menda menda
123
BLOG

Standardy rządzenia - pierwszy test Donalda Tuska

menda menda Polityka Obserwuj notkę 10

Gdy w 2006 roku cień podejrzenia o współpracę z bezpieką padł na Zytę Gilowską, w ciągu kilku godzin Marcinkiewicz został zmuszony do jej odsunięcia, co niezwłocznie uczynił. Podobnie zachował się prezydent, gdy jeden z jego ministrów przyznał się do bycia agentem.

Było to wprowadzenie nowego standardu w lustracyjnej polityce najwyższych władz, zgodnie z którym już samo podejrzenie współpracy jest podstawą do natychmiastowej dymisji polityka na czas wyjaśnienia wątpliwości w odpowiednim trybie. Standard ten był jednak tylko pochodną fundamentalnej zasady jaka przyświecała rządowi Kaczyńskiego: w polityce nie ma miejsca dla agentów, choćby byli nawet najlepszymi fachowcami. Agent totalitarnych służb nie ma kwalifikacji moralnych do pełnienia funkcji zaufania publicznego, bo już kiedyś tego zaufania nadużył.

Niespodziewanie szybko przed testem ze znajomości tej zasady stanęła Platforma. I zanim zaczęła rządzić, już go oblała. Oto bowiem mamy kandydata na ministra - agenta SB, który wiedząc, że IPN jeszcze nie jest "odzyskany", a więc mając prawie pewność, że jego kolaboracja wyjdzie na jaw, "przyznaje się" do swojej współpracy. I jak reaguje przyszły premier? Namawia usilnie agenta SB, by ten, mimo swojej przeszłości i wieloletniego sprawowania różnych funkcji publicznych w kłamstwie, jednak dołączył do rządu. Co więcej, z hipokryckim, sztucznym przejęciem mówi, że jest "pozytywnie poruszony" wyznaniem Michała Boniego. Mówi także, że ta sprawa świadczy o tym "jak ważna jest jawność i przejrzystość" w życiu publicznym. Warto więc zadać Panu Donaldowi pytanie, czy "jawność i przejrzystość", którymi wyciera sobie gębę jest celem samym w sobie, czy jedynie środkiem do realizacji standardów moralnych rządzenia państwem? Czyż nie po to dążymy do jawności, by dzięki niej odkryć patologie i je usuwać? Na co się zda przyszłemu premierowi jawność życiorysu jego ministra, skoro z tej jawności nie zamierza uczynić pożytku dla państwa?

Celowo abstrahuję tutaj od przyczyn podjęcia przez Michała Boniego współpracy oraz charakteru tej współpracy, bo znamy tylko relację samego agenta, która jest zawsze taka sama:"zmuszono mnie, grożono mi, nikomu nie zaszkodziłem" . Czy Tusk zna zawartość teczki TW o ps. "Znak", że tak śmiało wystawia mu glejt moralności? Czy nie zasiała wątpliwości w głowie Tuska sprzeczność relacji Michała Boni, który z jednej strony opowiada o tym jak bardzo był sparaliżowany szantażem SB, a z drugiej że tak naprawdę nic od niego nie wyciągnęli i opowiadał im tylko pierdoły? Gdy więc idzie o fakt podpisania lojalki - szantaż zadziałał, a gdy przyszło do przekazywania informacji, to już Boni nie czuł się szantażowany?

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka