Jan Herman Jan Herman
303
BLOG

Czym pachnie, jak smakuje innowacyjność

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 9


 

Moja własna, prywatna definicja innowacji jest taka: mamy z nią do czynienia, jeśli jakiś koncept (myśl) albo rozwiązanie (efekt) powoduje jednostkowe, grupowe, wspólnotowe, społecznościowe, zbiorowe poczucie „przesunięcia wprzód”, albo „awansu wzwyż”, albo „samorozwoju”, albo pomnożenia dorobku-dostatku bez zwiększenia ryzyka na innych polach, a jednocześnie oczywiste, udowadnialne jest ustabilizowanie i utrwalenie tak rozumianego postępu.

Po ludzku: jeśli nam się wiedzie lepiej albo czujemy się lepsi w wyniku „wymyślenia” czegoś albo „wypracowania” czegoś – tośmy właśnie doświadczyli innowacji.

Mamy zatem sobie zapamiętać, że innowacyjność – to skłonność do „wyprowadzania nas samych z równowagi” albo „wprowadzanie ruchu” tam gdzie go nie ma, przy czym owo „odchylenie” ma przynosić skutek dobry w rozumieniu wszystkich lub zdecydowanej większości (jeśli na zmianie skorzysta garstka albo nieznaczna większość – to pojawią się wspomniane wcześniej ryzyka na innych polach).

Nam, oswojonym techniczną ścieżką rozwoju cywilizacyjnego (oswojenie a internalizacja – robi różnicę), innowacyjność kojarzy się przede wszystkim z gadgetami konsumpcyjnymi (elektronika, robotyka, multimedia, motoryzacja), infrastrukturą (drogi, koleje, łączność, internet, huby, urbanizacja, energetyka) oraz z kwestiami zarządzania-logistyki. Mniej uwagi przywiązujemy do osiągnięć w dziedzinach naukowych, a zwłaszcza tych w dziedzinach społecznych, choć na tym polu

Powiedzmy jeszcze jaśniej: nie każda zmiana na lepsze jest innowacją. I podajmy okropnie wyeksploatowany przykład: ustrój radziecki. Jeśli prześledzić zapisy dotyczące rad (samorządów) i komisariatów ludowych, jeśli wczytać się w zasady planowania gospodarczego, w zasady formułowania (redagowania) opinii publicznej, jeśli zapoznamy się ze sposobami wielkich, zagregowanych alokacji – to tylko doktryner nie zauważy, że dziś tzw. Zachód wszystkie te koncepty traktuje jako normę, standard, pożądany stan rzeczywistości. A jednak w ZSRR tak pięknie urządzonym formalnie – realia okazały się totalitaryzmem (UWAGA: jeśli właśnie złamałem prawo głosząc pochwałę komunizmu, to przed sądem podam porównania demokratycznych rozwiązań zachodnich z konceptami radzieckimi – i spokojnie się wybronię). Bo co innego szczytne idee powstałe pośród inteligenckich dysput antycarskich, a co innego ich kulturowe, a choćby psycho-mentalne przyswojenie i powielanie przez zainteresowanych w skali powszechnej i masowej.

Istnieje coś takiego, jak Kanon Potrójny Logistyki (mojego autorstwa). Przewiduje on, że wszelki system jest metaboliczny (czyli zdolny do żywotnej ekspansji aż do granic nasycenia), jeśli spełnia trzy warunki:

a)     Jego cel-misja-program jest jednoznaczny i zrozumiały;

b)     Ma „wkodowany” mechanizm samonapędzający;

c)      Zaspokaja wyłącznie interes beneficjenta końcowego;

Wyjaśnijmy te trzy punkty: mimo że tzw. programowanie wielokryteriowe doczekało się całej biblioteki opracowań matematycznych i „literaturowych” – jest jasne dla wszystkich badaczy, że realizowanie choćby dwóch równorzędnych celów (z których żaden nie jest podporządkowany drugiemu) – osłabia efektywność, a nawet grozi całemu projektowi. Samonapęd oznacza, że jakieś rozwiązanie nie potrzebuje ani agitacji, ani reklamy, ani „promocji”: jego korzystność jest tak oczywista, że sięgają po nie wszyscy, aż ono wypełni rzeczywistość. Dominacja beneficjenta końcowego – to na przykład produkowanie butów dla klientów, a nie dla zysku (jeśli zaspokoimy potrzeby rzeczywiste, nie będziemy musieli „kształtować rynku butów”).

Podany tu jako przykład ustrój radziecki – przyznajmy, rzecz poważniejsza niż buty – spełniał tylko pierwszy warunek kanonu Potrójnego. Nie miał szans.

Nie jest innowacją technologia, która daje piorunujący efekt, ale rujnuje ekosystem. Nie jest innowacją reforma edukacji, która usprawnia zarząd i nadzór nad szkolnictwem, ale obniża poziom nauczania i umiejętności absolwentów.

Piszę to wszystko, przerażony rządowymi „anonsami między wierszem”, dotyczącymi kolejnych innowacji, jakimi będzie polska doświadczana. Mam prawo powątpiewać i obawiać się: obserwowałem na własne oczy, z bliska (niemal obcowałem cieleśnie) kilka epokowych polskich innowacji: powszechną prywatyzację a’la NFI i prywatyzację z udziałem „strategicznych inwestorów”, reformę branży leczniczej, udoskonalanie samorządu terytorialnego, zbawcze posunięcia w dziedzinie zabezpieczenia emerytalnego, pionierskie rozwiązania w zakresie edukacji, zastępowanie paradygmatów etatystyczno-socjalistycznych paradygmatami liberalno-kapitalistycznymi, przystąpienie RP do UE, zamianę Układu Warszawskiego na NATO. Za każdym razem mam wrażenie, że stało się jak z dobrymi chęciami brukującymi piekło: świetne rozwiązania przynoszą dramatycznie kiepskie skutki. Nawet zasypanie Polski dziesiątkami tysięcy przodujących produktów technicznych i multi-medialnych oraz informatycznych – ma swoje całkiem złe strony.

Co nie oznacza, że jestem przeciwnikiem innowacji.

 

Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka