Istnieją mechanizmy, które pozwalają kamarylom, koteriom, klikom i pentagramikom dowolnie manipulować rzeczywistością polityczną w taki sposób, aby niezauważenie i bezkarnie realizować swoje interesy kosztem najszerzej rozumianego dobra publicznego, a do tego podtrzymywać Lud (Obywateli?) w przekonaniu, że to oni sami legitymizują ów proceder, że dają wyborcze i rozmaite inne przyzwolenie na to, by Kraj i Ludność zostały podporządkowane partykularnym interesom i interesiątkom.
Można to opisać za pomocą koniunkcji dwóch pojęć: Renta Polityczna oraz Sprawiedliwość.
Pojęcie sprawiedliwości jest znane Ludzkości od zawsze. Należy do kanonu najbardziej pożądanych stanów rzeczywistości, czyli – do kanonu wartości najwyższych. W największym skrócie pojęcie to ustala, że za wszystko co wnosimy do społecznej puli dobrobytu – postuluje się, abyśmy byli wynagrodzeni, i to w taki sposób, by wkład każdego z nas był nagrodzony proporcjonalnie. Ustala też to pojęcie, że jeśli zamiast własnego wkładu dokonujemy szkód, powodujemy straty, czynimy zło – to będziemy ukarani również proporcjonalnie, ale tu proporcje nie są mierzone porównaniem do zła czynionego przez innych, ale rozmiarem szkód, strat i krzywd, jakie zostały wyrządzone, przy czym pośród łagodzących dorobków cywilizacji jest odstąpienie od kary śmierci, przedawnienie, uwzględnienie stanu emocjonalnego i głębokich przyczyn czynienia zła, uwzględnienie postawy złoczyńcy w dalszych chwilach.
Zauważmy tę niesymetryczność: za wkład pozytywny postuluje się wynagrodzenie proporcjonalne wobec wkładów innych, porównywalnych, ale za zło proponuje się karę adekwatną do zła uczynionego, bez porównywania. Oczywiście, kodeksy regulują i standaryzują karalność rozmaitych czynów, ale w sumie czynienie dobra jest rozliczane „społecznie”, a czynienie zła – „indywidualnie”. Ta „złota reguła sprawiedliwości”, ustalająca asymetrię rozliczeniową między dobrem i złem, pogłębiana jest jeszcze przez Paradoks Enola Gay.
Paradoks ów opisuje znakomicie głębię Kariery Publicznej. Otóż wiadomo, że w tyglu spraw, w którym każdy z osobna, albo w rozmaitych sojuszach i paktach, pozycjonuje swoją osobę i swoją „drużynę” wobec innych osób i „drużyn” – dzieją się i stają rzeczy dobre i złe. Jeśli z naszym przeciwnikiem „obcujemy cieleśnie” – to każdy cios mu zadany wymaga u nas traumatycznego pokonania jakiejś bariery, nazwijmy ją moralną. Czynimy zło (nazywając je koniecznym myśląc o własnej karierze) bezpośrednio, niemal patrząc w oczy ofiary, słysząc i widząc jej reakcję. Jak ktoś, kto nożem czy gołymi rękami tłucze, dźga, zarzyna, dusi, uśmierca bliźniego. Kiedy jednak nasze „obcowanie” jest zdystansowane, nasze wrogie akty wobec przeciwnika wymagają od nas mniejszego poświęcenia moralnego: tak jest w przypadku, kiedy kogoś obsobaczamy notką internetową. To tak, jakbyśmy strzelali doń z pistoletu czy karabinu. Niby go jeszcze widać, ale łatwiej jest strzelić niż podbiec i ugodzić bagnetem. Koszt moralny – mniejszy, skuteczność – większa. Bywa też, że przeciwnika zupełnie nie widzimy, ale musimy go unicestwić dla kariery własnej i „drużynowej”. To tak, jakbyśmy strzelali z armaty za wzgórze: nic nie widać, choć zapewne niszczymy obiekt pełen ludzi, nie mówiąc o szkodach materialnych. Łatwe, bo nic nie widać. Najprościej zaś jest posłać śmierć masową (np. jądrową) na zupełnie inny kraj: z samoloty nazwanego pieszczotliwie Enola Gay zrzucono pierwszą bombę atomową na Hiroszimę: lotnicy nie widzieli eksterminowanych Japończyków, zajęci byli kwestiami proceduralnymi, technicznymi. O racjach wyższych każących im wykonać masowe morderstwo, wielkie zniszczenia i traumę następnych pokoleń – wiemy wszyscy.
Najbardziej ponure w tym wszystkim jest to, że „nagroda” za pojedyncze, wykonane z bliska morderstwo jest żadna, czasem nawet czyn jest karany, w grę wchodzi też duże ryzyko (rywal może się „odgryźć”). Im dalej od przeciwnika, im bardziej zmasowane zło – tym łatwiej, ale też atmosfera bardziej sprzyja, czekają też nagrody za fachowość, skuteczność, za sukces po prostu.
Powiedzieć więc trzeba jasno: Kariera Publiczna – to takie „redagowanie” własnej pozycji, aby zło konieczne uczynić łatwym technicznie i moralnie, zwielokrotnić je, opakować w sukces dobra i zgarnąć nagrodę oraz chwałę. Oczywiście, im wyższa pozycja w społeczeństwie, tym większe możliwości czynienia dobra, ale tu mówimy o asymetrii sprawiedliwości: za dobro wynagrodzimy proporcjonalnie do innych czyniących dobro, a jeśli chodzi o zło, to będziemy je karać proporcjonalnie do skutków, tyle że jeśli owo zło czyni ktoś z wysoką pozycją społeczną, zło najczęściej jawi się dobrem, tym większym, im wyższa pozycja.
Czyż nie są rozchwytywani i wielbieni oraz nagradzani prezesi i sztabowcy wielkich korporacji oskubujących „drobnicę” i konkurencję? Ale jeśli mały dostawca oskubie małego odbiorcę – kryminał gotowy i niesława pewna. Zaokrąglenie przez sprzedawcę należności o kilka groszy w górę – od razu zauważalne, ale miliard 1-groszowych zaokrągleń dziennie w wykonaniu firmy telekomunikacyjnej – niezauważalne „rynkowo”, choć dokłada się do sukcesu prezesa.
Zatem ten, kto „idzie w górę”, ma niemal „upoważnienie” do czynienia zła i „premię gwarantowaną” zań, a już jego pomysłowość musi zapracować na to, by czynione przezeń zło wydawało się wszystkim dobrem i godne było pozazdroszczenia.
Tu weszliśmy bezkolizyjnie w obszar pojęcia Renty Politycznej. Doprawdy, nie trzeba wielkiej wyobraźni, by pojąć, że podniesienie podatku o złotówkę rocznie w Polsce daje przyrost Budżetu o 38 milionów złotych. No, może 30 milionów, bo owych 8 pozostałych „załatwi” sobie zwolnienie od tego podatku albo go uniknie.
Renta Polityczna – to węzeł instytucji społecznych, więzi, relacji, usytuowań, wyników pozycjonowania, obyczajów, niepisanych reguł – „na mocy” których osoba lub grupa „ma prawo” do czerpania ze społecznej puli dobrobytu bez dostarczania do niej dóbr, wartości i możliwości.
Uroczyście przysięgam każdemu, kogo to interesuje, że za woalem rozmaitych racji ideowych, humanitarnych, społecznych i wszelkich innych, jakie towarzyszą wprowadzaniu kolejnych ustaw, uchwał, rozporządzeń, zarządzeń, instrukcji, regulaminów, interpretacji, itd., itp. – stoją owe grosze i złotówki wyrywane nieświadomym niczego szarakom. Oczywiście, jest jakiś próg nasycenia drenażu, jakiś próg wytrzymałości ludzkiej – ale od tego są inne przepisy, aby zachować „ład społeczny”, czyli ludzkie oddolne racje przeciw drenażowi pacyfikować, przemilczać, penalizować, ośmieszać, rozpraszać, wikłać w kafkowskie postępowania, procedury, algorytmy. Odwracać kota ogonem. Represjonować tych, co „nie przyjmują do wiadomości” postępowania Państwa i jego otoczki wypełnionej Karierami Publicznymi.
Dochodzimy do sedna, które zabrzmi bardzo, bardzo politycznie: szarak MUSI czynić dobro, poprzez płacenie zarządzonych podatków, akcyz, opłat, narzutów, ceł, poprzez świadczenie i dyspozycję swoją osobą i majątkiem, poprzez „dobrowolne” głosowanie kiedy zarządzono wybory, poprzez pokorne przyjmowanie kolejnych obciążeń. Za to beneficjenci Kariery Publicznej MAJĄ PRAWO korzystać z Renty Politycznej, czyli beneficjów jakie daje Państwo i tworzone pod jego egidą prawo, wzmocnione i strzeżone przez urzędy, organy, służby.
To się wszystko razem nazywa Porządkiem Konstytucyjnym, a niekiedy Systemem-Ustrojem.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)