"Głosujecie na PiS, głosujecie na koniec demokracji w Polsce!" - woła w dzisiejszym "Kontrapunkcie" RMF FM Tomasz Lis - polityk, do niedawna na etacie dziennikarza w stacji sześciorga nazwisk (ostatnio "Solorz").
Lis więc nie mówi już nawet językiem Platfusów, o sympatyzowanie z którymi był ostatnio niesłusznie posądzany, Lis mówi językiem SLD. To zabawne jaki stosunek do swojego oficjalnego zawodu prezentuje: gdy prowadził swoje goebbelsowskie programy w Polsacie, jakkolwiek jego stronniczość była dla wszystkich oczywista, to nie agitował w sposób bezpośredni i ostentacyjny za lub przeciwko żadnej partii politycznej. Dziś, gdy formalnie - chwilowo, jak zapewnia - nie pracuje w zawodzie, te ostatnie hamulce puściły, zawołał do swojego elektoratu: "Nie głosujcie na PiS!". Koniec demokracji, jaki, w duecie z Kwaśniewskim i Geremkiem wieszczy pan Tomasz, ma się objawiać tym, że Solorz był przez Kaczyńskiego naciskany by zwolnił swoją gwiazdę. Poza tym, mówi że jest przekonany, iż sam był "prześwietlany" przez kaczystowskich zamordystów i dodaje: "Jeśli wybory wygra PiS, nie będziemy mogli tu sobie tak rozmawiać za rok". Czy Lis podaje jakieś dowody? Ależ skąd! Z pełną świadomością przekazuje informacje od samego początku do samego końca niemożliwe do weryfikacji, a zatem informacje, co do których jakakolwiek polemika jest niemożliwa. I o to właśnie chodzi, by rozprowadzić jeszcze raz nieprzyjemny smrodek wokół przeciwników politycznych.
Osobiście uważam, że aktualna gra polityczna Lisa jest obliczona na podbijanie swojej pozycji w negocjacjach z przyszłym pracodawcą. Po raz kolejny wróciły plotki o objęciu przez Lisa stołka naczelnego Wyborczej. Chyba nikt się nie spodziewa, że Lis przyjdzie robić za podnóżek Michnika, czyli zostać kolejnym Stasińskim, Kurskim, czy Pacewiczem. Nikt też chyba nie ma złudzeń, że Lis wróci do TVN-u wykonywać rozkazy takiej miernoty jak Durczok. Aby wzmocnić swoją pozycję w antykaczystowskich mediach musi Lis być antykaczystowski do cna, musi przekroczyć w sposób wyraźny granicę między publicystyką a polityką. Albowiem naczelnym Wyborczej ma być polityk, bo to gazeta z politycznymi a nie dziennikarskimi ambicjami.
Lis zdradził również, iż trzy partie zaproponowały mu start w wyborach ze swoich list. Zwłaszcza Platfusy cierpiący bezustannie na brak liderów z jajami, napaliły się na Lisa: "Był nam zawsze bardzo przychylny (...) Dzwi PO są dla niego otwarte" (baronessa Platfusów Bukiewicz). Ten jednak odmówił bo chce "pozostać dziennikarzem", co oznacza ni mniej ni więcej tylko tyle: "niech każdy robi politykę tam gdzie wychodzi mu to najlepiej - wy w Sejmie, ja w mediach".



Komentarze
Pokaż komentarze (6)