83 obserwujących
2320 notek
1220k odsłon
448 odsłon

Odczepcież się od Biedronia…! Rzecz o googlarce Marsyliance

Wykop Skomentuj2

Głównym argumentem na rzecz obecności Biedronia w polityce – była u zarania jego odmienność. Chyba że to ja jestem „odmienny na głowę”, który mam zainteresowania pokrewne miłośnikowi mirabelek i szczawiu z nasypu. Ktoś niedawno mi doniósł, że uchodzę za kogoś „z lat 80-tych”. To jest faktycznie poważna odmienność. 

Jest nasz Biedroń dzieckiem Transformacji. Najpierw lgnął do lewicy, bo tylko ona prawdziwie ujmowała się za odmiennymi: ekologami, bezrobotnymi, bezdomnymi, LGBT, itd., itp. To był czas jego intensywnych kontaktów z Panią Senator, Profesor Marią Szyszkowską, która była wówczas – nie wiedzieliśmy, bo i skąd – tuż przed zawałem swojej politycznej kariery. Wydała wtedy pośpieszną i nieco eklektyczną książkę „Lewicowość w XXI wieku”. Była sumieniem polskiej lewicy, jej najbardziej egzaltowaną, ale też rozumną cząstką.

Dociekliwi biografowie któregoś dnia napiszą, jak i dlaczego w nim dojrzała beznadzieja w myśleniu o lewicowości. Uznał w każdym razie, bez wykonywania gwałtownych ruchów, że to nie jest przyszłość, a on przyszłości zapragnął.

Kiedy więc priorytetem politycznym było udarne europeizowanie się i równoległe amerykanizowanie się – Biedroń został „aparatczykiem samorządowym”, a właściwie po różnych przymiarkach palikotowych – widowiskowo zajął pozycję w mieście mającym dość zatęchłości. To za jego czasów lotnisko w Słupsku przestało być polskie, czego jeszcze Robert nie rozumiał tak jak był powinien. Uczył się w tym czasie, jak selekcjonować petentów i rozmaitych społeczników, opędzał się też od „warszawskich” lewicowców. Nic miastu właściwie nie dał, bo to robota na dwie-trzy kadencje.

No, i dotrwał do czasów, kiedy w Polsce starła się łże-europejskość z total-patriotyzmem – starannie wyszukał miejsce dla siebie i w pojedynkę próbuje zastąpić „zjednoczoną opozycję”.

* * *

Stawiam niezmiennie od jakiegoś czasu tezę, o której wielu powie, że jest ryzykowna: w Rzeczpospolitej po 1989 roku nie zrobi kariery nikt (poza wyjątkami z palców jednej ręki), na kogo „cisi” nie mają poważnego „haka”, albo kogo nie wspiera super-kamaryla euro-pałaców . Długi, niemoralność, donosicielstwo, korupcja-malwersacja, odmienność, lekkoduszność, zbyt swobodne politycznie słowa. Za mojego życia w ostatnich 30 latach zaciszono niejednego ambitnego, który ratując honor nie dał się wpasować w tę normę, ale też promowano i nawet po śmierci pomnikowano wielu wybitnych, pasujących do tego standardu, „stukniętych” przez ONI-ych.

Więc Biedroń – raczej się nie mylę – nie nosi w sobie „stuknięcia”, jest mapeciątkiem euro-pałaców. I tu ogłoszę coś, co już przemycałem: Helga pogrzebała niemieckie szanse (patrz Erhard, Kohl), grając „niełatwą” wobec kowbojów, Europę reorientuje się na Lalusia, ale coś w tej zagrywce nie funguje, więc ktoś poszedł po rozum do głowy i wymyślił naszego Robiego jako uosobienie „polityka na nasze czasy” (patrz: Karolina Minkiewicz, „Metrosexuality as a modern model of masculinity”).

Biedroń wizerunkiem przebija Tuska i Kaczyńskiego razem wziętych. Koniecznie razem. Jest apetyczny dla Europy i Ameryki, a nasz grajdołek już się z nim oswoił. Ale kto osiągnął ten poziom opisu – musi też pamiętać „profil wrażliwości” wziętej „kantystki” Szyszkowskiej, cynizm projektu „żołądkowej gorzkiej”, musi też przynajmniej próbować dociec, dlaczego Robert chce – jak rzekłem powyżej – w pojedynkę zastąpić Zjednoczoną Opozycję, udając Marsyliankę.

* * *

Moi stali Czytelnicy kupili jak pelikany wczorajszy żarcik („Odczepcież się od Kaczyńskiego”), więc spokojnie konstatowałem ich dezorientację, nieliczni pamiętali mi wczoraj, że jestem „bolszewik-putinista”.

W nagrodę za to podaję im na tacy Roberta Biedronia. Wzorzec polityka globalnego, dla którego nawet duży powiat jest zbyt ciasny, a zabawa w partyjność parlamentarną stojącą pod znakiem „widłaczenia” (brania na widły „każdego, kto nie z nami”) – kłóci się z poczuciem estetyki. Dlatego kilka dni temu napisałem” Wiosna to projekt majowy, do jesieni śladu po nim nie zostanie. Dlatego się Robert nie krępuje i obiecuje prawie tyle co googlarka. Czego jeszcze tam nie doczytał – doda do maja. Kto nadal mysli, nauczony „wczorajszym”, że żartuję – niech zapamięta, bo już więcej nie powtórzę: nasza googlarka-Marsylianka w pojedynkę zastępować będzie przez kilkanaście tygodni całą Zjednoczoną Opozycję. I jedyna osoba, której nie zrobi krzywdy – to Tusk-Kaczyński. Wymieniłem dwa imiona…?


Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka