System emerytalny przypomina obłożnie chorego, któremu próbuje podawać się kolejne porcje środka znieczulającego, nie skupiając się na tym, żeby w końcu go wyleczyć. Podnoszenie wieku emerytalnego, chociaż konieczne jak praca anestezjologa, nie rozwiązuje problemu. Problem w tym, że większość koncepcji rządzących polityków opiera się na stosowaniu środków łagodzących. Te zaś, które alternatywnie wypływają z ust aktywistów typu JKM (mimo wszystko szacunek), przypominają raczej wysłanie obłożnie chorego na 40 - godzinny etat do fabryki.
O wadach obecnego systemu napisano już wiele, warto zatem może zastanowić się, czy rzeczywiście najlepszym lekarstwem są rozwiązania radykalne. Na myśl o likwidacji ZUS-u wielu ludziom robi się cieplej w okolicach serca. U innych może ona jednak wywołać paniczny atak strachu. Pytanie o likwidację Zakładu, jakie z ust młodzieżówek padały w stronę PO przed wyborami w 2005 roku są nie mniej populistyczne niż obietnice typu "wszystko za nic". Dlaczego?
Przede wszystkim dlatego, że łatwiej ludziom coś dać, niż zabrać. Był czas, kiedy emerytury w ogóle nie istniały i ludzie wówczas nie wyginęli. Kiedy jednak państwo obiecało, że zatroszczy się na starość o swoich obywateli, podjęło pewnego rodzaju zobowiązanie. Dziwić może to, że opieka ta jest przymusowa. Ale osobom, które chcą sobie radzić same, nie daje to prawa do żądań, by pozbawić jej wszystkich.
To trochę jak z prawem do głosowania, o którego ograniczenie również zabiegają niektórzy. Prawdą jest, że w starożytnej Grecji istniał cenzus majątkowy i większości nieszczególnie to przeszkadzało. Co innego jednak, kiedy państwo rozszerza uprawnienia, a co innego, gdy je odbiera. Nawet zakładając hipotetyczną sytuację anulowania wszystkich międzynarodowych konwencji, wystąpienia z Unii Europejskiej, odebrania prawa do głosowania nie dałoby się przeprowadzić w warunkach innych, niż rewolucyjne. Podobnie sprawa ma się z emeryturami.
Państwo nie tylko obiecało opiekę, ale wręcz wychowało obywateli w poczuciu bezpieczeństwa (które, co może wiele osób zdziwić, są z tego zadowolone). Zabranie im tego byłoby tak samo nieczuciwe, jak okradanie pracujących przez ZUS. Bo ekonomia ekonomią, poglądy poglądami, ale - jak to na salonie bardzo często piszą - zasady też trzeba mieć.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)