Wicepremier szuka dobrego i łatwego sposobu na to, by ulżyć przedsiębiorcom, którzy coraz częściej muszą płacić podatki od dochodu niezrealizowanego: zrobili robotę, ponieśli koszty, wystawili faktury, ale nie dostali należności, choć „na papierze” mają dochody, od których muszą płacić podatek.
Inicjatywa W. Pawlaka zmierza do tego, żeby ulżyć tym przedsiębiorcom w taki sposób: zapłacą podatek od dochodu dopiero wtedy, kiedy realnie wpłynie do nich kwota fakturowana. Dodajmy, że chodzi nie tylko o budowlańców, którzy bankrutują masowo w wyniku jakiejś ciemnej rozgrywki autostradowej: bo to raczej nie jest przypadek, nie chodzi wyłącznie o wadę przetargową (najniższa cena wygrywa). Na przykład dostawcy towarów do hipermarketów dostają zapłatę po kilku miesiącach, „samozatrudnieni” pracownicy nie otrzymują w porę wynagrodzeń, ludzie „wolnych zawodów” czekają na zapłatę – bywa – miesiącami.
Mój podejrzliwy nos widzi, że skoro zjawisko jest masowe – łatwo na nowym przepisie W. Pawlaka wyrządzić szkodę. Możemy sobie wyobrazić, że liczni dostawcy i jeden odbiorca usługi umówią się, że odbiorca „zbankrutuje” we właściwym momencie, ale zdoła „inną drogą” zapłacić dostawcom. A jeszcze ubezpieczą transakcję. Wtedy dostawca, który oficjalnie nie został wynagrodzony, nie odprowadza podatku, a dodatkowo realizuje ubezpieczenie. Odbiorca zaś „restrukturyzuje” swoją podmiotowość prawną i znów organizuje sieć kooperacji, która „padnie” wraz z jego kolejnym „bankructwem”.
Zmyślam? Pewnie! Ale wolałbym, aby prześledzono życiorysy bankrutujących właścicieli i menedżerów. Może się okazać, że to taka sama zabawa w chowanego z prawem, jak „czyszczenie kamienic” z lokatorów, (po kilkadziesiąt budynków w każdym większym mieście).
Inicjatywa Wicepremiera moralnie i logicznie – prawidłowa. Oby jednak, zanim się ją dopracuje, ktoś zajrzał „w głąb” zjawiska.
Skoro Minister Gospodarki jest fanem cyber-gadgetów – mogę w kilkanaście godzin opracować-zaprogramować model multi-transakcyjny (dane z faktur lądują w jednolitym systemie kalkulacyjnym): wtedy da się wykryć nie tylko szajki grające na lukach prawnych, ale też „zresetować” tzw. zatory płatnicze.
W moich notatkach jest kilkadziesiąt podobnych nieścisłości w prawie, na których korzystają spekulanci, macherzy, królowie mroku biznesowego. To dużo, wystarcza, aby nabrać podejrzeń, że to nie jest wyłącznie przypadek czy głupota prawodawców, gapiostwo instytucji kontrolno-nadzorczych. Ciemny biznes tzw. Komisji Majątkowej częściowo został „odsłonięty”. Częściowo, powtarzam. Sektor przekrętów? Czujności, Wicepremierze!




Komentarze
Pokaż komentarze (10)