Do niedawna każdy rozgarnięty mieszkaniec kraju nad Wisłą był przekonany, że Kwaśniewski przywiózł do Polski jedynie zarazek z Rosji. Dziś jednak wiemy, że Kwaśniewski jest również nosicielem zarazka filipińskiego.
Czym jest zarazek radziecki, nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. W formie tysiąckroć przepoczwarzonej atakuje co słabsze organizmy siejąc zniszczenie w trzewiach oraz zwojach mózgowych. Zarazek radziecki, jakkolwiek zdołał przez sto lat swojego istnienia wykształcić sporo odmian, w gruncie rzeczy wywołuje zawsze te same skutki chorobowe u swych ofiar: w sferze anatomicznej powoduje takie zmiany układu pokarmowego, że ten przyswajać zaczyna zamiast kaszanki i knedli ze skwarkami, jedynie kawior (koniecznie astrachański) i szampana (może być Dom Perignon). W sferze zaś mentalnej wywołuje skłonność do mówienia nieprawdy oraz utratę szarych komórek, a poza tym sprowadza pacjenta do pozycji horyzontalnej na okoliczność rozmowy z tym lub innym silnym sąsiadem. Siłę sąsiada zarażony rozpoznaje bezbłędnie, po tym, że sąsiad to ręka karmiąca astrachańskim kawiorem i grożąca od czasu do czasu ujawnieniem "karty choroby", co wiąże się dla pacjenta z powrotem do czasów kaszanki i skwarków. Zarazek radziecki wywołuje u swojej ofiary skłonność do luźnego traktowania swoich obowiązków względem kraju, w którym żyje, a silnie wzmacnia chęć zaspokajania swoich własnych potrzeb, nawet kosztem współplemieńców zarażonych i niezarażonych. Zarazek radziecki to najsilniejszy zarazek we wszechświecie, albowiem jest prawie nieuleczalny i w krótkim czasie zajmuje 99% organizmu ludzkiego, sprawiając, że pacjent staje się zarazkiem.
A co na to zarazek filipiński? Zarazek filipiński wywołuje u pacjenta znaczne obniżenie koncentracji i trudności ze składnym formułowaniem wypowiedzi. Ale przede wszystkim osłabia zaufanie, jakie pacjent posiadał wśród współplemieńców, albowiem osoba zarażona sprawia wrażenie jakby nie do końca szanowała swoich rozmówców. Dlatego też zarazek ten istotnie utrudnia pozyskiwanie zwolenników w walce o zaszczyty i honory stanu.
Problem jednak polega na tym, że naukowcy nie odkryli jeszcze czy zarazek filipiński jest w stanie pożreć zarazka radzieckiego, a ściślej rzecz ujmując, czy jest w stanie pokonać go sposobem być może mało finezyjnym ale skutecznym: poprzez eliminację pacjenta. To znaczy, czy jest w stanie sprawić, że utrata zaufania do pacjenta pozwoli na jego unicestwienie. Myślę, że naukowiec, który tego dowiedzie dostanie nagrodę Nobla. Ale my tutaj, między Bugiem a Odrą, nie możemy czekać w nieskończoność na efekty badań naukowców, albowiem pozostał nam tylko tydzień z okładem. Trzeba więc zarazkowi filipińskiemu pomóc. Panie Donaldzie, Panie Jarosławie: zróbcie to dla nas, jeszcze niezarażonych.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)