Na pierwszej stronie dzisiejszej Gazety Wyborczej, niejaki Mirosław Czech zagrzewa do walki i udziela instruktażu jak załatwić PiS. Jego komentarz jest naturalną konsekwencją manifestu opublikowanego przez niego 24 sierpnia pod mówiącym wszystko tytułem "Musi być sąd nad PiS!"
Mirosław Czech, w pierwszym akapicie ostrzega jakie będą konsekwencje niepowołania przed wyborami komisji śledczej i zarazem poucza opozycję: "Wybory bez komisji będą imitacją. Nie zlikwidują zła, jakie przyniosły rządy PiS." To nic, że wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, iż do czasu przyśpieszonych wyborów komisja wcale nie "przybliży się do prawdy", bo będzie miała po prostu za mało czasu i osiągnie jedynie efekt propagandowy, obniżając notowania PiS. Wszak o to właśnie wszystkim nam chodzi. Poseł Czech podejmuje się odpowiedzialnej roli przewodnika, w razie gdyby wykonawcy manifestu mieli wątpliwości: wskazuje, że droga jaką idą Giertych, Lepper, Tusk i Olejniczak jest drogą właściwą, albowiem "opozycja osiągnęła pierwsze sukcesy i powinna iść za ciosem". Poucza metodycznie, co należy robić dalej: "Kolejnym krokiem będą zeznania byłego komendanta Policji i szefa CBŚ". Zapewnia swoich braci w walce o tym, że czujność, wytrwałość i konsekwencja ("Nam pozostaje powtarzać: A poza tym przed przyśpieszonymi wyborami musi powstać komisja śledcza") zostaną wynagrodzone ("Do skutku - Dorn w końcu ustąpi"). Gdyby jednak nie ustąpił, to Mirosław Czech ma dla kolegów jeszcze jedną radę, jak rozwiązać ten taktyczny problem: "Na jego (Dorna - przyp. menda) kruczki prawne, znajdą się inne". Jednakże wykonanie tak nakreślonego planu nie jest łatwe i wymagać będzie ciężkiej pracy i pan poseł Czech dobrze o tym wie. "Byleby opozycji starczyło siły i determinacji", wzdycha na koniec zatroskany o realizację swojego manifestu.
Zawsze po lekturze "takiego czegoś" rodzi się pytanie, ile w tym wszystkim publicystyki a ile politykierstwa, ile opisu rzeczywistości a ile kreacji? Mirosław Czech, czyli nieudolny polityk kilku nieistniejących już postkomunistycznych partii, został tymczasowo oddelegowany do pracy na odcinku dziennikarskim. Wszystkie jego próby "robienia polityki" podejmowane w roli parlamentarzysty kończyły się fiaskiem, w związku z czym poseł Czech postanowił nadal "robić politykę", tyle tylko że w roli dziennikarza. Genialnie proste, można by powiedzieć. Szkoda tylko że z pana posła Czecha zrobiono, zamiast dziennikarza opisującego i komentującego rzeczywistość, wyrób dziennikarzopodobny przeznaczony do jej kreowania...



Komentarze
Pokaż komentarze (1)