Blog
uniwersumkultury
matmal
matmal kulturoznawca
0 obserwujących 2 notki 2183 odsłony
matmal, 11 kwietnia 2017 r.

Klęska powidoków - recenzja ostatniego filmu Wajdy

1694 12 0 A A A

imagePowidoki to w dużym skrócie opowieść o buncie wobec ingerującej w kulturę władzy. Na głównego bohatera i "człowieka z marmuru" wybrano - ścierającego się z doktryną realizmu socjalistycznego - malarza Władysława Strzemińskiego. O człowieku z marmuru wspominam nie przez przypadek. Ostatni film Wajdy jest bowiem powieleniem męczonego w kilku wcześniejszych produkcjach schematu o niemal nieskazitelnym wizerunku człowieka walczącego "za wolność naszą i waszą".

 

Nawet dla bezkrytycznych, czy przymykających oko na występujące tu i ówdzie niedostatki fabularne bądź aktorskie, miłośników twórczości Wajdy, Powidoki okażą się tworem cokolwiek nierównym. Film ten bowiem oferuje przyjemne doznania wizualne (bezcenny wkład Pawła Edelmana) i całkiem dobre aktorstwo (poczynając od odtwórcy głównej roli - Bogusława Lindę, po bohaterów trzeciego i czwartego planu), ale brakuje mu głębi. Za scenariusz oficjalnie odpowiada Andrzej Mularczyk, ale dopisek z tyłówki: "według pomysłu Andrzeja Wajdy", nakazuje sądzić, że to do niego należało ostanie słowo i to on nadał ton całości (nie ograniczając się bynajmniej do dyrygowania aktorskimi poczynaniami na planie). Skąd to znamy? Chociażby z Człowieka z nadziei, bo to przy okazji tego właśnie filmu dość głośno zrobiło się o wprowadzeniu diametralnych zmian scenariuszowych, jakich dokonał Wajda na pierwotnej jego wersji, byle tylko w jak największym stopniu dosłodzić Wałęsie. Co z tego wyszło? Wszyscy doskonale wiemy i wolelibyśmy zapomnieć.

Do filmu o Wałęsie wracam nie tylko po to, by "dorzucić do pieca" i mocniej zdezawuować film o fałszywym autorytecie (swoją drogą postać malarza Władysława Strzemińskiego również nie pasuje do roli autorytetu, czy choćby wzorca), ale dlatego że podobny mechanizm mógł dotyczyć również omawianego filmu. Skąd taki wniosek? - Przegadanie. Ustami Lindy wypowiedziana została tak zatrważająca ilość bon motów traktujących o artyzmie i misyjnej roli sztuki, że można by nimi obdzielić przynajmniej pięć amerykańskich produkcji.. Myślę, że ów efekt ekranowy nie jest dziełem scenarzysty, a fanaberią samego Wajdy, a to - sądząc po niosących się z sali kinowej wzdychaniach - dało się we znaki wszystkim widzom. 

Kolejnym po przegadaniu grzechem filmu jest jego przewidywalność. Twórcy Powidoków nie pokusili się o retrospekcje, czy montaż równoległy. Od pierwszych do ostatnich minut, wraz z grupą rozentuzjazmowanych ideami wykładowcy studentów, śledzimy kuśtykającego o kulach Strzemińskiego i podążamy wraz z nim, raz do sal wykładowych Łódzkiej Szkoły Sztuk Plastycznych, innym zaś razem do jego prywatnego mieszkania, w którym zaznaje typowej dla każdego artysty (nie tylko tego zbuntowanego i idącego pod prąd) samotności.

Bohater sprzeciwia się ideowym wytycznym ministra kultury, za co z miejsca dostaje po głowie. Zajęcia z jego udziałem są - za przyzwoleniem rektora uczelni (o wiadomych poglądach) - odwoływane, legitymacja unieważniona, możliwość podjęcia jakiejkolwiek pracy utrudniona. Generalnie prezentuje się nam klasyczny (doskonale znany z lekcji historii) model postępowania z osobnikami, którym naiwność karze wierzyć, że w pojedynkę są w stanie wygrać z systemem. Mamy więc do czynienia z bohaterem, który

urwał się z choinki. Z facetem, który - wydawać by się mogło: świadom mechanizmów władzy - postępuje w sposób, który nieuchronnie nastawia go na oczywiste działania ze strony aparatczyków i pozbawia środków do życia. Mnie taka postawa w żaden sposób nie imponuje. Jeśli założeniem twórców było wzbudzenie w nas podziwu dla człowieka idącego pod prąd w tak głupi i odgórnie skazany na porażkę sposób - poniesiono klęskę na całej linii. Powidoki tak samo, jak wiele innych polskich filmów osadzonych w rzeczywistości powojennej, znów zdają się hołdować straceńczym skłonnościom narodu (tym samym, które nakazywały rzucić na szalę najwartościowszy materiał ludzki w Powstaniu Warszawskim). 

 

Podsumowując: Powidoki to film rozczarowujący. Nie dlatego, że gorzki w swej wymowie, ale dlatego, że nie pozostawia widzowi choćby skrawka przestrzeni na własne domysły. Bohater jest przegadany, a jego osobowość oraz to, co miałby w sobie skrywać, zostało w bezceremonialny sposób wywleczone na ekran i podkreślone krwistą czerwienią. Przykre, że to właśnie tym filmem zamyka swój kinematograficzny dorobek człowiek, przez niektórych uznawany za najwybitniejszego polskiego reżysera.

 

 

 

Opublikowano: 11.04.2017 08:00.
Autor: matmal
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Dzięki! na celowniku mam teraz tajemniczą śmierć G. Pattona oraz, w dalszej perspektywie,...
  • Po pierwsze - nie krytykuje, a odzieram z nadbudowy mitycznej dla ukazania mechanizmów ów mit...
  • Ale czytania ze zrozumieniem ze szkoły już nie wyniosłeś. Symbolika jest oczywista. Notka...

Tematy w dziale Kultura