5 obserwujących
48 notek
16k odsłon
  241   2

Czy można było zapobiec wybuchowi Powstania w Warszawie?

Nie jest powszechnie znany fakt, że przed Powstaniem były szef koncesjonowanej przez Niemców polskiej Rady Głównej Opiekuńczej, hrabia Adam Ronikier prowadził rozmowy z Niemcami, mające na celu zapobieżenie wybuchowi Powstania.

Niemcy bowiem doskonale orientowali się w nastrojach panujących w Warszawie i jakoby dążyli do porozumienia z dowództwem Armii Krajowej. Generalnie chodziło im o zneutralizowanie Armii Krajowej w obliczu ofensywy sowieckiej. Stronę niemiecką reprezentował w tych rozmowach szef krakowskiego Gestapo obersturmbannführer Hans Schindhelm. Oddajmy głos Adamowi Ronikierowi:

"Zakomunikowałem panu Schindhelmowi, że w gronie mych najbliższych przyjaciół rozważyliśmy wszystkie ewentualności i doszliśmy do zgodnego przekonania, że powstanie da się zażegnać jedynie wtedy, gdy ze strony niemieckiej dokonany zostanie czyn o charakterze „grosszügig”, który by sytuację wzajemnych stosunków zasadniczo był w stanie zmienić. Takim czynem jedynym, który nam się wydaje wskazanym, a realnie możliwym do wykonania, mogłoby być oddanie Warszawy przez Niemców dobrowolne, bez wystrzału w ręce AK, i to wraz z odpowiednim terenem obejmującym najbliższe powiaty, a co najmniej takim, który by obejmował potrzebne dla lądowania lotniska dla sprowadzenia z Anglii na drodze lotniczej odpowiedniej jednostki wojskowej polskiej, złożonej co najmniej z dwóch dywizji, a także przyjazdu przedstawicieli władz polskich. Rozwinięty przeze mnie w ogólnych zarysach plan ów, widziałem od razu, że podobał się bardzo panu Schindhelmowi, który go nawet dalej w szczegółach ze mną omawiać zaczął i widział w nim wiele cech politycznych, mogących dokonać zasadniczej zmiany w stosunkach pomiędzy Niemcami a Polakami, nie naruszając stosunku tych ostatnich do sojuszników anglosaskich, widział on w tym nawet rys projektu nader pożyteczny i według niego czyniący go bardzo interesującym. Prawie bez wahania oświadczył mi, że się zaraz porozumie z Berlinem i o rezultacie swych zabiegów mi zakomunikuje, zaś prosił bym zapewnił sobie stawienie się na czas pełnomocników AK dla ostatecznego porozumienia. Wróciłem do siebie pełen otuchy, opracowując już w myśli wszystkie szczegóły tego, co miało nastąpić w razie przychylnej decyzji, na którą tym razem zdawało mi się, że mam prawo liczyć. Niestety, niedługo mogłem się oddawać weselszym myślom, gdyż zatelefonowawszy zaraz do Warszawy, by się upewnić co do przyjazdu osób upoważnionych do pertraktacji ze strony AK, dowiedziałem się, że na ich przyjazd w najbliższej przyszłości nie można liczyć — wyciągnąłem z tego, jak się później okazało, zupełnie niesłuszny wniosek, że powstanie nie jest sprawą w danej chwili tak aktualną."

Cóż, inicjatywa hrabiego Ronikiera nie zyskała po prostu ani uznania dowództwa AK, ani cywilnych przywódców Rady Jedności Narodowej. Uważano że jakakolwiek forma porozumienia z Niemcami będzie źle odebrana przez „sojuszników naszych sojuszników”. Co było potem? Wszyscy wiemy!

Zob: Adam Ronikier - Pamiętniki 1939-1945, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001.
Lubię to! Skomentuj21 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura