12 obserwujących
92 notki
49k odsłon
355 odsłon

Plaga Idzie Przed Panem

Zaraza fot. Miłosz Matiaszuk
Zaraza fot. Miłosz Matiaszuk
Wykop Skomentuj5

Staram się patrzeć na tę epidemię tak, jak staram się żyć: jako chrześcijanin. Ja się jej nie boję, nie lękam jakoś przeraźliwie, ale bynajmniej jej nie lekceważę. Traktuję z respektem. Wierzę w Bożą ochronę, ale z drugiej strony, praktycznie nie wychodzę z domu. Ja mam jednak chorobę autoimmunologiczną, a wszystkie raporty mówią, że w takim wypadku jestem w grupie ryzyka do o wiele cięższego przechodzenia choroby spowodowanej tym wirusem. Więc nie wychodzę, dzieci praktycznie też trzymam pod kluczem, Ula wychodzi po zakupy, ale uważa, omija ludzi itd... Geddy chodzi nad ranem i w nocy.

Dużo by pisać. Wiele dni przemyśleń. Siłą rzeczy jednak nie da się oderwać sytuacji społecznej od samej "wirusologii", bo przecież nie jesteśmy wirusologami, a jesteśmy domorosłymi socjologami i fantastami.

Czy groźna? Ludzie umierają. „Starzy i chorzy”? To prawda, głównie „starzy i chorzy”. Tylko, że bardzo mi się nie podoba, że fakt, iż umierają głównie ludzie starsi i schorowani, służy wielu mądralińskim do bagatelizowania zagrożenia... Wszak wychowano nas w kulturze, że starcy, chorzy zasługują na specjalne traktowanie, na opiekę, na miejsca w kolejkach, na ewakuację w pierwszej kolejności itd itd; tymczasem nagle pojawiła się jakaś szalenie głośna grupa (niestety głównie w moim zbydlęconym pokoleniu...) strasznych egoistów, którzy mówią: Eee tam, dla mnie to katar i ból gardła oraz stan podgorączkowy przez trzy dni, więc ja to mam gdzieś, idę na piwo z kumplami. I lekceważą zagrożenie, nie w imię celów ekonomicznych, nie w imię utrzymywania i bytowania, ale w imię niewoli socjalizacji, w której żyją. 

Mi łatwo mówić, bo ja żyję na emigracji wewnętrznej od praktycznie czterech lat. Spotykam się z ludźmi od święta, i generalnie kompletnie nie rozumiem, że konieczność ograniczenia kontaktów może stanowić dla ludzi tak poważny problem.

Nie rozumiem, że w imię tych kontaktów, piwka z kumplami, nie potrafią sobie wyobrazić tego, że narażają ludzi. A czy narażają? No właśnie, wracamy do pytania o stan zagrożenia... Co wiemy: kontakty powodują rozprzestrzenianie się wirusa. Większość zdrowych koni w sile wieku może być nosicielami wirusa bez zachorowania na COVID-19, które jest de facto wirusowym zapaleniem płuc. I teraz o tej groźbie: Przecież w dzisiejszych czasach niemal każdy ma mamę/siostrę/kochaną ciocię/koleżankę/siostrę kumpla/matkę przyjaciela etc., która walczy z jakąś formą nowotworu bądź to piersi, bądź narządów kobiecych – my z Ulą mamy na tę chwilę cztery/pięć kobiet, o które się modlimy: trzy w trakcie strasznej chemii obecnie, jedna w remisji, jedna przed operacją... Jeśli wyobrazić sobie, że bliska Tobie kobieta w trakcie chemii miałaby nagle przechodzić zapalenie płuc, to chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie zlekceważyłby takiego zagrożenia, prawda? W przypadku obecnej sytuacji takie zagrożenie jest przerażająco realne! A to tylko jego część.

Jesteśmy społeczeństwem schorowanym, mnóstwo ludzi cierpi na schorzenia przewlekłe, które same w sobie nie stanowią skrajnego zagrożenia dla ich życia, ale kiedy dochodzi jakikolwiek dodatkowy problem, to przechodzi się je o wieeeeele bardziej dotklimie... Ja mam nietolerancję białka, nieswoiste zapalenie jelit, i gdy pilnuję diety jest wszystko ok. Ale każde odstępstwo, każde "zatrucie pokarmowe", np. przyniesiony przez dzieci ze szkoły rotawirus żołądkowy, to u mnie dwa dni rzygania z krwią, po których przychodzi noc, w której z wycieńczenia żegnam się z Ulą, bo czuję się, jakbym nie wiedział, czy dożyję poranka... 

Co chcę przez to powiedzieć... Tylko tyle, że istnieje niebezpieczeństwo związane z tym wirusem, o którym do końca ... nie wiemy, że istnieje... nie do końca je sobie wyobrażamy. Choć niby mówi się o nim ciągle, to jest to niebezpieczeństwo schowane w tej pierwotnej charakterystyce tej epidemii: Dotyka głównie starych i chorych...

Niemcy, jak to tylko oni potrafią, umywają ręce i nie klasyfikują jako zgonów z powodu epidemii SARS-CoV-2 ludzi zarażonych tym wirusem, jeśli mieli jakiekolwiek inne schorzenia. Nie wiem, czy jest to forma ich obrony przed tą epidemią, czy jest to wynik ich wojny informacyjnej z WHO, czy z Chinami... Ale daje do myślenia, że akurat oni, taką formę zakłamywania statystyk wybrali.

Czytałem raport, którego autor zestawił działania Chin/Japonii/Korei/Singapuru, z krajami Europejskimi, z którego wynikało, że tak naprawdę jedyną zasadniczą różnicą, cechą wyróżniającą pierwszą grupę krajów (nie licząc może skrajnych faszystowskich metod izolacyjnych Chińczyków) w zastopowaniu liczby transmisji było masowe używanie przez społeczeństwa dalekiego wschodu masek. Jak wiemy, u nich używanie maseczek w centrach miast było i przed epidemią na porządku dziennym przez bardzo wielką liczbę ludzi, więc bardzo szybko i łatwo weszło im to w nawyk.  – Jeśli jednak przyjąć za dobrą monetę to, co mówią nasi wirusolodzy, to jeśli unikać bardzo bezpośredniego kontaktu, to maseczki nie są tak niezbędne jakby się mogło wydawać. Tymczasem może jednak pomagają bardziej, nie tylko tym skazanym na kontakt bezpośredni? 

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo