menda menda
37
BLOG

Scyzoryk w plecy

menda menda Polityka Obserwuj notkę 12

Atrakcyjny Kazimierz, w najgorętszym okresie kampanii wyborczej oficjalnie staje przeciwko swojej partii i popiera partię opozycyjną. Jak widać, nie wszyscy którzy przebywają na terenie Zjednoczonego Królestwa, nabierają dżentelmeńskich manier.

Największy sukces swojego życia Kazimierz Marcinkiewicz zawdzięcza Kaczorowi. Wydobyty znikąd, dostał niepowtarzalną szansę zaistnienia w świadomości społecznej jako nowoczesny europejski, chadecki polityk pokroju - powiedzmy -Orbana, Klausa, czy nawet Aznara i Sarkozy'ego. Takiego mariażu nowoczesności, konserwatywnych zasad i otwartości najbardziej brakuje polskiej prawicy. Niewątpliwie Marcinkiewicz miał zadatki na nowoczesnego, rzutkiego prawicowego przywódcę. Był oczytany, miał niesłychaną łatwość w kontaktach z mediami i opinią publiczną, nie bał się improwizacji i nowych rozwiązań. Czasami wychodził z niego infantylizm i próby nadmiernego podchlebiania się motłochowi, przeciwnikom politycznym i środowiskom, które i tak miały go za nic, ale to nie zmienia faktu że przejawiał duży talent polityczny. Jednakże faktem jest też, że był jest i będzie "za krótki" by dojść bez wyraźnego wsparcia lidera do poziomu ministerialnego, nie mówiąc o stołku premiera. Dostał więc poparcie, i po jego wycofaniu, najpierw w sposób kuriozalny zażądał stołka nie tylko ministra skarbu ale i wicepremiera, a gdy zaproponowano mu tylko jedno z tych stanowisk, obraził się i odwrócił na pięcie. Ten afront nie przeszkodził mu jednak w skorzystaniu z kolejnej przysługi, mianowicie stażu w londyńskich instytucjach bankowych.

Następnie wysyłał do mediów niby przypadkowe sygnały, że jest od Bliźniaków coraz dalej. W jednym wywiadzie (zdaje się, dla Dziennika), sugerował nawet że jego ukochana koalicja POPiS, jest możliwa ale bez Kaczorów. Bez Kaczorów, którym zawdzięcza wszystko, także to że dziś jego scyzoryk wbity w plecy swoim niedawnym patronom cokolwiek znaczy. Jeszcze dwa lata temu taki gest nie znaczyłby nic.

Oczywiście Marcinkiewicz ma prawo popierać kogo zechce i być lub nie być w partiach zgodnie z własnym widzimisię. Tym niemniej jego zachowanie jest totalnie małostkowe, mógł bowiem poczekać te dwa dni z ogłoszeniem odejścia, by nie wpisywać się tym gestem w prymitywną logikę kampanii wyborczej. Byłoby to niewątpliwie zachowanie dżentelmeńskie i nie pozostawiałoby wątpliwości, że Marcinkiewicz odchodzi z przyczyn merytorycznych a nie ambicjonalnych. A tak, mamy obraz parweniusza i karierowicza z wybujałym ego, który chce odegrać się na swojej partii, za to, że postanowiła zamienić go na lepszy model.

Nasz Atrakcyjny Kazimierz nigdy nie będzie polskim Aznarem. A mógł być.

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka