83 obserwujących
2331 notek
1226k odsłon
210 odsłon

Szklane ludziki

Wykop Skomentuj

Chyba wszyscy znamy pojęcie „parcie na szkło”. Wszyscy też znamy powiedzonko: „co dziesiąta uściśnięta ręka daje jeden głos wyborcy”. I jeszcze jedno: „nie ma solidniejszego elektoratu niż ten kupiony”. 

Mówimy o nierzeczywistości. W polityce mamy muppet-show, po prostu show. Specjalistom od marketingu politycznego udało się to, o czym marzyli dawni wodzowie, późniejsi monarchowie, na koniec „gwiazdy demokracji”. Dziś każdy wygląda tak, jak się go przedstawi. A nie tak jak wygląda. Dziś każdy ma tyle rozumu – ile wyczyta z promptera. Dziś każdy nawet pachnie tak, jak sugerują markowe „wlepki” w tle.

O tym, że media stanowią „czwartą władzę” – wiemy już od kilkudziesięciu lat. Ale w tym sformułowaniu przemycona jest nieprawda, że niby jest jakaś władza pierwsza, druga, trzecia (ustawodawcza, wykonawcza, sądownicza). Nic bardziej bezsensownego. Gołym okiem widać, jak posłowie i radni (ustawodawcy), ministrowie i menedżerowie polityczni (wykonawcy) i kontrolerzy-arbitrzy wszelkich maści (umownie: sędziowie) – zabiegają o przychylność mediów.

Więcej: od lat używam określenia „mediasta”: dla mnie to taki ktoś, kto całym sobą przeczy pojęciu „niezależność-autonomia-rzetelność”, wykonuje w mediach konkretne „zadania zlecone”, zarówno polityczne, jak i biznesowe, w tym prowokacje, wrabianie, wyprowadzanie z równowagi rozmówców i podobne ofiary, wmuszanie ludziom oświadczeń, „post-produkcja” polegająca na sklejaniu z nagranego materiału tylko „pożądanych” materiałów, itd., itp.

Łatwo jest w takich okolicznościach rzucić podejrzenie na właścicieli-dysponentów prasy, rozgłośni radiowych i telewizyjnych, na rekinów Internetu.

I wtedy budzi się refleksja: cała zabawa zaczyna się tam, gdzie pojawia się tzw. „podprogowość” (subliminalność). Uważa się (cytuję Pedię), że słabe bodźce nie powodujące świadomej refleksji czynią nas bezbronnymi, gdyż nie możemy się obronić przed zawartą w przekazie sugestią. W efekcie sugestia ta mogłaby być traktowana jako własna myśl lub zalążek pomysłu bądź pragnienia, podobnie jak w przypadku sugestii hipnotycznej. „Double exposure” – to dziś synonim „wiedzy i pożądania” zarazem, tyle że wywołanych niesamodzielnie, bez udziału własnej woli, a na skutek zamierzonych manipulacji.

No, i w ten sposób dotarliśmy do tego, co pobrzmiewa w sformułowaniu ONI. Czyli po mojemu Matryca. „Organizm władczo-sprawczy” nacechowany potrójna sekretnością: nie wiesz, że NALEŻYSZ, nie wiesz, DO CZEGO należysz, nie wiesz, jaką masz POZYCJĘ tam, gdzie należysz. Brzmi tajemniczo? Otóż może się zdarzyć, że jesteś na czele jakiejś organizacji, a nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, ze ona istnieje i że do niej należysz – choć różne osoby w przedziwny sposób „się słuchają” ciebie.

ONI są albo zorganizowani (w takim dosłownym znaczeniu) albo i nie.

* * *

W każdym razie mówimy o relacji między „multitude” a inscenizatorami. Może kiedyś znajdę lepsze słowo, ale na razie „multitude” oznacza dla mnie „masy, rzesze, gawiedź, elektorat, publiczność, lud”. Relacja ta jest oczywista: publiczność jest najczęściej rozproszona – chyba że staje się TŁUMEM – a inscenizatorzy, nawet jeśli żrą się po swoich koteriach – to są zjednoczeni wobec mas, nie tylko interesami, ale też sekretami (te co najwyżej wypływają małymi dawkami).

Pośrednikami w tej relacji są komedianci: u nas są oni powrzucani do jednego wora z napisem „celebryci”: politycy, top-menedżerowie, wzięci artyści różnych fachów, gwiazdy sportu, skandaliści, wybitni przedstawiciele wolnych zawodów (eksperci, itd.).

Tu się zaczyna prawdziwa polityka, czyli lista problemów do załatwienia w ramach udawania prawdziwego życia, a wraz z nią – aktyw zaangażowany w te problemy, czyniący je normalnymi a’rebours, paranormalnymi. W Polsce jest to aktyw kilkudziesięciu tysięcy „pozarządowców”, ekspertów, lekarzy, nauczycieli, społeczników, samorządowców, artystów, ekologów, dziennikarzy, itd., itp. Wszyscy oni „robią w polityce” bezpośrednio i poprzez sprawy, w które się angażują. Jedni prawdziwie i bezinteresownie, inni cynicznie.

A sprawy dzieją się same: sprowadzają się do wszystkiego co związane z wszelką infrastrukturą-urbanizacją oraz z militariami (w tym z wywiadem, bronią masowego rażenia, instalacjami kosmicznymi). Wszystko inne jest podporządkowane tym dwóm sprawom. Ta udawanka, w którą bawią się celebryci, udawanka prawdziwego życia – nijak się ma do tego, o co chodzi w owych dwóch sprawach. A przecież „lud” jest uczony tego, że to są najprawdziwsze problemy…!

* * *

Ktokolwiek myśli, że ta pięćdziesiątka, może setka ludzi przewijających się przez prasowe nagłówki, radiowe mikrofony i telewizyjne kamery, w różnych „podstawionych” rolach, czasem przeciwstawnych: ekspert-dziennikarz, menedżer-sportowiec, aktor-producent – to są ludzie grający jakieś role w kraju, społeczeństwie – ten nie wie, że to są najwyżej małpiatki.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura