menda menda
64
BLOG

Szumowiny u władzy. Geneza.

menda menda Polityka Obserwuj notkę 11

Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów przeciwko Kaczorom jest twierdzenie, że Kaczory są tymi, którzy do polskiej polityki i do sprawowania władzy wprowadzili szumowiny. Czyżby?

Czy Kaczyńscy, zapraszając do władzy Leppera i Giertycha, rzeczywiście dopuścili się niebezpiecznego precedensu? Czy przed nimi nikt nie dzielił się władzą z szumowinami? Odpowiedzi na te pytania są stosunkowo proste: Kaczory nie zrobiły niczego nadzwyczajnego, co więcej, ich mariaż z przystawkami był daleko bardziej usprawiedliwiony niż...

No właśnie. Kto po raz pierwszy w III RP dopuścił do władzy kanalie? Ano ci, którzy teraz rwą szaty nad "młodą polską demokracją"  zagrożoną przez koalicję oszołomów z przestępcami, warchołami i nacjonalistami. Czy trzeba przypominać kto został ministrem spraw wewnętrznych w "pierwszym antykomunistycznym rządzie" (sic!)? Czy nikt dziś nie pamięta kto został pierwszym prezydentem III RP? Dziś Gazetka W. niesie pochodnię walki z brutalizacją życia politycznego, ruga PiSiaków za dogadywanie się z warchołami, którzy wysypywali zboże na tory. Kilkanaście lat temu ta sama gazeta, to samo środowisko, nie tylko wyciągnęły rękę do totalitarnych satrapów, ale nazywały ich "ludźmi honoru", od których należy się "odpieprzyć".

Kaczyński nigdy nie udawał, że koalicja z Lepperem i Giertychem to koalicja jego marzeń. Co chwilę dochodziło do kłótni między koalicjantami. Michnik, Mazowiecki e tutti quanti, współpracowali z Kiszczakiem, Jaruzelskim i setkami typów spod ciemnej (czy raczej: czerwonej) gwiazdy z etycznym komfortem, który pozwalał nie tylko na swobodne wspólne rozdawanie kart, ale i pełną pasji obronę komunistycznych zbrodniarzy przed jakąkolwiek odpowiedzialnością, czy choćby krytyką. Jak tu bowiem krytykować "ludzi honoru"?!

Kaczyński dopuścił do władzy ludzi wybranych w demokratycznych wyborach ergo polityków, którzy otrzymali mandat do rządzenia od części społeczeństwa. Komuniści na przełomie lat 80-tych i 90-tych cieszyli się praktycznie zerowym poparciem i gdyby nie antydemokratyczna ordynacja wyborcza, nie byłoby ich w parlamencie. A mimo to, na najważniejszym politycznie stołku ministerialnym posadzono wyrosłego ze stalinowskiej tradycji generała, który wiele lat kierował zbrodniczym aparatem bezpieczeństwa. Wydzielenie Lepperowi resortu rolnictwa, a Giertychowi - edukacji, czyli ministerstw, które na funkcjonowanie aparatu państwowego mają wpływ śladowy, było nazwane zamachem na demokrację, podczas gdy poddanie całej administracji i spraw wewnętrznych Kiszczakowi zostało nazwane... "kompromisem".

Czyżby dzisiejsza opozycja i autorytety moralne nie zauważały tej fundamentalnej (wręcz gatunkowej) różnicy między wiejskim watażką, który pomówił kilku polityków o łapówkarstwo i wysypał zboże z wagonów i cynicznym narodowcem, a szefem aparatu represji totalitarnego państwa? 

Kaczyńscy związali się z LPR i Samoobroną bo potrzebowali rządu większościowego a nie skazanego na łaskę i niełaskę opozycji. Owszem, mogliby udawać dziewice i odrzucić zgniły kompromis, porządzić kilka miesięcy i skończyć jak Olszewski, nie robiąc nic dla Polski. Ale chyba nie o to chodzi w polityce, by umierać jako dziewica?

A jaki powód do wpuszczenia komunistów do władzy miał dzisiejszy salon polityczno - medialny? Przecież na początku lat 90-tych wystarczyło zadać ostateczny cios osłabionemu wrogowi, miast nobilitować!

Powód ten dosyć jasno określił ongiś jeden z tych którzy z owej pomocy salonu skorzystali, gen. Jaruzelski. Michniki, Mazowieckie i Geremki musieli dopuścić do władzy czerwonych bo w przeciwnym wypadku "pospadałyby aureole". Chodzi oczywiście o aureole świętych Solidarności - niezłomnych, prześladowanych i uczciwych...

 

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka