88 obserwujących
2439 notek
1304k odsłony
242 odsłony

Ich władza i nasze pieniądze. Rzecz o Swojszczyźnie. Część Pierwsza

Wykop Skomentuj4

Temat mi się „stworzył sam”. Tłem jest powtarzająca się w różnych wymiarach publicznych, pęczniejąca „debata budżetowa”. Jej prapoczątkiem jest uświadomienie sobie przez podatników (czyli przez nas wszystkich), że nie po to zastąpiono (systemowo-ustrojowo) składkę obywatelską (public collection, inaczej: ściepa narodowa) podatkiem (duty tax, inaczej: haracz od dochodu), abyśmy wszyscy zbiorowo orzekli: nas polityka (gra o władzę) nie interesuje.  

Nie zaproponuję rewolucji, tylko jej drobny początek, osadzony w punkcie wyjścia, czyli tam, gdzie w „normalnym trybie” zaczynają się wykluczenia społeczne, przede wszystkim ekonomiczne.

Założenie modelowe jest takie, że Społeczeństwo składa się z gotowych do wspólnotowości ludzi zdolnych do pracy i chętnych do pracy (na rzecz wspólnoty społecznej). Oczywiście, to jest tylko założenie, prawda jest taka, że jakaś część z nas jest do pracy niezdolna (dzieci, starcy, chorzy, inwalidzi, upośledzeni), a inna część z nas (częściowo pokrywająca się z tą pierwszą) jest do pracy niechętna (np. lenie, pasożytnicy, przestępcy, żerownicy). Do tego wrócimy, ale na razie trzymamy się założenie, dla porządku modelowego.

W niepamiętnych już czasach, kiedy większość Ludzkości żyła w warunkach tzw. bezpośredniej kontroli społecznej, kiedy wszyscy uczestnicy orientowali się (po sąsiedzku) w tym, co robią pozostali, umieli w miarę konstruktywnie i taktownie reagować na leni, pasożytników, przestępców, żerowników, chętnie i aktywnie, bez specjalnej zachęty, na co dzień (bieżąco) doglądali tego co wspólne.

Czasy te są niepamiętne dlatego, że od setek pokoleń Człowiek – dla wygodnictwa – powierzył te trzy obszary obywatelstwa wspólnotowego specjalistom, najczęściej samozwańczym, czyli politykom.

1. Zorientowanie w sprawach społecznych (w tym gospodarczych) stało się domeną płatnych ekspertów ekonomicznych i społecznych;

2. Reagowanie na zachowania aspołeczne (ciążące ogółowi) stało się domeną wyspecjalizowanych służb (np. skarbowych, policyjnych);

3. Doglądanie spraw wspólnych (administrowanie, konserwacja, interwencje techniczne) stało się zarobkową domeną „aparatu i zarządów”;

W takiej rzeczywistości nie dość, że tzw. bezpośrednia kontrola społeczna wymiera (objawia się za to często powtarzającymi się falowo roszczeniami i niezadowoleniem), to jeszcze pojawiła się wolna przestrzeń dla wszelkich uzurpatorów, których działalność publiczna polega na wmawianiu ogółowi, że potrafią i chcą zająć się powierzonymi zadaniami publicznymi (trzy powyższe „zastępcze namiastki” obywatelskości) oraz na aktywnym pozycjonowaniu się w przestrzeni publicznej, legalizującym (legitymizującym) powiernictwo, którego stają się beneficjentami.

Tu warto jeszcze wspomnieć o tym, jak niepostrzeżenie indywidualna, osobista przydatność dla ogółu – przepoczwarza się w uzurpację: nikt zdrowy na umyśle nie neguje, że przeciętny lekarz lepiej umie zarządzać naszym losem w zdrowiu i chorobie niż krawiec, przeciętny inżynier lepiej umie zaprojektować i wykonać (wdrożyć) urządzenie techniczne niż poeta, przeciętny buchalter lepiej wyważy koszty i korzyści niż sportowiec. Cienka granica między użytecznością lekarza, inżyniera i buchaltera a ich uzurpacją leży w miejscu, które nazywamy sumieniem. Może tylko jeden na 100 jest taki przebiegły, ale to wystarczy, by medyk, inżynier czy księgowy sięgnął po władzę, której pozornym „uzasadnieniem” jest ich profesjonalizm.

Zauważmy: sam fakt, ze w ramach tzw. społecznego podziału pracy ktoś wyspecjalizował się w jakiejś branży – nie upoważnia go do automatycznego zarządzania ludzkimi losami, a na pewno nie w każdym wymiarze ludzkiej codzienności. Jeśli mimo to medyk, inżynier czy księgowy starają się być „władcami” – mamy do czynienia z uzurpacją. Nawet jeśli w wyniku gry wszystkich ze wszystkimi o wszystko (algorytmy, procedury, instytucje społeczne) zdołają oni „udemokratycznić” swoją władzę. Posłużę się potocznym użyciem słowa „władza” wobec policjantów, inspektorów, urzędników: przecież w założeniu to są profesje i zajęcia służebne (służba, serwis), a nie władcze. Skąd więc nam się owa „władza” wkrada do języka, czyli do myślenia…? Oczywiście, długo by mówić, ale mniej-więcej wiemy.

* * *

W dalszej części rozważania będą już „robocze i techniczne”, ale warto pamiętać o różnicy między służebnością a uzurpacją, bo mowa będzie o budżetach.

* * *

Szczątki bezpośredniej kontroli społecznej – niezależnie od miejsca na kuli ziemskiej – tlą się jeszcze w konstelacjach sąsiedzkich, sołeckich, swojszczyźnianych. Słowo „swojszczyzna” oznacza nie tylko miejscowe jadło, obyczaje i życie domowe, ale też – myśląc szerzej i głębiej – społeczne wyobrażenie o tym co „nasze, tutejsze” i „przyjezdne, obce”. Trzeba niekiedy dwóch-trzech pokoleń, aby przybysze-osadnicy wrośli w miejscową społeczność, trzeba też wielkiej społecznej szkodliwości, aby sąsiedzka społeczność skazała kogoś na banicję. Nie mówimy o systemie prawnym, tylko o „zasadach wspólnotowości”.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo