Jedyną szansą dla prawdziwej lewicy polskiej jest sukces Kaczora. Na pierwszy rzut oka to teza absurdalna. Gdy się jednak głębiej zastanowić, to można dojść do wniosku, że ostatnią deską ratunku dla ideowych socjalistów jest dziś Kaczor.
Jego walka z układem, to jednocześnie walka z "lewicą kawiorową", która - jak powszechnie wiadomo - z ideowością nie ma nic wspólnego. Czy nie chcielibyśmy zamiast gangsterskich gąb Millera, Jaskierni, Szmajdzińskiego czy Kwaśniewskiego widzieć Bugaja, Ikonowicza czy Gwiazdę? Zaoszczędzilibyśmy sobie wówczas jałowego sporu o postkomunistyczną III RP, a zamiast tego mielibyśmy dyskurs w istocie ideologiczny. PZPR w swoich "demokratycznych" mutacjach tak mocno osadziła się na pozycjach nominalnie "lewicowych", że tylko rewolucja antykomunistyczna pozwoli prawdziwej lewicy na zaistnienie, na wykreowanie nowych postaci i wprowadzenie do dyskusji swoich pomysłów na świat. Dlatego każdy uczciwy lewicowiec w Polsce powinien trzymać kciuki za zniszczenie postkomunizmu.
Z drugiej jednak strony Kaczor stanowi dla tej prawdziwej lewicy spory kompleks ponieważ to on realizuje romantyczny mit rewolucji proletariackiej. Rewolucja kaczystowska jest z formalnego punktu widzenia realizacją snu każdego lewaka. I nie jest tak bardzo istotne, że Kaczor wypełnia tę formę konserwatywą treścią, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że rewolucja uderzy w prawdziwych wrogów lewicy, czyli postkomunistów. Lewica ideowa, spod znaku choćby Krytyki Politycznej, czekając na swojego Che Guevarę, dostała najpierw Kwaśniewskiego a później jego młodszego klona- Olejniczaka. Niespodziewanie ich Che Guevarą może okazać się Kaczor. Z tą jednak różnicą, że aby lewicy się udało, ich Che musi wygrać.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)