menda menda
56
BLOG

Ratujmy małżeństwo Janka!

menda menda Polityka Obserwuj notkę 8

Kaczyści rozbijają nasze rodziny!, zawołał z przerażeniem w oczach najsłynniejszy czytelnik jamajskich gazet. „Janek, współczujemy ci!” – dodał Pan Donald, „Janek, jesteśmy z tobą!” – krzyknął do wiecowego tłumu.

A było to tak... Pod osłoną nocy Jarosław K. przybył w otoczeniu mięśniaków z BOR-u pod dom państwa Rokitów, wyważył drzwi, wyciągnął z łóżka nieświadomą niczego Nelly, przerzucił przez ramię niczym worek ziemniaków i popędził na sygnale prosto do Pałacu Namiestnikowskiemu by łup przekazać swojemu bratu, Lechowi K. Jechał Jarosław K. rozgłaszając wszem i wobec jakie to trofeum wojenne zdobył i ciesząc się w swej podłości, że udało mu się rozbić kolejną rodzinę. „Nie mam swojej, więc inni też nie będą mieć” – myślał, rechocząc w duchu. Oczywiście w tę feralną noc Jasia nie było przy jego Nelly, albowiem spędzał czas na ważnych naradach programowych z Panem Donaldem oraz swoimi „przyjaciółmi z krakowskiej platformy”. Bo gdyby był, to by walczył o swoją i, rzecz jasna, partyjną własność.

Jasiu, okradziony podstępnie, zdradzony okrutnie i upokorzony przez kaczystów, powiedział „pas”: musi opuścić „przyjaciół” bo żona w rękach kaczystów. Z ręką na sercu przyrzekał Jaś, że te mocne kopniaki w krocze, jakie od czasu do czasu dostawał od „przyjaciół z platformy” niczego w ich przyjaźni nie zmieniły. Zresztą, przykład wspaniałej męskiej przyjaźni dał sam Pan Donald krzycząc na wiecu: „Janek! Współczujemy ci z powodu tego co się stało”. Tylko nie sprecyzował czy chodzi o skradzioną własność, czy opuchnięte jądra.

Wtem się okazało, ku zdumieniu „przyjaciół” zwanych Platfusami, że worek ziemniaków, który im został dopiero co wykradziony, przemówił ludzkim głosem. Że on też ma swój rozum i swoje ambicje. Że Jasiu odchodzi właśnie z powodu tych kopniaków w krocze, a nie z powodu kradzieży. Że tej kradzieży to tak na prawdę nie było, bo Nelly w sumie trochę chciała być ukradziona. I że Jasiu o tej chęci wiedział od dawna. Ale o tym cicho – sza. Bo jest sprawa ważniejsza, mianowicie „Co będzie z naszymi żonami?!” – woła z czerwonymi wypiekami na policzkach najsłynniejszy czytelnik jamajskich gazet. Czy szanowne panie Platfusowe są bezpieczne? Otóż, nie! Żadna żona nie jest bezpieczna, dlatego Platfusy już ustanowiły ochronę pod domami co ważniejszych towarzyszy: pułkownik Miodowicz swoimi chłopcami obstawił sopocki dom Pana Donalda oraz warszawską willę najsłynniejszego czytelnika jamajskich gazet.

Pamiętajcie, obrońcy demokracji, nie tylko wam grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, ale także waszym żonom, dzieciom, zwierzętom domowym, całemu inwentarzowi oraz wszelkiej innej własności waszej!

Koniec.

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka