Powszechną taktyką zwalczania ideowej i politycznej konkurencji jest kreowanie a potem sztuczne dowartościowywanie wewnętrznej opozycji w szeregach przeciwnika.
Zaburzanie proporcji
W internetowej wyszukiwarce portalu gazeta.pl postanowiłem przeprowadzić dowód na skalę obsesji jaką to medium ma na punkcie Radia Maryja. Wpisałem hasło "Radio Maryja" i wybrałem opcję wyszukiwania tekstów "z ostatniego roku". Wyszukiwarka znalazła... 548 tekstów. Gazeta Wyborcza wyszła w ostatnim roku około 310 razy, w tym czasie Radio Maryja gościło na jej łamach co najmniej około 550 razy (piszę "co najmniej" bo w archiwum internetowym nie ma wszystkich tekstów, które ukazały się na papierze). A zatem czytelnik gazety Michnika był codziennie bombardowany prawie dwoma tekstami (1,8 tekstu na numer) traktującymi w mniejszym lub większym stopniu o Radiu Maryja. Jeszcze ciekawiej to wygląda z hasłem "Rydzyk". Na to hasło wyszukiwarka z Czerskiej znajduje aż... 983 teksty z ostatniego roku. Co daje średnio ponad 3 teksty dziennie!
W tym samym roku, udział w rynku rozgłośni radiowych jaki miało radio Rydzyka wyniósł 1,90 % (według badań Radio Track SMG/KRC A Millward Brown Company). Udział ten stale od 1998 roku spada. Dla porównania, udział RMF stale przekracza 20 %, a w niektórych miesiącach dochodzi do 33%. Aby jednak miarodajnie ocenić skalę medialnego oddziaływania Rydzyka, należy wziąć pod uwagę cały rynek mediów, tak elektronicznych jak i papierowych. Gdy dokonamy takiego orientacyjnego choćby zestawienia to Radio Maryja (wraz z deficytowymi TV Trwam oraz Naszym Dziennikiem) stanowi jakiś malutki promil, kropelkę w oceanie. Jest to - przypominam, bo to okoliczność niebagatelna - ocean mediów nie tylko ideowo różnych ale wrecz wrogich temu radiu.
Sterowanie gniewem
Skala bombardowania Rydzykiem (nie tylko przez Agorę: T. Lis ciągu dwóch miesięcy potrafił zrobić o Radiu Maryja trzy programy, co celnie wykpił jakiś polityk pytając "Co z tym radiem?") jest tak ogromna, że przeciętny odbiorca mainstreamowych mediów wie wszystko o tym radiu co potrzeba: że "sieje nienawiść" i "antysemityzm", że robi ludziom "pranie mózgu", że "steruje" polskimi władzami, że "Watykan mowi Rydzykowi dość" . Z tym, że tę wiedzę czerpie nie słuchając w ogóle rzeczonej rozgłośni. Ci mniej rozgarnięci, jak np. Władysław Frasyniuk, tak bardzo wierzą w tę kreację medialną, że werbalizują to, czego wprost powiedzieć nie może medialny salon, czyli wzywają do zakneblowania Radia Maryja.
Gazeta Wyborcza przyjęła na siebie trudny obowiązek przekazywania swojemu czytelnikowi wieści z anteny Radia Maryja, ale nie tylko. Otóż, jakiś czas temu wysłała do toruńskiej szkoły Rydzyka swojego dziennikarza, który podał się za studenta i zamieszkał nawet w akademiku, aby wykraść tajemnice "sekty ojca Rydzyka" . Po kilku tygodniach "śledztwa" efekt był tak żenujący, że pismak, aby ratować materiał pisał coś o tajemniczych szmerach jakie słyszał w szybie wentylacyjnym akademika, co miało oznaczać podsłuchy, inwigilację i Bóg wie co. To groteskowe. Tymaczasem ton artykułów o tym radiu sugeruje, iż jest to jakaś potężna siła.
Co ciekawe, w latach 90-tych ilość tekstów w Gazecie Wyborczej o Radiu Maryja nie przekraczała kilku, kilkunastu rocznie. No, ale wtedy wszystko było odpowiednio poukładane: Kaczory i inne oszołomy spacyfikowane w bunkrze, a rolę prawicy odgrywali Wałęsa, Olechowski i - w sferze medialno-intelektualnej - Tomasz Wołek i Aleksander Hall. I nikomu nie przeszkadzał fakt, że w tych czasach - w odróżnieniu od ostatnich lat - w Radiu Maryja można było spotkać rzeczywiste, a nie wymyślone, wypowiedzi antysemickie czy ksenofobiczne. Wtedy znikome oddziaływanie radia usprawiedliwiało milczenie nad "sianiem nienawiści i antysemityzmu".
Po co im Radio Maryja?
Możnaby było jeszcze tolerować tak ogromne zainteresowanie niewiele znaczacym radiem, gdyby ono rzeczywiście czyniło jakieś obiektywne szkody społeczne. Tymczasem jedynym wykazanym jak dotąd skutkiem działalności mediów ojca Rydzyka, jest to, że grupka staruszek głosuje nie na tę partię, na którą chciałyby pozostałe media, co zwiększa tej partii poparcie o jeden, może dwa procent. Jest to więc skutek sensu stricto polityczny. I o to chodzi establishmentowi, a nie o jakąś troskę o kondycję moralną społeczeństwa. Tę zarzucili już dawno.
Ale skutek polityczny, o którym mowa powyżej nie ma jednego, czysto wyborczego wymiaru. Z Rodziny Radia Maryja tworzy się partię polityczną, a ściślej rzecz ujmując pełnoprawną, równoważną opozycję ("radykalne skrzydło" jak określił któryś z dziennikarzy G.W.) w szeregach polskich konserwatystów. Próbuje się, z coraz bardziej mizernym skutkiem, z Radia Maryja zrobić odnośnik na linii sporu Polska otwarta - Polska zamknięta, liberalna - konserwatywna, postępowa - wsteczna. Podobnie sofizmatyczny charakter miało wywoływanie wrażenia, że Rydzyk steruje Kaczorem, mimo że fakty świadczą o zupełnie czymś odwrotnym: że to Kaczor w sposób cwany wykorzystuje Rydzyka dla tych kilkuset tysięcy głosów.
Dla zobrazowania tego zjawiska, sprawdźmy jak intensywnie Gazeta Wyborcza polemizuje w ostatnim roku z innymi (w rzeczywistości głównymi) "skrzydłami" polskiego konserwatyzmu: hasło "Ryszard Legutko" (92 teksty), "Zdzisław Krasnodębski" (37 tekstów), "Arcana" (18 tekstów), "Fronda" (35 tekstów). Gołym okiem więc widać, kogo polscy lib-lewicowcy wybierają sobie na partnera do dyskursu ideologicznego... Nie twórców polskiej myśli konserwatywnej, nie wiodące ośrodki intelektualne i medialne tego nurtu, tylko niejakiego Tadeusza Rydzyka.
Chore zapędy politykierskie toruńskiego kaznodziei to problem co najwyżej dla kościoła. Dla mediów liberalnych powinien być to wyłącznie znak, że w Polsce wolność słowa ma się zupełnie dobrze. Tymczasem, tworzy się zjawisko w cywilizowanej, liberalnej demokracji niebywałe: prawie wszystkie media podjęły się roli stałych recenzentów innego medium.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)