IPN rozpoczyna ujawnianie swoich katalogów. Jednocześnie prezes Kurtyka zapowiedział, że przed wyborami nie zostaną ujawnione dokumenty dotyczące kandydujących osób. To poważny błąd.
Zaczęło się kilka tygodni temu od ostrzegawczych pocisków Gazety Wyborczej, która w kilku tekstach dawała do zrozumienia, że - delikatnie mówiąc - oczekuje, iż żadne "ubeckie teczki" nie wyjdą na światło dzienne w kampanii wyborczej. Kurtyka zrozumiał ten przekaz, a jako człowiek inteligentny potrafił skorelować antylustracyjne nagonki z ostatnich kilkunastu lat z artykułami ostrzegawczymi oraz zbliżającym się procesem ujawniania katalogów IPN. Zapewne stanęły mu przed oczami te krzyki oburzenia o upolitycznieniu IPN-u, o "dzikiej lustracji" o "zabijaniu teczkami" oraz "brudnej kampanii wyborczej". Kurtyka zrozumiał i uległ. Część akt nie ujrzy światła dziennego przed wyborami.
Tymczasem, lustracja i działalność Instytutu jest właśnie po to byśmy wszyscy wiedzieli kogo wybieramy. IPN, utajniając czasowo część akt, celowo pozbawia wyborców wiedzy na temat kandydatów. Powiem więcej, akta powinny być jawne szczególnie w okresie przedwyborczym, bo jedyną weryfikacją agentów jest utrata przez nich zaufania publicznego. Po raz kolejny agenci zostali pozostawieni w pozycji uprzywilejowanej i fakt ich współpracy z totalitarnym reżimem znowu nie przeszkodzi im w sięganiu po stanowiska i zaszczyty.
Czego się boi Kurtyka? Zemsty Gazety Wyborczej? Czy nie rozumie, że cokolwiek by zrobił, i tak będą go potępiać? Przecież i tak, gdy tylko zmieni się władza, wyleci on i większość jego współpracowników a lustracja zostanie zaorana wraz ubeckimi aktami? Żeby zyskać poklask mediów, musiałby podpalić te archiwa. Więc raczej nie o to chodzi, prawda? Chodzi o to by ujawniać przeszłość. Po to abyśmy wiedzieli więcej o tych, którzy - licząc na nasze poparcie - aspirują do rządzenia.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)