Świat nie był, nie jest i nigdy nie będzie symetryczny. Czy Igory i inne Janki tego nie rozumieją?
Od jakiegoś czasu, niemal każdy dziennikarz, który ośmiela się mieć inne poglądy na polską politykę niż antykaczystowskie, każdy dziennikarz, który zdobywa się na odwagę by nie robić z kaczorów krwiożerczych bestii, jednocześnie trzęsie portkami przed wyrokami wydawanymi przez ludzi pokroju Tomasza Lisa czy Iwony Śledzińskiej - Katarasińskiej. Wyrokami, dodajmy, orzekającymi kto jest dziennikarzem reżimowym, a kto "niezależnym publicystą" tudzież "patrzącym władzy na rękę" żurnalistą.
Dziennikarz taki zapada na chorobę symetrycznośći. Objawia się ona stanem maniakalnym, który każe takiemu pismakowi, w każdym artykule zaznaczyć, że on w żadnym razie nie ma intencji by chwalić czy bronić Kaczorów. A gdy pisze tekst krytyczny wobec opozycji, to koniecznie musi w nim napomknąć, że co prawda opozycja jest "be", ale Kaczory są równie "be" albo i nawet bardziej. Co więcej, robi to w obliczu faktów, które jasno wskazują, że Kaczory w danej sytuacji mają rację, a opozycja - nie.
Dobitnym przykładem takiej postawy jest ostatni artykuł Igora Janke na salonie24 pt. "Porażający powrót Kaczmarka", w którym autor - owszem - wytyka Kaczmarkowi kuriozalność jego ostatnich zachowań, ale - aby broń Boże nie podpaść funkcjonariuszom z Czerskiej lub pewnemu satyrykowi, pytającemu wesoło "Co z tą Polską?" - jednocześnie pokornie tłumaczy, że "to co pisze nie jest żadną obroną Ziobry, premiera, czy prezydenta" Tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś pomyślał, że autor chce bronić kaczystowskich zamordystów. Aby nie było wątpliwości, że Igor Janke jest "niezależnym publicystą", na koniec orzeka, że "żałosne są obie strony" politycznego sporu.
Obsesja symetryczności ostatnio dotyka także innych dziennikarzy: Karnowskich czy Lichocką. Ja rozumiem, że po absolutnie skandalicznych wypowiedziach satyryka z Polsatu na temat jego kolegów po fachu, kilku kuriozalnych tekstach w Wyborczej oraz słynnym raporcie medialnym Platfusów, atmosfera wokół dziennikarzy idących nieco w poprzek polityczno - medialnych prądów, gęstnieje. Ale czy to jest powód aby trząść portkami i tłumaczyć się z każdego zdania, które nie potępia w czambuł Kaczyńskich?
Dziennikarze, którzy w ten sposób próbują lawirować między własnymi sumieniami a ul. Mysi... znaczy, Czerską, nie są - wbrew swym intencjom - ani niezależni, ani obiektywni. Są symetryczni. A symetrii na świecie nie ma i nigdy nie będzie. Każda próba zarysowania symetrii w sytuacji z gruntu niesymetrycznej, to nic innego jak okłamywanie odbiorcy. I najwyższy czas by Igory i inne Janki to zrozumiały, pokazały że mają jaja w starciu z medialną sitwą. A jaja, jak wiadomo, mimo że są dwa, to nigdy nie są identyczne, znaczy, symetryczne.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)