Wypadek Jarosława Wałęsy oraz doniesienie lokalnej prasy, o tym jak do komendanta policji, ubranemu po cywilnemu, podeszło na stacji paliw dwóch żuli „prosząc” o drobne, skłoniło mnie do pewnej refleksji. W przypadku incydentu na stacji, po słownych zaczepkach skończyło się na wezwaniu policji. Nie musze chyba dodawać, że radiowóz zjawił się natychmiast, zanim ci dwaj panowie uciekli. A podobno, to byli miejscowi wiec teraz znali wyśmienicie.
Moje wątpliwości budzi taka oto rzecz:
Czy w obu tych przypadkach policja i lekarze zachowaliby się tak jak się zachowali, gdyby chodziło o innego obywatela?
Czy lekarze leczyliby z taką starannością Wałęsę, gdyby nie nazywał się Wałęsa? Albo, czy policja przyjechałaby natychmiast, gdyby żule nie zaczepili komendanta, tylko innego obywatela?
Jeśli Twoja odpowiedź brzmi TAK, to pewnie zagłosujesz na PO i to znaczy, że żyjemy w państwie obywatelskim.
Jeśli odpowiedź brzmi NIE, to najpewniej zagłosujesz na PiS i to znaczy, że żyjemy w państwie elit. Bo to elitom dostarcza się produkt o nazwie „państwo prawa”. Dla każdego innego obywatela jest to towar deficytowy.
Takie i podobne przykłady można mnożyć: jeśli w wypadku drogowym bierze udział ktoś z „elit”, to jasne jest, że robi się wszystko, żeby nie poniósł kary. A jak już sprawie nie da się zamieść pod dywan, to robi się wszystko aby zminimalizować karę.
Pewnie każdy z nas zna przykłady, że lokalny młodziaszek z dobrej rodziny uniknął odpowiedzialności za jazdę po pijanemu, bo wstawił się za nim bogaty tatuś, lokalny przedstawiciel „elit”. Polityk czy inny przedstawiciel „elit” rzadko kiedy odpowiada za jazdę po pijanemu. Chyba, że ktoś na niego „poluje” i szuka haka to wtedy ujawnia się takie incydenty.
Od 20 lat notujemy wzrost PKB większy niż na zachodzie Europy, a mimo to przeciętnemu Polakowi nie żyje się coraz lepiej. A przynajmniej wzrost zamożności nie jest równy wzrostowi PKB. Następuje dalsze rozwarstwienie społeczeństwa. Wzrost PKB jest konsumowany przede wszystkim przez „elity”, a nie przez obywateli.
Zwrócimy uwagę na jedną rzecz: ile jest firm, które obchodzą 20-lecie swojej działalności? Początki ich istnienia to początek transformacji.
Cofnijmy się teraz 10 lat wstecz. Czy te firmy już wtedy były znane? Oczywiście, że w większości przypadków tak. A wiec na 10-lecie swojego istnienia, te firmy już były duże, znane i uznane.
Teraz powiedźcie mi, czy obecnie znacie firmę istniejąca 10 lat, która ma taką renomę i jest znana tak jak obecnie 20-letnia firma, 10 lat temu?
Obawiam się, że taich firm jest niewiele.
A to znaczy, że główne podłoże gospodarcze Polski tkwi w czasach transformacji ustrojowej, a nie w przedsiębiorczości Polaków. Oczywiście upadek komunizmu wyzwolił przedsiębiorczość i swobodę gospodarcza, no ale żeby przez ostatnie 10 lat nie powstała znacząca firma spoza branży internetowej? Przedsiębiorczych Polaków z pewnością nie brakuje, ale blokowani są przed tych już ustawionych i przez prawo, często napisane pod dyktando właśnie tych ustawionych. Ci mniej cierpliwi już dawno wyjechali z Polski.
Nie twierdze, że „elity” są na górze, a cała reszta społeczeństwa na dole. W Polsce nie ma zhierarchizowanego społeczeństwa. Jest układ sieciowy i wiele „elit”, i one trzymają się razem, rzadko kiedy prowadzą wojnę miedzy sobą, a prawo stosują tylko do rozstrzygania sporów między sobą.
Jeśli konflikt nastąpi między członkiem „elity” i zwykłym obywatelem, to o sporze decydują układy, a nie prawo.
Ci, co nie należą do żadnej „elity” nie mają prawi z góry są ustawieni na przegranej.Choć często zwykli obywatele na wskutek zagmatwania prawa, nie znają swoich praw.
Praca w urzędach jest praktycznie dostępna tylko dla swoich, i pomimo ogłaszanych konkursów na stanowiska większość ludzi powie, że są one ustawione.
Zauważyłem też jedna rzecz. Na Zachodzie Europy, gdy jakiś polityk albo człowiek dobrze ustawiony, można powiedzieć człowiek „elit”, podpadnie swoim zachowaniem albo działaniem, to od razu jest izolowany przez swoich kolegów i przyjaciół.
Z tego też powodu ludzie z zachodniej Europy są często oskarżani przez nas Polaków o dwulicowość i fałszywą osobowość. Uśmiechają się i poklepują, kiedy jest dobrze, kiedy źle, to odwracają się od ciebie. To prawda, ale to nie jest dwulicowość. Ludzie na Zachodzie tak robią z prostego powodu. Nie chcą być powiązani z kimś, kto zawinił i dopuścił się czegoś niewłaściwego.
Taką osobę traktuje się jak trędowatą, nikt nie chce, żeby inni widzieli nas z tą osobą. W Polsce zaś, ponieważ prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, to gdy członek „elity” dopuści się czegoś niewłaściwego od razu jest broniony przez swoich. Następuje zwarcie szeregów i obrona Częstochowy. Nie izoluje się od takiego człowieka, tylko wprost przeciwnie broni się swojego, nawet, gdy w oczywisty sposób widać, że zawinił, bo np. jechał po pijanemu. Argument wtedy jest najczęściej ten sam, dopóki ktoś nie jest uznany za winnego przez sąd, jest niewinny. Tylko, że wszyscy wiemy jak działają sądy. Że nie wspomnę, że sędziowie to „elita” sama w sobie i postępuje dokładnie tak jak inne „elity” czy grupy.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)