menda menda
35
BLOG

Łyżwiński kolejną ofiarą IV RP

menda menda Polityka Obserwuj notkę 3

Nieoczekiwanie na łamy największych polskich mediów wpuszczona została Wanda Łyżwińska. "Areszt męża to dramat mojej rodziny" (G. Wyborcza), "PiS zafundowało nam areszty na szpitalnych łóżkach" (Onet.pl), "Pokładam ufność w szybki proces" (TVN24).

Jak to się stało, że facet, z którego te same redakcje jeszcze kilka miesięcy temu uczyniły (w dużej mierze słusznie) kreaturę i gwałciciela, dziś próbują grać na emocjach swoich odbiorców, prezentując szlochanie małżonki schorowanego człowieka, który ze szpitalnego łóżka wyrwany został przez okrutnych kaczystów wprost do zimnego lochu? Odpowiedź jest prosta: kilka miesięcy temu, Łyżwiński przy pomocy swego penisa miał strącić ze stołka Kaczyńskiego ("Kończcie już tę koalicję" - tytuł z pierwszej strony Gazety Wyborczej). Nie udało się. Dziś ten sam Łyżwiński służy już do czego innego.

Gdy w konsekwencji seksafery, prokuratura i sąd chcą się dobrać do głównego jej aktora, nie wszystkim się to podoba, a już szczególnie nie wsmak jest to głównym "nagłaśniaczom" tej afery. Dlaczego? Posłuchajmy samego zainteresowanego, czyli ogiera z Samoobrony: "Nie pójdę na dno sam". Łyżwiński może liczyć na łagodniejsze potraktowanie zarówno przez sąd jak i przez prokuraturę jeśli zacznie współpracować ergo sypać. Nie trzeba chyba dziś nikomu tłumaczyć, że zeznania obciążające Leppera, byłyby dla prokuratury, kierującego nią Ziobry i samego PiSu nie lada gratką. "Pociągnięcie na dno" Leppera nie tylko osłabiłoby znacznie Samoobronę ale wręcz sprawiłoby, że owieczki bez pastucha mogłyby się rozpierzchnąć, zacząć uprawiać politykę "dietetyczną" w sejmie, lub - co gorsza - zostać zagarnięte przez Kaczorów, które wówczas byłyby o krok od samodzielnego rządzenia przez kolejne dwa lata. W piątek w "prime time" na TVN24 swoje pięć minut miał niejaki Mateusz Piskorski, przydupas Leppera. Mówił jakie to niesłychane cierpienia znosi Łyżwiński. Szkoda tylko, że dociekliwi dziennikarze nie zdecydowali się zapytać go o przyczyny tajemniczej nieobecności jego szefa w ostatnich dniach oraz czy nie ma ona przypadkiem związku ze skomplikowaną sytuacją Łyżwińskiego.

Przypomnę, że ten kto zawładnąłby całym klubem Samoobrony, miałby prawdopodobnie władzę decydowania o przedterminowych wyborach, tj. możliwość ich zablokowania. A zatem gra toczy się o wysoką stawkę.

To jest pierwsza przyczyna. A pozostałe? Poza mantrycznymi argumentami o "państwie policyjnym", które nie szanuje praw obywatelskich, jest jeszcze jeden - wcale nie sprzeczny z pozostałymi - sens owej medialnej operacji o kryptonimie "Łyżwiński - ofiara kaczyzmu". Otóż, rewelacje Łyżwińskiego (w końcu ponoć alfonsa samego Wodza!) mogłyby odwrócić uwagę od rewelacji innego męża stanu - Janusza Kaczmarka. Owszem, media zrobiłyby wszystko aby zachować odpowiednie "proporcje", ale gdyby pojawił się news, że Lepper też bzykał panienki, kwestia czy Ziobro podsłuchiwał Kittela 5 dni czy 6 utonęłaby w zgiełku wywołanym penisem samego Leppera. Wtedy PiS dostałoby również szansę na przejście do kontrofensywy.

To, jak zachowują się media relacjonując aktualną sytuację Łyżwińskiego, utwierdza mnie w przekonaniu, że w Polsce można napisać po prostu wszystko, przeprowadzić nawet najbardziej hipokrycką, wredną i ordynarną "operację socjotechniczną" bez jakichkolwiek konsekwencji. W aroganckim i bezwstydnym poczuciu bezkarności, bez oglądania się na to czy ktoś zauważy tę grubymi nićmi szytą próbę kształtowania polityki, przez rzekomo niepartyjne media, czy nie.

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka