12 obserwujących
90 notek
47k odsłon
729 odsłon

Nieświadomie krzywdzimy siebie i innych

Wykop Skomentuj2

Dla potrzeb tego rozważania dokonamy podziału grzechów na dwie kategorie: grzechy, które mają krzywdzić nas, i grzechy, których zło trafia w innych ludzi.

Grzechy wstydliwe, nastawione na nas - np. te natury seksualnej, czy też obżarstwo, folgowanie sobie, małe kłamstwa (tzw "niewinne kłamstewka"), generalnie rzeczy, które krzywdzą nas samych - krzywdzą, czyli na nas bezpośrednio ogniskują się negatywne konsekwencje naszych własnych działań. Mamy tendencję, by tego rodzaju grzechy (słabości charakteru, małostki, złe rzeczy) "usprawiedliwiać" - tak dalece jesteśmy do nich przywiązani, że mózg wypalił możliwość, że ten nasz grzech (dla każdego to może być zupełnie co innego), może być grzechem.

Zwykle trwamy w nim/nich latami, dziesiątkami lat, więc umysł ludzki, organ niezwykle kreatywny, jest w stanie przez tak długi czas, wypracować solidny mechanizm "usprawiedliwień", teorii, furtek, albo po prostu włącza funkcję "Przemilczenie" (MUTE) - najczęściej dzieje się tak np. z uzależnieniem od telewizji, czy z obżarstwem.

Ma tutaj miejsce pewnego rodzaju perpetum mobile - ten mechanizm działa, bo te grzechy są z nami od dawna, a są one z nami od tak dawna, bo dysponują takim mechanizmem - ale jest to możliwe przez ten czynnik codzienności (częstej regularności, nie musi to być codzienność), i jest to moim zdaniem pochodna natury tych grzechów: przez to, że "od początku", "z natury swojej", są one wymierzone jedynie w nas, to ich celem jest stworzenie fundamentu dla psucia naszego całego JA, te nasze "małe grzeszki", to codzienne nasze "niewinne zło", "którym przecież nikomu nie szkodzimy", "które nikogo nie powinno przecież obchodzić", a więc te od lat nasze grzechy, mają z założenia być i są podstawą do dużo poważniejszego psucia naszego człowieczeństwa.

Utwardzają nas. Przytępiają sumienie. W niewidoczny sposób robią potężną krecią robotę. "Małe grzeszki”, które "nikomu nie szkodzą", "niewinne kłamstewka", „obżarstwo", czyli jedzenie ponad miarę, nie dla posiłku, a dla folgowania sobie, te rzeczy zabijają w nas coś, co nas odróżnia od wszystkich innych stworzeń na tej ziemi. Te małe grzeszki codziennie, często latami, dekadami, dzień za dniem, zabijają w nas sumienie. Powolutku, ale bezwzględnie.

To sumienie różni nas od delfinów, czy szympansów. To sumienie jest głosem Stwórcy w każdym z nas. Wydaje nam się, że cóż może szkodzić komukolwiek, że "coś sobie obejrzę", że sobie w czymś odpuszczę, "przecież każdy potrzebuje chwili wytchnienia", a tymczasem w niezauważalny sposób pozbawiam się dostępu do głosu Boga.

Te grzechy ze swojej natury "nie mają szkodzić nikomu innemu". Oczywiście. Bezpośrednio nikomu "innemu" nie szkodzą. Zło jest sprytne. Zło potężne jest bardzo inteligentne, przebiegłe, zło małe jest sprytne, cwane. Jeśli wciąż Twój umysł odrzuca to co czytasz, i utrzymuje w grze teorię, że "nikomu nie szkodzisz oglądając porno", to wiedz, że to tak właśnie miało działać. To jest tak pomyślane, żebyś tak myślał. Inaczej nie nurzałbyś się codziennie w rynsztoku.

Gdyby od zarania swojego to nasze "małe codzienne zło" nie miało takiego mechanizmu obronnego, nie miało wpisanego w siebie, w swoją naturę tego autousprawiedliwiania, to nie zniewalałoby na lata, nie byłoby tak skuteczne. Gdybyś nie miał tak myśleć, gdybyś nie miał się w ten sposób usprawiedliwiać, to tak bzdurną rzecz dawno byś wyrugował ze swojego życia. Bo ta bzdurna rzecz UTWARDZA TWOJE SERCE - to inna nazwa tego co powyżej, powolnego zabijania sumienia.

Dzięki Pinokio każdy wie, co to takiego. Z tego co wiem, to nawet buddyści chyba nie podważają istnienia sumienia. Ten nasz "poziom żywotności" sumienia można uzupełniać. Proces nie jest nieodwracalny. Wystarczy pokuta, modlitwa i obecność Zmartwychwstałego przywraca nam naszą wrażliwość. Ale trzeba zobaczyć TO we właściwym świetle. Trzeba zdobyć się, by NAZWAĆ RZECZY PO IMIENIU, by WIDZIEĆ JE TAKIMI JAKIMI SĄ W ISTOCIE, w swej naturze, a wtedy dopiero można się z nimi próbować rozprawić.

Druga kategoria to grzech "poważniejszy", który owocuje krzywdą drugiego człowieka, bądź wielu ludzi. To zupełnie inna kategoria. Jeśliby chcieć się sposiłkować CS Leewisem, i jego "diabłologią", to zastępy piekielne zajmujące się kuszeniem "na grzech ciężki" to ubecja, podczas, gdy za "codzienne grzeszki" odpowiadaliby jacyś osiedlowi ormowcy. Inna kategoria, inne wszystko. Prawie wszystko. Mają one bowiem ciut podobny mechanizm obronny - też występuje usprawiedliwianie się, ale zupełnie innej rangi. Ponieważ zło jest poważniejsze, często oczywiste i ewidentne - to może być wszystko - obrażenie kogoś, znęcanie się psychiczne nad zakompleksionym "bliźnim", zbesztanie sąsiada, plotka i obmawianie, zranienie czyichś uczuć, aż po kradzież, zdradę, i fizyczne prześladowania - znęcania się, przemoc wyrachowana, przemoc ukrytą, morderstwo, ludobójstwo. Wszystko, gdzie efektem naszych działań jest krzywda drugiego człowieka, napotka w naszym umyślę dużo agresywniejszy poziom usprawiedliwień, nawet nie wiem, czy ta nazwa tu jeszcze pasuje, dużo poważniejszy mechanizm obronny.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo