Jan Herman Jan Herman
204
BLOG

Postanowienie noworoczne

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 2

 

Przede wszystkim postanawiam, że wszystko co dotyczy Polityki, Gospodarki i Społeczeństwa będę widział w różowych barwach, nie zwracając uwagi na to, że różowość – to kolor taniego odpustu, a może czegoś jeszcze. Jak to cielę będę udawał, że szklanka jest napełniona do połowy, a ludzi, którzy – jak ja dotąd – źle wróżyli Polityce, Gospodarce i Społeczeństwu – będę unikał. Kiedy zaś zobaczę ewidentne szkody albo ludzi ewidentnie skrzywdzonych przez ustrój-system – odwrócę wzrok, bo to przecież musi być jakaś czarna propaganda.

Odmówię jednak pomocy wszelkim politykom (to moje najmocniejsze postanowienie), którzy zwrócą się do mnie o podpieranie starej szopy, jaką rozpostarto nad Polską, pomalowano optymistycznie, nazywając ją nowoczesnym zadaszeniem. Będzie mi tym łatwiej, że nikt się do mnie o to nie zwróci, choćby dlatego, że decydenci nie rozglądają się za krytykami, tylko za chwalcami. Kiedy się lenią, wolą opinię „nie wykorzystali wszystkich rezerw”, kiedy kradną, wolą określenie „nieoptymalnie rozdysponowali środki i nadwyżki”, kiedy kłamią, wolą określenie „doszło do niedrożności źródeł i kanałów informacyjnych”, kiedy uciskają przepisami i nakazami, wolą określenie „nadużyto mandatu demokratycznego”. Kiedy zaś uda im się uniknąć katastrof i dramatów, czyli przemknąć się fuksem przez jakiś przełom – trąbią sukces, jakby go od podstaw obmyślili i wykonali w ciężkim trudzie.

Ja tak nie umiem. Może mam za mało szkół pokończonych?

Co prawda, coraz klarowniej przebija się przez media (znaczy: już pora?), to, co piszę od lat, że „brak Polsce wewnętrznych źródeł rozwoju”. Może nie jestem fachowcem (akurat sądzę o sobie, że jestem), ale tłumaczę to sobie na język „tytułów do dochodu”, czyli kapitału. Są różne postacie kapitału: predyspozycje psycho-fizyczne człowieka (te akurat marnieją), gotowość do świadczenia pracy (najlepszy zasób opuszcza polski obszar gospodarczy), kapitał techniczny (tu mamy tysiące nowych gadgetów i zapleśniałą infrastrukturę), kapitał technologiczny (tu jesteśmy montażownią, bez własnych technologii wdrożonych), kapitał organizacyjny (tu jesteśmy polem ćwiczeń dla kapitałów zagranicznych), kapitał finansowy (tu jesteśmy wielowariantowym obszarem drenażu i korupcji), kapitał polityczny (tu zamiast optymalnych alokacji mamy grę interesów kosztem dobra publicznego).

Tak sobie tłumaczę „brak wewnętrznych źródeł rozwoju” i dodaję, że Polska jak żaden inny kraj OECD (są na to raporty) jest polem uprawnym dla kapitału fikcyjnego, czyli takiego tytułu do dochodu, który nie znajduje odzwierciedlenia (uzasadnienia) we wcześniejszym wkładzie do społecznej puli dobrobytu. Kapitał ten – powiedzmy otwarcie, wydrwigroszowy – ma tę cudowną właściwość, że kiedy dzieje się źle – on jest pierwszy w kolejce do kasy, a ci, którzy realnie coś zarobili – stają na końcu kolejki z niewielkimi szansami. Wyjaśnię: kiedy instytucje finansowe, skarbowe, windykacyjne „naliczą” (wszystko zgodnie z prawem im sprzyjającym) bilion złotych nie mając na to pokrycia w rzeczywistym wzroście gospodarczym, a potem nadchodzi „zapaść” systemu – to wszystkie media zgodnie każą nam ulitować się nad tym systemem, który aż 70% swoich „zasobów” musi sobie darować, ponosząc wielkie straty. Nikt zaś nie uświadamia nam, że nadal 300 miliardów złotych fikcyjnych tytułów nadal ciąży na tzw. rynku, i nikt nie zauważa, że tym którzy produkowali, dostarczali, świadczyli usługi, budowali – odbiera się „tylko” 50% ich dochodów, realnych, za realne dzieło.

Mój bardzo dobry znajomy, którego darzę przyjaźnią (raczej jednostronną), w ostatnich tygodniach został wmanewrowany we współzarządzanie polską gospodarką. Oczywiście, owo wmanewrowanie polega na tym, że obarcza się go zadaniami typu „ratuj, pokazuj twarz, pokaż co potrafisz”, a rzeczywiste informacje i interesy są „zarządzane” poza jego udziałem. Cóż, odradzałem mu tę zabawę i miał wiele poważnych racji na to, by tego nie brać na siebie. Teraz doświadcza „magii politycznej”: system-ustrój, który Polską włada, jest niewidzialny dla pospólstwa, kiedy trwa w formule „nic-nie-robienia”. Co prawda, odczuwamy jego chłodną mazistość i beznadzieję, ale nie umiemy tego nazwać. Dopiero kiedy ktoś chce w tym systemie coś konkretnego zrobić – doświadcza tych milionów krępujących więzi, które trzymają ten ustrój w trwaniu: do przodu się nie da, bo kleistość trzyma, a runąć nie potrafi, bo wiatry jeszcze nie tak silne…

To mnie niesie ku całkiem prywatnemu postanowieniu noworocznemu.

Rozwiążę też (a właściwie przekonam wymiar sprawiedliwości do jedynie logicznego rozwiązania) pewną zagadkę prawniczą, której nie umie rozwiązać wymiar sprawiedliwości w swojej inkarnacji z Grodziska Mazowieckiego. Zagadka ta ma taką postać: w demokratycznym państwie prawnym (patrz: Art. 2 Konstytucji RP) można prawomocnie skazać człowieka w wyniku zgodnych procedur policyjnych, prokuratorskich i sądowych, bez wskazania czynu, za który go skazano. Czynu tego nie wskazano od początku, nawet w sentencji i w uzasadnieniu wyroku. Wystarcza przemożna chęć ukarania „podskakiewicza”. Krzywda w końcu niewielka, kilkuset-złotowa, ale dlatego to rozwiążę ten rebus, że taki wyrok więcej mówi o systemie-ustroju w Polsce, niż rządowo-medialne zadęcia.

Walter Chełstowski opublikował na FB:

Muszę udać się na leczenie psychiatryczne do zakładu zamkniętego. 
Na 100+ lat w hibernacji, z prośbą o lobotomię po obudzeniu. 
Nie wytrzymuję głupoty i naiwności Rodaków.
Nie wytrzymuję prostactwa, skundlenia, fałszu i cynizmu.
Nie wytrzymuję tabloidyzacji mózgów i mediów. 
Nie wytrzymuję efektów pogoni za kasą.
Nie wytrzymuję tego, co się dzieje na Świecie (wojen , głodu, śmierci, nierówności, fanatyzmów religijnych i politycznych).
Nie wytrzymuję tego, że Przyjaciele i Znajomi zatracają rozum w najprostszych sprawach. 
Nie wytrzymuję braku podstawowej wiedzy i rozumienia procesów codziennych i historycznych. 
Nie wytrzymuję zaściankowości i histerycznego polocentryzmu. 
Nie wytrzymuję skutków wszelkich religii.
Nie wytrzymuję atomizacji najbliższych związków społecznych i rodzinnych.
Nie wytrzymuję utraty poczucia prawdziwej bliskości z innym Człowiekiem.
Nie wytrzymuję.....cdn.
Wolę być Obywatelem Idealistycznego Świata.
W mojej głowie.

Walterze! Witam w klubie!


Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka