Poseł Wenderlich w oparciu o wyniki wyborów samorządowych radośnie obwieścił, że nasza scena polityczna nie jest dwu-, ale czteropartyjna. Szkoda, że dopiero teraz wicemarszałek zauważył oczywistą oczywistość. Szkoda tylko, że oparł swoją wiedzę na nieprawdziwych przesłankach.
Po pierwsze, nasza scena polityczna nie była nigdy (nawet tydzień temu) dwupartyjna. To tylko tani chwyt mediów, które zresztą same próbuja taką wykreować. (Nie)stety, dopóki w parlamencie poza PO i PiS mamy inne partie, bez których nie można utworzyć rządu, mamy system wielopartyjny. I nie zapowiada się na diametralne zmiany.
Po drugie, wyciąganie takich wniosków w oparciu o wyniki wyborów samorządowych jest wielce ryzykowne. Gdyby oceniać na ich podstawie scenę polityczną 4 lata temu, możnaby dojść do wniosku, że partie nie znaczą u nas nic (75% burmistrzów, wójtów i prezydentów oraz podobna ilość radnych pochodziła z list komitetów lokalnych). A tu okazało się, że rok później Platformersi i PiSowcy zgarnęli ogromną większość mandatów w sejmie.
Czy tego chcemy, czy nie, dopóki istnieje system proporcjonalnego liczenia głosów w oparciu o listy, polityka w skali kraju będzie upartyjniona. A wybory samorządowe do parlamentarnych czy prezydenckich mają się jak piernik do wiatraka.


Komentarze
Pokaż komentarze