Zbliża się kolejna rocznica napaści ZSRR na Polskę. Ponieważ nigdy nie podążam za utartymi ścieżkami i nie powtarzam poglądów innych ludzi pragnę podzielić się z innym z szeroko rozumianą sprawą Katynia.
Od razu wyjaśnię, dlaczego Katyń właśnie teraz. Otóż uważam, że mówić o tym można teraz, ponieważ w czasie rocznicy samego Katynia należy się skupić na oddawaniu szacunku ludziom zmarłym, a nie debatować czy ta śmierć była potrzebna, czy była sensowna. A takie pytania mi się nasuwają
Od razu zaznaczę, że najbliżej mi do PiSu, ale nie, dlatego, że uprawiają gloryfikację martyrologii tylko, że na bezrybiu i rak rybą.
Bardzo często w literaturze fachowej okresu międzywojennego natrafia się na publikacje porównujące II RP do III RP. I wieli historyków dochodzi do wniosku, że czasy były podobne. Korupcja, nepotyzm, kolesiostwo itp.
Czy zatem ludzie, którzy zginęli w Katyniu, tak zwana inteligencja, też doszła do swoich stanowisk po znajomościach?
Jeśli tak, to na Katyń należy spojrzeć jako na lekarstwo na ówczesne patologie i sprawiedliwość dziejową (ci co pchali się do koryta łokciami, nie mając żadnych zahamowań moralnych siedzieli jak szczury w barakach czekając na egzekucje), a nie na wytępienie polskiej inteligencji przez sowieckich oprawców.
I dziś mamy podobnie. Zarówno w wojsku jak i urzędach liczą się znajomości. Kuzyn ubiegał się o przyjęcie do policji i pierwsze pytanie, jakie usłyszał, to czy ktoś z rodziny pracuje w policji. Ja składając dokumenty do wszelkich możliwych ministerstw i urzędów nie dostałem żadnego angażu, choć doświadczenie mam spore. Chce wierzyć, że nie chodzi tylko o znajomości.
Ale właśnie ci, których przyjęto do wojska powinni w pierwszej kolejności oddać życie za Ojczyznę, a nie poddawać się. A czy dziś, nasi żołnierze oddaliby życie za Ojczyznę, czy wielu by się poddało jak ci z Katynia?
Doszło do paradoksalnej sytuacji, że żołnierze w ‘39 się podali, a mieszkańcy Warszawy w ‘44, choć mieli mniejsze szanse niż żołnierze zaczęli walczyć. W takim razie, czemu ci ludzie zostali żołnierzami? Czy dlatego, że mieli znajomości w wojsku i nie mieli lepszego pomysłu na swoje życie, tak jak to jest teraz? Po co ktoś zostawał żołnierzem, jeśli to zwykli mieszkańcy oddawali życie za Ojczyznę?
Tego za bardzo nie mogę zrozumieć, że ktoś zostaje żołnierzem i boi się śmierci. Albo chcesz poczuć tą adrenalinę i jesteś gotowy na śmierć (choć nie na tyle głupi, żeby iści na spotkanie z pierwszą zbłąkaną kulką), albo zmień zawód.
Ale niech nikt nie oczekuje ode mnie, żeby wychwalać taką śmierć żołnierza. Bo dla mnie to żaden honor taka śmierć. A bohaterami są ludzie, którzy ginęli po lasach w czasie wojny partyzanckiej, albo ci, co walczyli pod Westerplatte, a nie ci, co czekali na strzał w tył głowy.
Nie zmiana to faktu, że Sowieci dopuścili się haniebnego czynu, bo tak się ludzi nie zabija. I to świadczy też o ich prymitywizmie i tchórzostwie. Niemniej jednak to mały powód do gloryfikacji śmierci żołnierzy w Katyniu.
I jeśli II RP przypomina III RP, to śmiem twierdzić, że ci, którzy czekali i nie walczyli to byli w wielu przypadkach ci, co dostali się do wojska po znajomościach, a nie ci, którzy chcieli służyć Ojczynie, bo ci walczyli i oddali życie w walce. Urzędnicy państwowi, jak ci w poczcie gdańskiej też walczyli, a nie poddali się jak ci z Katynia.
Jeśli tak było, to Katyń był lekarstwem i nauczką. Sowieci pozabijali naszych urzędników i żołnierzy - tchórzy, którzy dostali posadę dzięki wujkowi albo ciotce.
Mam nadzieje, że tą nauczkę wezmą sobie do serca nasi współcześni urzędnicy i politycy.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)