Jedno z bardziej frapujących pytań, które stanęło po ostatnich wyborach dotyczy mediów. Ale nie mediów publicznych, bo z tymi wiadomo co się stanie. Chodzi o media prywatne i ich rolę polityczną w nowej rzeczywistości. Czy, skoro były razem z Platformą w opozycji, to wejdą teraz do koalicji?
Rok temu, na pytanie Wildsteina, dlaczego media komercyjne są tak bardzo antypisowskie, Tomasz Lis - nawet nie próbując polemizować z tą tezą, co samo w sobie świadczy o braku pokory i pewnej ostentacji - odpowiedział, że "media zawsze powinny być w opozycji do władzy" . Podobnie stwierdziła w owym czasie Monika Olejnik, a wczoraj w TVP to samo powtórzyła Janina Paradowska. Słowem, teza o permanentnej opozycyjności mediów względem każdoczesnej władzy stała się w ostatnich dwóch latach powszechna. Abstrahując od tego, że pogląd taki jest aberracją, bo primo media nie są od wspomagania lub atakowania polityków tylko od informowania i komentowania ich działań, secundo w mediach powinien być pluralizm ideowy i kryterium ideologiczne powinno je różnicować, to postawa jaką przyjęły wszystkie niemal media prywatne względem rządu Kaczora, sprawia, że teraz mogą łatwo wpaść w pułapkę własnej strategii politycznej.
Dosyć łatwo będzie można bowiem sprawdzić, jak po zmianie władzy będą reagować i porównać to z reakcjami sprzed kilku tygodni czy miesięcy. Załóżmy, że pewien szeregowy poseł PSL będzie podejrzany o wykorzystywanie seksualne swojej asystentki. Czy Gazeta Wyborcza krzyknie na pierwszej stronie do Platformy "Kończcie już tę koalicję"? Załóżmy, że Donald Tusk wymienia obsadę w mediach publicznych. Czy Tomasz Lis obwieści koniec wolności słowa i krach demokracji, a Michnik zrobi objazd z tą "dobrą nowiną" po całej Europie? Co się stanie gdy z mediów prywatnych zwolniony zostanie dziennikarz nieprzychylny Platformie? Czy zostanie ogłoszone wszem i wobec, że Tusk, swoimi naciskami go zwolnił?
Czy media z równą dociekliwością będą śledzić tak istotne elementy z życia przyszłego premiera jak to czy posiada on konto, prawo jazdy i co porabiał 13 grudnia 1981 r.? Czy w ramach krytyki polskiej polityki zagranicznej, dowiemy się od miękkich chłopców z TOK FM, jaka to pani minister jest nieatrakcyjna fizycznie? Czy pomyłki w kolejności wywieszenia flag Polski i Unii będą też naszymi porażkami dyplomatycznymi, czy może nikt na nie nie zwróci uwagi? A jeśli polska delegacja na jakimś szczycie unijnym zażąda korzystnych dla siebie rozwiązań, to czy też przez media przejdzie okrzyk "dyplomatołki"? Czy gdy nowy premier dostanie zaproszenie od partii nacjonalistycznej z innego kraju na jakiś zjazd, i na nie nie odpowie, to czy gazety napiszą, że premier utrzymuje kontakty z nazistami?
A co jeśli CBA pod kierownictwem jakiegoś "machera" złapie posła PiSu na gorącym uczynku? Czy TVN24 będzie go pokazywał bezustannie zapłakanego, nieszczęśliwie zakochanego i wykorzystanego przez seksbombę z CBA, a pominie treść nagranych przez CBA rozmów, w których poseł ów będzie powoływał się na wpływy w kierownictwie swojej partii przy robieniu gigantycznego przekrętu?
A'propos nagrywania, wkrótce Sekielski z Morozowskim będą mieli okazję udowodnić tezę o swojej niezależności i obiektywizmie, albowiem lada dzień ruszają negocjacje koalicyjne. Mam nadzieję, że Gruby i Chudszy zamontują w pokojach hotelowych posłów PSL i PO ukryte kamery i nagrają te rozmowy, by potem pokazać, że szukanie poparcia parlamentarnego dla rządu nie polega na wspólnym studiowaniu "Dwóch traktatów o rządzie" Locke'a, tylko na handlowaniu stanowiskami. Mam nadzieję, że - w imię dziennikarskiego obiektywizmu - po tym pełnym oburzenia show na żywo w TVN, wszystkie media wezwą rząd Tuska do podania się do dymisji.
Mam wrażenie, że jedynie Gazeta Wyborcza ma tutaj pewien dylemat, albowiem jej celem było i jest wspieranie komunistów i ich przystawek zwanych wesoło "solidarnościowymi" a także walka ze wszelkimi przejawami symbolicznego choćby rozliczenia z komunizmem. Może się bowiem okazać, że - jeśli Tusk nie będzie odbierał i stosował zaleceń płynących z Czerskiej - dobra prasa Platformy w Najtańszej Gazecie w Polsce skończy się, a michnikowcy skupią się na wspieraniu "MordyTyNaszej". Można to wnioskować z publikowanych od czasu do czasu połajanek pod adresem Tuska, że nie jest dość agresywny wobec Kaczorów.
Tak, czy inaczej, media prywatne tak daleko zaszły w zaangażowaniu politycznym (wręcz partyjnym - GW złamała ciszę wyborczą w jednym tylko sobotnim numerze z dziesięć razy), że teraz, gdy wydarły władzę tym, których nienawidziły i przekazały ją tym, których akceptowały, stanęły przed koniecznością sprostania próbie wiarygodności. A ściślej rzecz ujmując, będzie to próba polegająca na takim ukształtowaniu swojej nowej (starej?) linii, byśmy nie zorientowali się, że tę wiarygodność dawno utraciły.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)