Bodajże Wanda Rutkowska, pytana o powód wspinania się na najwyższe góry, odpowiadała z prostotą: wspinam się na nie – bo są. Słowa te są często przytaczane jako przykład pasji samoistnej, bezinteresownej.
Mój serdeczny znajomy, Krzyś, który z powodu choroby ma ograniczoną zdolność pojmowania niektórych spraw, ma identyczne podejście do jedzenia: sprawnie porywa ze stołu (również z „cudzych” talerzy) wszelkie jadło i połyka je, zanim zdążymy go „zablokować”. Jest w tej robocie sprytny, przebiegły i nadzwyczajnie sprawny. Nie z głodu pożąda jedzenia, tylko dlatego, że ono jest gdzieś w zasięgu wzroku.
Kiedy przyglądam się politykom – a wielu znam osobiście, nie przelotnie – mam wrażenie, że jest kilka dóbr, na które leci im ślinka nie z potrzeby, tylko dlatego, że one – te dobra – są. Ci najbardziej „nisko-instynktowi” gustują w łapówkach i prezentach oraz apanażach (bywa, że dla diet czy „zwrotów” fałszują dokumenty). A ci pretendujący do miana mężów opatrznościowych, a nawet mężów stanu – „ograniczają” się do narcystycznej próżności, będąc łasymi na dusery wielbicieli i współpracowników, lubią stać na „tym wyższym” piedestale. Pomiędzy tymi najmniejszymi i największymi – wije się i snuje czereda żądna władzy i bezkarności, żądna miejsc w pierwszych rzędach, żądna ekskluzywnych warunków podróży i pracy, żądna ekskluzywnego towarzystwa.
Najbardziej ze wszystkiego politycy jednak lubią rządzić. Jest takie potoczno-ludowe powiedzenie – co on się tak rządzi?
Projektowanie przepisów prawa, nowych urzędów i organów, kolejnych kampanii i akcji na chwałę czegoś tam i polityków. A potem „stanie na straży” tego, co się uchwaliło, założyło, zainicjowało. Dyrektorowanie, prezesowanie, obsadzanie kadr, zasiadanie w radach.
Wandę i kilkoro innych himalaistów zapamiętamy na zawsze jako bohaterów. Krzysia trzeba od czasu do czasu nadzorować jak niesforne dziecię, metodami okropnymi, bo polegającymi na odmowie.
Jak jednak poradzić sobie z żarłocznymi żądzami polityków?
Tu przerwał, lecz pióro trzymał…
No, właśnie, zapomniałbym. Mam otóż dla Szanownych Czytelników oświadczenie dwojga akapitów.
AKAPIT PIERWSZY
Obywatele Bronisław Komorowski, Donald Tusk, tak samo jak paru innych gości i dam zatrudnionych za moją forsę na ważnych stanowiskach państwowych, nie nadają się do pełnienia swoich funkcji publicznych, z prostego powodu: nie rozumieją ich konstytucyjnego usytuowania i wydaje im się (czemu dają wyraz), że są tam dla własnej chwały i własnych korzyści, a do tego łżą w żywe oczy, że w głowie im wyłącznie moje, obywatelskie sprawy. W tym sensie są niepoważni, do tego kłamią, bez dobrego uzasadnienia pobierają też wysokie uposażenia i korzystają z przywilejów, których im przecież nie przyznałem, choć jestem ich donatorem. Nie są to kolesie i koleżanki, z którymi chciałbym się kumplować, biesiadować, konie kraść, kupować od nich cokolwiek używanego. Nie lubię ich, bo jako persony są szkodnikami i lekkoduchami, w dodatku narcystycznie bucowatymi. Chcę użyć – i będę używał – dużo bardziej obraźliwych epitetów, bo im się to po prostu należy za „zasługi” dla rugowania demokracji z życia publicznego.
AKAPIT DRUGI
Sądzę, że funkcje Prezydenta RP (jako Głowy Państwa) i Premiera Rządu RP (Prezesa Rady Ministrów) oraz kilkaset pomniejszych, choć nad wyraz ważnych funkcji, stanowisk i urzędów, są Polsce i w Polsce zbędne, a ich uzasadnieniem jest wyłącznie formuła „inni też tak mają”. Skoro jednak już są, wolałbym mieć realny wpływ na obsadzanie tych funkcji jako konstytucyjny pracodawca, a nie jedynie cierpieć to, że oni dopiero po zatrudnieniu przyuczają się do zawodu, nie mówiąc o tym, że jeśliby nasze stosunki opierałyby się na prawie pracy, zwolniłbym ich szybko z artykułu 52 Kodeksu Pracy
I niech mnie ciągają po sądach, będę miał możliwość wypowiedzieć się szerzej, rozwinąć powyższe akapity.
Mam nadzieję, że wiadomo, dlaczego właśnie dodałem te akapity



Komentarze
Pokaż komentarze (2)