menda menda
65
BLOG

Co z tą Polską i dlaczego tak źle?

menda menda Polityka Obserwuj notkę 15

Powrócił z urlopu na białym rumaku by wesprzeć kumpli w walce z kaczyzmem. Frytka polskiej publicystyki, autor najlepszego programu satyrycznego w Polsce - Lis Tomasz. Tomasz Lis - wydanie specjalne. Zatroskana mina męża stanu, dłonie złożone w modlitewnym geście wsparte na ustach, dwa, trzy ważne słowa, chwila ciszy na zastanowienie, w studio jak makiem zasiał, i kolejne trzy fundamentalne słowa, zwraca oczy ku górze, ku Duchowi Świętemu. To wystarcza za tytułowy znak zapytania. Potem krótki felieton: jest cyrk, są małpy z tym, że jedne są bardziej człekokształtne. I jest zdrajca, który przeszedł na naszą stronę i dostarcza "porażającej wiedzy". "Wszyscy Polacy chcą tej wiedzy". Z tym, że nie chodzi o wiedzę o korupcyjnych działaniach, tylko o działaniach ujawniających tę korupcję. Jest teza, jest sonda. Jedziemy!

Na początek rozgrzewka: jeden na jeden: Lis vs. Dorn. Kaczysta jest na wstępie spalony z tymi swoimi zdaniami wielokrotnie złożonymi, z tymi próbami rozkładania problemu na czynniki pierwsze. Ważkie pytanie satyryka z tezą (w końcu "Wszyscy Polacy..."), Dorn zaczyna stękać i wtedy następuje bon mot prowadzącego. Publiczność szaleje. Kaczysta nie ma szans złapać wątku, bo nie pamięta na którym zdaniu podrzędnie złożonym urwano mu myśl. I podsumowanie, że "to wszystko się sypie". Dorn próbuje tłumaczyć, że tak nie można rozmawiać, że on by prosił o wyrozumiałość. Cięcie. Zaczyna się druga część programu.

Po delikatnym nadgryzieniu kaczystów, przychodzi pora na danie główne: trzech demagogów z opozycji i jeden satyryk kontra sierotka Marysia z PiSu. Zaczyna satyryk od uroczego, sympatycznego żartu, że "z tym LiSem to przesadziliście". Publiczność szaleje. Potem już zaczyna robić się poważny. Najpierw daje się wyszumiec kumplom: dziesiątki zarzutów, począwszy od politycznych ("totalitarne państwo") przez kryminalne ("pani Blida by żyła"), na erotycznych skończywszy ("podglądacie koleżanki"). Ogień krzyżowy, satyryk podkręca tempo, by nagle je zatrzymać i powiedzieć do sierotki Marysi: no, usłyszałaś co Ci zarzucamy - tłumacz się teraz. Sierotka niby próbuje, ale zanim usteczka rozewrze, oni antycypują co z nich wypłynie, więc walą po kilka bon motów by zwielokrotnić siłę rażenia. Sierotka nie wie w co ma ręce włożyć, bo zanim się zabierze za odparcie jednego ciosu od jednego napastnika, dostaje po cztery ciosy na cztery różne tematy od pozostałych napastników, więc porzuca chwilowo pierwszą replikę, by zająć się następnymi i tak dalej i tak dalej. Wreszcie, satyryk wraca do roli rozjemcy i przyjmuje zatroskaną minę (głowa zadarta ku górze niezmiennie przez 60 minut), bo oto ma argument, zarzut koronny, nie polityczny, nie kryminalny, nie erotyczny, tylko moralny: jego koleżanka wypłakała mu się w garnitur, bo oto okrutne CBA zatrzymało jej lekarza, który ongiś "zabrał ją z ulicy i uratował jej życie", i nie wziął za to żadnej łapówki, tylko ze wzruszeniem przyjął jedną jedyną nagą różę. Zapadła cisza, publiczność wie, że wtedy ma siedzieć cicho, bo to nie był śmieszny bon mot ani żarcik, tylko coś poważniejszego, głęboka refleksja moralna. Piękna klamra prowadzącego satyryka, cudowna paralela kaczystowskiego państwa. Taka jaką ostatnio przeprowadzili kumple z "Trybuny", wyliczając ile to istnień ludzkich uratował aresztowany doktor G., któremu kaczystowska prokuratura postawiła kilkadziesiąt zarzutów, pod pozorem że ratował nie tych którzy w pierwszej kolejności potrzebowali ino tych którzy dawali. I to nie koniecznie nagie róże.

Po tym następuje epilog w postaci wyników sondy. 88 do 12 dla nas. Dobra robota. Do zobaczenia za tydzień. Wtedy też zapytamy co z tą Polską i dlaczego tak źle...

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka