83 obserwujących
2330 notek
1226k odsłon
234 odsłony

Uspokoić budżetowanie!

Wykop Skomentuj8

Każdy, kto czyni rządzącym (dowolnej opcji) zarzut z tego, że rozmaite wysiłki budżetowe podejmują w intencji wyborczej – ten nie dość że ma rację, to jeszcze jest w tej racji niepoważnym.  

Życie publiczne to nieustające wybory. A przynajmniej głosowania zarządzane przez rządzących. I do tych głosować szary „elektor” idzie albo i nie idzie, ale w każdym z tych wariantów pamięta ostatnie beneficja, jakich doświadcza tu-teraz od rządzących, jednocześnie porównując je z obietnicami konkurentów-opozycjonistów, korygując te obietnice o wiarygodność.

Więc patrzę na budżetowe gry elekcyjne z niesmakiem, ale przyzwalam na nie, zwłaszcza że nawet jeśli nie przyzwolę – i tak będą się odbywały. Szkoda energii na stanie w poprzek, lepiej – jak we wschodnich sztukach walki – wykorzystać zapał „rozrzutników” dla dobra powszechnego.

Oto bowiem ktoś tam (he-he, ktoś) siedzi na zapleczu Rządu i śliniąc ołówek kopiowy liczy następująco:

1. Do wygrania głosowań potrzeba minimum tyle i tyle elektoratu, na przykład w 50 mega-środowiskach;;

2. Są beneficja uniwersalne, na które reagują wszystkie środowiska wdzięcznością wyborczą, a są też beneficja osobliwe, na które reagują tylko niektóre;

3. Każde beneficjum ma swój koszt – ma też swoja skuteczność (jeden głos średnio za taki a taki wysiłek budżetowy);

4. W takiej kalkulacji wychodzi sumaryczny koszt kampanii wyborczej – do uregulowania w ustawie budżetowej przed głosowaniami lub po głosowaniach;

5. Jeśli koszt przekracza potencjał budżetowy (wydolność) – trzeba sięgnąć po rozwiązania logistyczne: obłaskawić najlepszych podatników, dodać podatek bezpośredni, dodać gotówki inflacyjnej, zadłużyć się, zainwestować w wojnę rabunkową;

6. Uruchomić kampanię marketingową na rzecz wybranych rozwiązań budżetowych;

7. Czekać na cud wyborczy;

Tym zajmują się wciąż od nowa buchalterzy na zapleczu nieustającej kampanii wyborczej, bo politycy zajmują się sprawami dużo ważniejszymi, o czym wciąż informują liczne redakcje (swoje i wraże).

I to jest elementarz budżetowania. No, uproszczony bardzo, bo są pozycje budżetowe takie jak utrzymanie Państwa, Infrastruktury-Urbanizacji, utrzymanie rozmaitych gospodarczych i społecznych sieci-struktur-systemów, zobowiązania międzynarodowe, obsługa długu, interwencje doraźne.

Rzecz w tym, aby pilnować, by ta część budżetów, która generowana jest z powodu rozmaitych elekcji – nie obciążała tej części „obowiązkowej”, którą tu wspomniałem zdawkowo, by nie ściągała w dół tego co jest „osiągnięciem cywilizacyjnym i ustrojowym”. Na to też są specjalne narzędzia kontroli budżetowej i ci liczący na zapleczu dobrze je znają (chyba że są z łapanki).

* * *

Mam wrażenie, że rządzący jak dotąd panują nad tym, co opisałem powyżej w instrukcji. W każdym razie szukają zabezpieczeń w wyrównywaniu nierówności, a nie w wyprzedaży, jak to czynili rządzący wszelkich transformacyjnych formacji. Wyrównywanie nierówności społecznych (wywiedzionych z nierówności gospodarczych) – to niegłupia polityka.

Podobnie jak serwowanie beneficjów tam, gdzie za każdą złotówkę otrzymuje się efektywnie najwięcej głosów. No, tylko ciemak pakowałby publiczną (czyli rządową) gotówkę tam, gdzie może spodziewać się elekcyjnego noża w plecy.

A nasza rodzima Ententa , zbieranina antykaczystowska, udaje że się dziwi. Niech zatem spojrzy na swoja polityke budżetową, uprawianą kilka kadencji (z przerwą) – i doszuka się tam powodów, dla których przegrała w 2015 roku, wtedy zrozumie nieustające „kupowane” poparcie obecne dla rządzących.

Ona – ta Ententa – oczywiście niczego nie kupowała…?


Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka