Media i opozycja oszalały ze złości, albowiem CBA postanowiło pochwalić się swoimi osiągnięciami. Jak wrzasnął, zwykle bardzo przecież spokojny z usposobienia senator "Skandal" Niesiołowski, PiS "zaangażowało instytucję publiczną w kampanię wyborczą". Gazeta Wyborcza dodała, że "służby strzelają w PO".
A mogło przecież być tak pięknie: nad zwalczaniem korupcji na szczytach władzy mogliby czuwać tak niezależni od politycznych wpływów prokuratorzy jak Kapusta, Kaucz czy Napierski, pod przewodnim kierownictwem ministra sprawiedliwości Jaskierni ps. "Jednoręki Bandyta". I wówczas żadne służby nie zostałyby zaprzęgnięte do eliminowania konkurencji politycznej. Zresztą potwierdzają to obserwacje empiryczne. Czy do 2005 r. w Polsce w ogóle była jakaś korupcja? Oczywiście, że nie. Dopiero fagasy Kamińskiego ją wymyśliły (ergo "sprowokowały") by skompromitować Platformę i LiD.
Kaczory chcą zdobywać punkty wyborcze poprzez chwytanie przestępców. I co w tym dziwnego? Dopóki te akcje są legalne, to niech się nimi chwalą do woli. Właśnie dzięki realizacji swojego programu politycy powinni zyskiwać zaufanie publiczne - to chyba dla wszystkich oczywiste.
Więc o co chodzi? Chodzi o to, że propagandowe sukcesy tego rządu są jednocześnie porażkami opozycji, która jednogłośnie staje w obronie III RP, przeciwko tym, którzy tę III RP kontestują. Chwytanie przestępców jest więc usilnie przez media (zwłaszcza GW) nazywane "prowokacjami". Owszem, jest to termin prawny, właściwy na określenie niektórych akcji CBA czy prokuratury, ale "prowokacja" jest tylko środkiem do celu, celem zaś jest schwytanie przestępcy. Próbuje się więc nas przekonać, że korupcji by nie było, gdyby nie prowokacja "fagasów" z CBA. "Dlaczego akurat działacze opozycji? Dlaczego akurat przed wyborami?" - pytają zadziornie media i politycy partii opozycyjnych. Konsekwentnie więc należałoby na czas kampanii wyborczej zawiesić działania wszelkich służb, by uniknąć zarzutów o ręczne sterowanie. A tak w ogóle to kto określa kiedy się zaczyna kampania wyborcza? Czyż przez ostatnie dwa lata nie mamy nieustannej kampanii? A więc na ile należałoby zawiesić działalność służb?
Gdyby więc CBA nie "sprowokowało" posłanki PO Sawickiej, to nie byłoby zarzutu o upolitycznienie CBA. Gdyby nie było zarzutu o upolitycznienie CBA, to CBA być może nie zrobiłoby konferencji, na której musiałoby się tłumaczyć że nie jest upolitycznione, i że dowody przeciwko posłance są twarde. Wszystko przez to CBA i przez korupcję, rzecz jasna, którą CBA ohydnie prowokuje względem niewinnych działaczy opozycji, ex-koalicjantów oraz... PiSu. Z tym, że tutaj należy się małe wytłumaczenie: gdy polityk PiSu zostanie aresztowany pod zarzutem korupcyjnym, jak np. wiceprezydent Przemyśla, to wówczas prokuratura działa niezależnie. Upolityczniona jest jedynie gdy gnębi Bogu ducha winnych działaczy PO i LiD.
Zresztą, sama Beata uparła się by brać łapówkę w czasie kampanii. Nie mogła, cholera, poczekać do 21 października?



Komentarze
Pokaż komentarze (12)