Ze wszystkich rzeczy jakie mieliśmy do nadrobienia po 1989 roku, najgorzej poszło nam z wolnymi mediami. Wbrew temu, co nam one wmawiają, nie możemy być dumni z tego "osiągnięcia". Spod efektownej maski nowoczesności i postępowości wystaje od czasu do czasu ponura sowiecka gęba.
Zacznijmy od genezy mediów prywatnych w Polsce. Dwie duże firmy medialne: ITI i Polsat, jedyne stanowiące konkurencję dla mediów publicznych. Pierwszą założył pezetpeerowski aparatczyk z funkcjonariuszem komunistycznego MSW, dorabiający się dzięki "uprzejmości" bezpieki na polonijnym biznesie. I tu ciekawostka: Walter na odcinku propagandy tak się wyróżniał, że został nawet dostrzeżony przez "Goebbelsa stanu wojennego" J. Urbana, który zgłosił go jako kandydata do Wydz. Propagandy. Pewien włoski magnat medialny, który startował wraz z Walterem i Wejchertem o koncesje, które ostatecznie uzyskała TV Wisła (poprzedniczka TVN-u) miał w prasie włoskiej powiedzieć mniej więcej coś takiego: "Posmarowałem komu trzeba, nie wiedziałem jednak, że aby wygrać trzeba mieć coś więcej: plecy w komunistycznych służbach specjalnych" (pisze o tym W. Łysiak). Można powiedzieć, że przeszłość ojców - założycieli to jedno, a teraźniejszość nowoczesnego imperium medialnego to drugie, gdyby nie zatrudnianie agentów (m.in. Subotić) tudzież dziennikarzy utrzymujących dwuznaczne kontakty ze służbami, jak gwiazda ostatnich miesięcy Morozowski. Nadworna diva panów WW, Monika Olejnik (córka oficera MSW) trafiła do mediów dokładnie w stanie wojennym. Należy przez to oczywiście rozumieć, że w stanie wojennym media reżimowe szczególnie potrzebowały niezależnych i etycznych dziennikarzy, bo o żadną propagandę - broń Boże - nie chodziło...
Polsat został założony również przez polonijnego "biznesmena" Solorza vel. Kroka vel. Zegarka vel Żaka itd. Ponoć pan magnat medialny niczym rasowy mafioso miał sześć paszportów na sześć różnych nazwisk (tak na marginesie: zupełnie dziwne, że żaden "dziennikarz śledczy" nie zastanowił się po co szanowanemu biznesmenowi tyle nazwisk!). Ostatnio prof. Zybertowicz (a wcześniej Gazeta Polska i kilku historyków IPN) podał, iż Solorz był agentem SB. Jego kontakty z komunistycznymi służbami - tak jak kontakty panów WW - musiały być zaawansowane i intensywne albowiem był to warunek si ne qua non prowadzenia handlu "polonijnego". A teraźniejszość Polsatu? Być może to przypadek, być może nie, ale gdy w drugiej połowie lat 90-tych powstał list otwarty dziennikarzy z apelem o lustrację środowiska, dziennikarze Polsatu mieli być nakłaniani by wycofać swoje podpisy gdy tylko się okazało, że intencją autorów listu jest objęcie lustracją także dziennikarzy mediów prywatnych. Nota bene, swoje poparcie dla tego listu wycofał wówczas T. Lis (wtedy jeszcze w TVN-ie).
Największa radiostacja w Polsce założona została w 1989 roku przy wydatnym udziale służb specjalnych (pisze o tym R. Ziemkiewicz w książce "Michnikowszczyzna. Zapis choroby"). Największa gazeta w Polsce, to największy apologeta ubeków (choć nie ubecji) z Kiszczakiem na czele. Maleszka, który okazał się wyjątkowo wrednym agentem, wcześniej był redakcyjnym specjalistą od spraw lustracji, któremu Michnik ufał bezgranicznie. Wiedział na kogo stawia?
Według niektórych historyków, środowisko które najbardziej było przeżarte agenturą to środowisko dziennikarskie. Agentura w niektórych redakcjach sięgała niemal 70% (sic!). Jednocześnie jest to środowisko, które jako jeden z nielicznych zawodów zaufania publicznego, nie przeszło żadnej nawet śladowej i symbolicznej weryfikacji.
Jeśli ktoś myśli, że w demokracji, którą mamy teraz, kazus M. Olejnik, czyli awansu w mediach córki bezpieczniackiego czy partyjnego prominenta jest niemożliwy, ten się sromotnie myli. Podam tylko kilka przykładów z areny ogólnopolskiej: Tomasz Machała, reporter polsatowskich "Wydarzeń" specjalizujący się w tematyce rządowej i parlamentarnej to syn platfusowej baronessy Joanny Fabisiak. Michał Tusk, syn Donalda, to wschodząca gwiazda dziennikarstwa, której swych łam użycza Gazeta Wyborcza. Swoich krewnych w mediach podobno mają też Geremek i Mazowiecki. Jeszcze gorzej jest w redakcjach lokalnych. Na przykład krewny prezydenta Gdańska trzęsie tamtejszą redakcją Rzeczpospolitej. O córce Kwaśniewskiego brylującej w TVN-ie nie będę wspominał...
Powyższy tekst jedynie "napoczął" olbrzymie zagadnienie jakim są patologie polskich mediów i wymaga dalszego rozwinięcia. To te patologie sprawiają, że 18 lat po upadku komunizmu nie doczekaliśmy się dużego medium które odważyłoby się potępić jednoznacznie nie tylko komunizm ale także komunistów. Największym problem jest chyba fakt, że wszystkie firmy dziennikarskie dotknięte tymi patologiami są jednocześnie mediami mainstreamowymi, w zasadzie pozbawionymi konkurencji co oznacza, że jesteśmy na nie skazani.



Komentarze
Pokaż komentarze (25)