Profesor Piotr Gliński – przypuszczalnie po zakulisowych rozmowach T.Tuska z J.Palikotem i W.Pawlakiem – jest już „wypinkowany”. Siedząc na skypowej „videokonferencji” z kilkoma znawcami kulisów polityki zauważyliśmy, że o ile niepoważna M. Kidawa-Błońska od razu potwierdziła bucowatą arogancję rządowców (nie będziemy z R. Glińskim rozmawiać, bo nie ma o czym, wtóruje jej K. Kwiatkowski uwagą o Nibylandzie), o ile SLD ustami G.Napieralskiego (prywatnie) pozostaje otwarty na wszelkie rozmowy (J. Oleksy dodaje, że wtedy, kiedy realnie będzie zgłoszone konstruktywne wotum nieufności), o ile Solidarna Polska upiera się przy T.Cymańskim – o tyle powinniśmy się wsłuchiwać w głosy tych, którzy jawnie (choć niekiedy warunkowo) popierają rząd Donalda Tuska: Polskie Stronnictwo Ludowe i Ruch Palikota.
Odpowiedzi już powoli się wykluwają. Janusz Palikot z właściwą sobie gracją, nazwawszy P. Glińskiego talibem, ogłosił, że ze względu na desinteressment żony Moniki nie poprze Profesora. Nie żartował (choć zapewniał, że to echo oświadczenia samego kandydata). Powtórzył to kilkakrotnie, co może wynikać z przerażenia rzeczowością i koncyliacyjnością P. Glińskiego, nieosiągalną przez RP. W każdym razie ja takich wyżyn braku tonu i elegancji nie zaserwowałbym nawet J.Palikotowi, którego ktoś w końcu powinien wychować.
W chwili, kiedy piszę te słowa, nie słychać nic ważnego ze strony Premierów W. Pawlaka i D. Tuska (są tylko „przebitki”). To nie przypadek: niewątpliwie trwa narada, choć kiedy już ktoś się oficjalnie odezwie, długie milczenie będzie „usprawiedliwione” jakimś technicznym drobiazgiem albo oświadczeniem w stylu Kidawy.
Wbrew pozorom, ofensywa „robiona” rękami parafian i związkowców z nano-udziałem inteligencji, służy niespodziewanie przetrwaniu ekipy D, Tuska, pod każdym względem fatalnej dla Kraju i Ludności. Zajmuje uwagę i energię ludzką sprawami logistyki manifestacyjnej i powierzchownej krytyki mechanizmów rządzenia, a w tym czasie w zaciszu rządowym wdrażana jest logistyka „zarządzania kryzysowego”, czyli wpajania ludziom, że albo sami nawarzyli sobie piwa, albo nie chcą zauważyć, że nasza zielona wyspa jest doświadczana „nie naszymi” falami kryzysowymi.
Mogę się zgodzić z tymi (np. K. Marcinkiewicz czy L. Miller), którzy twierdzą, że event z P. Glińskim to jesienna zabawa mająca pozycjonować PiS na mapie politycznej lepiej niż dotychczas. Ale:
We wspomnianym koleżeńskim gronie video-konferencyjnym, nic przecież nie znaczącym, wykluwa się jednak myśl inna: Polsce potrzeba Konstytuanty Obywatelskiej. Nie, nie chodzi o nową Ustawę Zasadniczą (choć i tak wymaga ona „przeglądu”), tylko o to, by powstał jakiś mechanizm publikowania uzgodnionych oczekiwań Obywateli wobec Państwa, które w coraz mniejszym stopniu uwzględnia te oczekiwania, w coraz mniejszym stopniu w ogóle się w nie wsłuchuje.
Rzecz w tym, że nie istnieje dziś dobre forum obywatelskie o charakterze powszechnym, i piszę to mając świadomość tego, jak wiele jest rozmaitych rad, związków, centrów, federacji skupiających organizacje zwane pozarządowymi oraz izby gospodarcze i samorządy środowiskowe rozmaitej maści. Nawet jeśli je wszystkie „dodać” – nie reprezentują one nawet 10% społeczników, „przedsiębiorców społecznych”, ruchów i inicjatyw, branż. Są raczej organizacjami lobbystycznymi, np. dzielącymi (jako tzw. „czynnik społeczny”) dotacje, stanowiącymi kuźnię kadr dla polityki, organizującymi kampanie wyborcze i „poparciowe”.
A tu trzeba znaleźć sposób na to, by autentyczne, oddolne pomysły i doświadczenia zostały „zredagowane” w programy i projekty bez udziału czy namaszczenia ze strony tzw. władzy. Trzeba uświadomić – sobie samym przede wszystkim – że dalsze oczekiwanie na to, iż „demokratyczna” władza opamięta się i zacznie ustanawiać porządek sprzyjający Człowiekowi, Obywatelowi, Rodzinie, Wspólnocie, Społecznościom i na koniec Samorządom – takie oczekiwanie nie ma sensu, z każdą chwilą kosztuje nas wszystkich więcej.
Jako autor pojęcia Ordynacji Sołtysowskiej czuję się upoważniony do tego, by DZIŚ postulować, aby w dających się wydzielić obszarach terytorialno-ludnościowych (nie większych niż kilka tysięcy osób) wybrać w trybie wiecowym (aklamacyjnym) swoich LEGATÓW SĄSIEDZKICH, ale tylko spośród tych, którzy nie pełnią żadnej funkcji parlamentarnej, rządowej, administracyjnej, państwowej, „służbowej”. Niech to będą rzeczywiście nasi sąsiedzi. Ich liczba (6-10 tysięcy) nie daje szans na odbycie posiedzeń całej tej grupy, ale pozwala już na skuteczne konsultacje i odbywanie spotkań tematycznych.
Zadaniem bowiem dla tej Konstytuanty Obywatelskiej byłoby rozważenie podstawowych zagadnień Pisanych Dużymi Literami. Kiedy inicjowałem kiedyś Forum Inteligencji Polskiej, a wcześniej Almanach MEANDER, powstała lista takich tematów, a na niej na przykład: Państwo, Samorząd, Obywatel, Gospodarka, Człowiek, Prawo, Racja Stanu, Postęp, Ojczyzna, Idea, Prakseologia, Systemy, Awans społeczny, Edukacja, Przedsiębiorczość, Plan, Regiony, Socjalizm a Rynek, Uniwersalizm, Wojna i Pokój, Język, Transformacja, Struktury społeczne, itd., itp. Ważne w tym wszystkim są dwie rzeczy: po pierwsze, pozostawienie dysputy na poziomie i w słownictwie zrozumiałym dla „sąsiadów” (ucieczka od przesadnej naukowości w terminologii), zaś po drugie, wypracowanie w każdym z tych tematów jednego-trzech postulatów o charakterze politycznym, jeśli Politykę zakuć tu w „imadło” racjonalnych, ale dosadnych, niemal cielesnych oczekiwań wspólnot sąsiedzkich.
Profesor Piotr Gliński, zważywszy na jego biografię oraz na fakt, że został niespodziewanie „oświetlony” przez rolę, do której go desygnowano – mógłby przyjąć rolę „redaktora naczelnego”, swoistego SKRYBY postulatów uzgadnianych w dyspucie LEGATÓW SĄSIEDZKICH.
Może taki tryb opracowania „almanachu problemów” uświadomi parlamentarzystom i innym „państwowcom”, zwłaszcza mającym realny udział we władzy i w tworzeniu ustroju-systemu dominującego w Polsce, że nie są iluminatami, że być może zbyt wiele chcą ustalić i uchwalić „zamiast” obywateli.
Tak myśląc o Konstytuancie Obywatelskiej – będę obserwował losy tej nieoczekiwanej kandydatury na Premiera.
UWAGA: oto jak wyobrażam sobie koncept LEGATÓW SĄSIEDZKICH



Komentarze
Pokaż komentarze