Wczorajsze, kolejne już obejrzenie filmu "Miś" podsunęło mi złotą myśl: może czas na nową wersję? Może skoro narzekania i racjonalna krytyka nie trafiają do uszu naszego rządu, to celna satyra sprawdzi się lepiej?
Scenariusz jest prosty: akcja toczy się w kraju mlekiem i miodem płynącym. Jest najlepszy - prawdziwa zielona wyspa na mapie świata. Wszyscy się cieszą, a zwłaszcza rządzący. Raz w miesiącu szczęśliwi obywatele ustawiają się w kolejce, żeby oddać uśmiechniętej pani w okienku połowę tego, co zarobili. Dodajmy, że ci, którzy otaczają zieloną wyspę, zarabiają kilka razy więcej - ale oni przecież są czerwoni - to my sobie lepiej radzimy.
Za oddaną połowę pensji dostajemy gwarancję dostatniego bytu na starość, prawo do opieki zdrowotnej, ochronę naszej własności. Powodzi się nam jednak tak dobrze, że zwykle i tak sami zbieramy pieniądze na emeryturę i leczymy prywatnie - bo nas stać. Ci, którzy są zwyczajnie oszczędni leczą się publicznie, ale żeby nie przemęczać lekarzy, przychodzą do nich tylko przez kilka godzin w tygodniu.
Nasz przywódca pewnego dnia ogłasza, że cieszy się z naszego dobrobytu i informuje, że jeśli zapłacimy kilka groszy miesięcznie więcej, będziemy żyli w prawdziwym raju. O, przepraszam - bliżej nieokreślony ktoś zapłaci kilka groszy miesięcznie, bo podwyżki nikt nie odczuje, naturalnie.
Nie mam tylko pomysłu na scenę finałową. Wydaje mi się jednak, że gdyby przekopiować ostatnią rozmowę o Tradycji, zmieniając tylko słowo na Dobrobyt, pasowałaby jak ulał.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)