menda menda
159
BLOG

Przespana lekcja z Schopenhauera

menda menda Polityka Obserwuj notkę 29

Jeszcze nigdy w historii III RP partia rządząca nie miała tak słabych polemistów, retorów i demagogów. Poziom intelektualny większości polityków PiS, ich zdolności dialektyczne są żenująco słabe.

Program "Teraz My!", taka wejchertowa odmiana Tomasza Lisa w dwóch postaciach: grubej i chudszej. Gruby i chudszy maglują posła Suskiego, w związku z jego prasową wypowiedzią o "genetycznym patriotyźmie", który charakteryzuje - a jakże - posła Suskiego. Przypomnę, że zgodnie z teorią "genetycznego patriotyzmu", na szacunek oraz chwałę zasługuje polityk, którego przodkowie przysłużyli się ojczyźnie, albowiem otrzymał on od nich w spadku, wraz z szablą ułańską, gen patriotyzmu. Udzielił poseł Suski kuriozalnego wywiadu dla Wyborczej, w którym dał się podpuścić i walnął gigantycznego "babola", by następnie bronić tego "babola" w telewizji. Sprawiał wrażenie zupełnie niezorientowanego, że jest obracany na wszystkie strony i kompromitowany przez dwóch średnio bystrych szowmanów politycznych.

Tok FM. Inny poseł PiS (już nie pamiętam jaki), zamiast siedzieć cicho podejmuje z wyszczekanym czekistą michnikowego chowu polemikę na temat "dlaczego PiS wypowiada wojnę inteligencji polskiej nazywając ją wykształciuchami". Średnio rozganięty polityk zacząłby przede wszystkim od sprostowania co najmniej dwóch przekłamań zawartych w pytaniu (pierwsze dotyczy wątpliwej tezy o "wojnie", drugie - faktu, że nikt nigdy nie nazwał całej polskiej inteligencji wykształciuchami). A co robi nasz dzielny PiSowiec? Ano, przechodzi do porządku dziennego nad oboma stojącymi u podstaw dyskusji przekłamaniami i - ku uciesze czekisty - bełkocze coś o "układzie" pozostawiając słuchaczom informację o tym, że PiS wypowiada wojnę całej inteligencji i nazywa ją "wykształciuchami".

Sprawa wniosku o wyłączenie sędziów TK orzekających o zgodności z Konstytucją ustawy lustracyjnej. Pismaki pytają posła PiS Mularczyka, dlaczego żądał wyłączenia dwóch sędziów skoro ich teczki pracy są niemal puste. Adwokat (sic!) zaczyna bredzić, że trzeba to sprawdzić, że tak naprawdę nie wiadomo itd., miast w krótkich żołnierskich słowach wyjaśnić, że sam fakt bycia zarejestrowanym jako agent, wyklucza bezstronność w sprawie dotyczącej dopuszczalności ujawniania agentów SB, i to bez względu na intensywność współpracy danego agenta.

Tego typu przykłady niekompetencji retorycznej polityków PiS pojawiają się w mediach niemal codziennie. Wielu PiSowców nie radzi sobie nawet z takimi cieniasami jak Tomasz Lis, który - gdyby nie nadrabiał prymitywnymi bon-motami i ryczącym stadem troglodytów na widowni - nie byłby w stanie zagiąć merytorycznie nawet posłanki Hojarskiej. Urządzający sobie masochistyczne naparzanki Lis w stylu: nas pięciu, plus widownia, plus sonda sms-owa na ciebie jednego, nie jest partnerem do żadnej dyskusji merytorycznej, dlatego wszelkie próby argumentowania są na wstępie skazane na porażkę. Ale PiSiaki tego nie zauważają, i brną w zastawione przez Lisa sidła. Podobnie rzecz się ma w bezpośrednich starciach z politykami opozycji. Nieliczni (o nich poniżej) politycy PiSu są w stanie wytrzymać tempo i poziom retoryczny dyskusji z Janem Rokitą czy Jarosławem Gowinem. Ten pierwszy to obecnie najlepszy mówca w polskiej polityce (i co z tego, że z demagogicznymi ciągotami?), ten drugi potrafi łączyć intelektualizm z subtelną ludycznością trafiającą do wykształciuchów, tworząc przekaz w sam raz dla widzów TVN24. Nieliczni posłowie PiSu są w stanie również celnie ripostować na populistyczne ciosy Kalisza, Komorowskiego czy Giertycha. Poziom merytoryczny wypowiedzi trzech ostatnich panów niczym nie różni się od poziomu PiSiaków, różnica jednak powstaje na gruncie erystycznym.

Artur Schopenhauer napisal wybitne dzieło o sztuce prowadzenia sporów: "Die eristische Dialektik". Każdy polityk, czy szerzej, każda osoba biorąca udział w dyskursie politycznym lub ideologicznym powinna mieć tę niewielką książeczkę w małym palcu. Nie tylko po to by celnie atakować, ale przede wszystkim po to by umiejętnie się bronić przed uczciwymi i nieuczciwymi argumentami adwersarzy. Wśród polityków PiS lekcję z Schopenhauera odrobiła zaledwie garstka: J. Kaczński, który - gdy jeszcze brał udział w publicznych dyskusjach ze swoimi oponentami - radził sobie przyzwoicie, świetnie radzi sobie Zyta Gilowska (vide wczorajsze cudowne spacyfikowanie szczekającej Olejnik). Bardzo dobry jest Kurski, ale jego cynizm i umiłowanie do prowadzenia sofistycznych gierek sprawiają, że traci on zaufanie odbiorcy, który mimo wszystko oczekuje jakiegoś przekazu nie podszytego chęcią odwetu na przeciwniku. Poza tym, siłę retoryczną Kurskiego wyczuli już w naszych mediach, więc go nie zapraszają, bo już nie jednemu Lisowi czy Morozowskiemu popsuł scenariusz programu zrównując z ziemią Tuska czy Olejniczaka i ciskając rykoszetem także w prowadzących. I to by było chyba na tyle jeśli chodzi o wprawnych szermierzy słowa w środowisku PiSu.

Dlaczego tak się dzieje, że przeciętny polityk SLD czy PO wypada w medialnym sporze o wiele lepiej i strawniej niż przeciętny PiSowiec? Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Niewątpliwie zarówno politycy SLD jak i PO (w której prym wiedzie dawne środowisko KLD), mieli tak w PRL jak i w III RP okazję by nabrać pierwszych szlifów. Już w 1992 r. nic nie znaczący i mdły jak ciepła wódka Tusk Donald, został dokoptowany do "liczenia głosów", już w latach 80-tych cwany Miller przemawiał ze swadą do towarzyszy, a towarzysze Cimoszewicz czy Geremek wyjeżdżali na zagraniczne stypendia o których nonkomformistyczni głupcy mogli tylko pomarzyć. PiSowcy nie zdobyli szlifów ani przy PZPR ani przy  - ujmując rzecz symbolicznie - "liczeniu głosów" w walce (także przecież retorycznej) z ciemnogrodem. To wytłumaczenie jest jednak niewystarczające. Dawną izolacją polityczną i nieprzychylnością większości mediów nie można bowiem usprawiedliwić nieodrobionej lekcji z Schopenhauera.

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Polityka