrudnić nowe, kolejne osoby jest w Polsce w ogóle nieznany i bym powiedział sprzeczny z neofickim myśleniem.
I znów przywołam swój przykład, kiedy pracując przy myciu okien byłem jednym z dwóch młodych osób zatrudnionych przez szefa. I jemu opłacało się utrzymywać nas z tego, że jeździliśmy po pubach i myliśmy okna na zewnątrz budynku.
A wiec mamy koszty pracownika, paliwo, a wpływy są niewielkie, bo opłata za mycie okien jest nieduża. Do dziś, choć zdałem makro i mikroekonomie nie mogę zrozumieć jak musie to opłacało.
Tymczasem w Polsce myje okna kelnerka z barmanem w ramach swoich obowiązków, dlatego nie zatrudnia się nowych ludzi do mycia okien, przez co bezrobocie jest wyższe.
Na tym właśnie polega sprawiedliwy podział pracy, który to temat w Polsce jest poza jakąkolwiek debatą, ponieważ głównym wątkiem debaty są wysokie koszta pracownika, jakie musi ponosić pracodawca.
I tym o to sposobem 10 % ludności, która korzysta na ułatwieniach dla biznesu i czepie zyski z pracy innych narzuciła większości swój sposób myślenia. Większość, której interesy są w dużej mierze sprzeczne z biznesem głosuje na partię, której celem jest reprezentowanie interesów biznesu, czyli 10 %.


Komentarze
Pokaż komentarze