5 obserwujących
48 notek
16k odsłon
  1125   0

Witkacy i jego świat

Fikcja miesza się ze światem realnym, który coraz bardziej podszyty jest teatralną dekoracją.

Dziwny to świat! Pewna epoka właściwie już się kończy, dogorywa, przestają obowiązywać dotychczasowe normy. W takim świecie możliwe jest właściwie wszystko, nic nikogo nie zdziwi, granice są łatwo przekraczalne. Z absurdem stykamy się codziennie. Myśli są wtórne. Słowa? Słowa niewiele już znaczą. Określają jedynie mniej lub bardziej dokładnie przedmioty i ich właściwości. Fikcja miesza się ze światem realnym, który coraz bardziej podszyty jest teatralną dekoracją. Jeżeli ktoś jeszcze myśli samodzielnie to może trafić do domu wariatów. Nic bowiem dobrego nie wynika z myślenia o takim świecie. Bo świat traci oblicze, staje się coraz bardziej nijaki.

Czy można temu przeciwdziałać? Czy można coś ocalić? Choćby siebie? Egoistyczne to zapewne, ale czy warto iść na dno z ginącym światem. Trzeba walczyć, protestować choćby i tak na niewiele to się zdało. Ocalić siebie, ocalić choćby jednostkę z tłumi idącego na zagładę. Co prawda trwanie się nie kończy, tylko myśl umiera. A uczucia? Cóż znaczy to słowo – wrażliwość, piękno? To już tylko puste dźwięki lub znaki na papierze. Mówić tylko po to, by słyszeć dźwięk, to zbyt mało! To męczy! Tak! Istnienie jest stanowczo zbyt męczące. Jak od tego się uwolnić? Jak uwolnić się choćby od niektórych tylko niepokojów? To potrafi chyba tylko artysta! A więc sztuka to… jedyne wyjście!

To niewątpliwie wizja bardzo subiektywna, stworzona przez Stanisława Ignacego Witkiewicza pod wpływem obserwacji społeczeństwa. To także próba odnalezienia siebie. Zatem trzeba być artystą, gdyż tylko w ten sposób można ocalić swoje człowieczeństwo w świecie, który się zmienia, zmierza gdzieś w złym kierunku. Oczywiście powód to nie jedyny.

Motywy podjęcia twórczości artystycznej przeważnie są bardzo złożone. Wpływ środowiska, wrodzone predyspozycje, marzenia, kompleksy, typ osobowości, popędy sublimujące się w artystycznej formie czy wreszcie potrzeba usprawiedliwienia swojego istnienia wśród innych ludzi. Wszystko to niewątpliwie przyczyniło się do powstania artystycznej osobowości Stanisława Ignacego Witkiewicza.

Syn człowieka, który trwale odcisnął swoje piętno na kulturze polskiej przełomu XIX i XX wieku, otoczony już od wczesnego dzieciństwa osobami znaczącymi, wyrosły w atmosferze młodopolskich polemik, praktycznie rzecz biorąc został „zaprogramowany” jako artysta, czy raczej uwikłany w kwestie sztuki w sposób nie pozwalający już zajmować się niczym innym. Wychodząc z tego założenia można chyba zaryzykować tezę, że twórczość Witkacego była reakcją na to wszystko, z czym stykał się we wczesnej młodości, a więc polemiką z własnym ojcem, ze swoimi przyjaciółmi czy wreszcie z odchodzącą już formacją Młodej Polski.

Wrodzone predyspozycje Witkiewicza nie budzą chyba żadnych zastrzeżeń. W pewnym sensie był człowiekiem renesansowym. Tak wiele talentów posiadał, tak wieloma dziedzinami się zajmował. Już we wczesnym dzieciństwie, bo w wieku lat ośmiu, napisał sztukę „Komedie z życia rodzinnego”, w której zawarł obraz swojego zakopiańskiego dzieciństwa. Interesowało go malarstwo, rysunek, literatura, teatr, fotografia, a wreszcie filozofia. Ta ostatnia traktowana początkowo z przymrużeniem oka, lecz ostatecznie nobilitowana przez profesora Kotarbińskiego. W każdej z tych dziedzin odznaczył się talentem i inteligencją, choć walory jego twórczości dostrzeżono stosunkowo niedawno. Nie oznacza to, że nie był znany i popularny wcześniej, lecz była to popularność zawdzięczana błazeńskiej czapce, pod którą kryło się oblicze filozofa i moralisty. I znowu można by się zastanawiać czy mnogość zainteresowań Witkacego nie wynikała z wielości inspiracji zawdzięczanych młodopolskiemu środowisku, pełnemu rozmaitych sprzeczności i uwarunkowań, czy też była to autentyczna, powstała niezależnie, potrzeba ustosunkowania się do otaczającego świata, przekazania własnej wersji zachodzących w nim wydarzeń.

O czym marzył Witkiewicz, czy może raczej – co było jego celem artystycznym? Słowo „marzenie” zakłada bowiem pewną chłopięcość, gombrowiczowski kompleks niedojrzałości psychicznej, od którego, moim zdaniem, Witkacy był wolny, posiadając natomiast pewne kompleksy niedojrzałości artystycznej, niedoskonałości formy. Zupełnie możliwe, że właśnie to było jedną z przyczyn dążenia do Czystej Formy w sztuce. Swoją teorię z tym związaną buduje najpierw na gruncie malarstwa, później przenosi do teatru, a to dążenie do czystej formy ma właśnie charakter trochę marzycielsko-obsesyjny. Jego zdaniem „forma dzieła sztuki jest jego jedyną treścią istotną, nie ma w nim formy i treści oddzielnej, stanowią one absolutną jedność”. Od Czystej Formy odchodzi jednak w swoich powieściach uważając, że powieść jest zbyt długa i tym samym nie działa tak bezpośrednio jak dramat i obraz. Takich niekonsekwencji było u Witkacego wiele i dlatego umyka on wszelkim klasyfikacjom i zaszeregowaniom. Epigon Młodej Polski, prekursor teatru absurdu czy może ktoś zupełnie inny? Jego typ osobowości neurotycznej, a tym samym otwartej na mnogość doznań, wrażliwej i chłonnej powodował, że nie zawsze trzymał się wcześniej wypracowanych kanonów, zarówno własnych jak i innych. Mogły być one jedynie źródłem twórczej inspiracji.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura