menda menda
263
BLOG

Prostactwo i autorytety prowadzące

menda menda Polityka Obserwuj notkę 36
Podobno w polskiej polityce, gdy nastały rządy Kaczyńskich, nastąpiło "obniżenie standardów", "zdziczenie obyczajów" a życie publiczne zalały "potoki chamstwa". Podobno obelgi zastąpiły kulturalną dyskusję a politycy zaczęli mówić do siebie przy pomocy wyzwisk. To wszystko prawda - autorytety prowadzące znów mają rację!

Kilka miesięcy temu, Tomasz Lis, czołowy dziennikarz polityczny w Polsce, na antenie TOK FM, przy wtórach i ku uciesze Jacka Żakowskiego i Tomasza Wołka chamsko przedrzeźniał koleżankę po fachu - Joannę Lichocką. Grupa dziennikarzy, która oburzona zareagowała na ten wybryk usłyszała od Lisa, że czepiają się go bo są "prawicowi" , a sama Lichocka nie doczekała się nawet słowa "przepraszam" - usłyszała zaś tchórzliwą wymówkę "damskiego boksera", że przedrzeźnianie nie dotyczyło jej.

W tym samym radiu, dwóch wesołych dziennikarzy, których nazwisk nie pomnę, nie tylko dlatego, że na to nie zasługują, wyśmiewało się z fizis minister Fotygi, na okoliczność komentarza do wyborów miss czegoś tam. Bo to takie zabawne jest, gdy porównamy dwie kobiety i parskniemy śmiechem, z komentarzem, że to porównanie naszym zdaniem wypada na niekorzyść urody jednej z nich.

Obrażonej przez Lisa Lichockiej zresztą dostało się i od innego autorytetu III RP, profesora Winieckiego. W tekście z października b.r. zrównał ją z ziemią przy pomocy prywatnych wycieczek, insynuacji i zwykłych wyzwisk tylko dlatego, że ośmieliła się ona - w bardzo delikatny zresztą sposób - merytorycznie polemizować z jego tezą, że Polską rządzą narodowi bolszewicy.

Kobiety nie mają łatwo u przeciwników kaczyzmu. Od "anglosaskiego gentlemana" Radka Sikorskiego dostało się także Nelly Rokicie i posłance Szczypińskiej: "Znamy jakość i wartość Rokity, Jana Rokity, i do tej wartości Nelly Rokita ma się tak jak kreacja Chanel do torebki posłanki Szczypińskiej”. Nad poziomem intelektualnym tudzież psychiką Zyty Gilowskiej dumał ongiś publicznie profesor Hausner. Nad zdrowiem psychicznym kaczystów deliberował także poseł Kalisz, snując prawnicze opinie na temat dopuszczalności usunięcia prezydenta ze stanowiska ze względu na jego chorobę psychiczną.

Wspomniany powyżej Sikorski był łaskaw w czasie kampanii wyborczej uprzejmie zwrócić się do członków PiS-u z brytyjskim pozdrowieniem: "wyrżniemy watahę!". A jego kolega klubowy Niesiołowski, tę watahę przyrównał do stalinowców i nazwał "miernotami".

Ale, jak to się mówi, ryba psuje się od głowy, wspomniani powyżej - ekhem - gentlemani poczynają sobie tak a nie inaczej, bo dostają na to przyzwolenie od swoich autorytetów prowadzących. Taki Wałęsa wyczerpał już chyba cały swój słownik, albowiem z jego ust padły zarówno "debile", "matoły" jak i "psychole". Inny autorytet prowadzący, profesor Bartoszewski był uprzejmy nazwać członków i zwolenników PiSu "bydłem", Kaczyńskich personalnie - "dewiantami", zaś polskich dyplomatów "matołkami" oraz "małpkami fiki-miki".

No dobra, dosyć już tej wyliczanki. Zastanówmy się nad jakąś konkluzją generalną. A mianowicie czy takiemu Bartoszewskiemu, Wałęsie rzeczywiście więcej wolno? I czy przypadkiem fakt, że sobie oni folgują w ten niewybredny sposób, nie oddziałuje na ich uczniów a także na masy? Skąd takie potoki chamstwa na forach internetowych, gdzie gawiedź różnej orientacji politycznej używa sobie na osobach publicznych ile wlezie? A, przypomnę, to co czytamy na internecie to okrojona wersja tego co motłoch chce powiedzieć naprawdę, albowiem moderatorzy automatycznie wyrzucają komentarze zawierające wulgaryzmy. Ale zostawmy motłoch. Wróćmy do uczniów autorytetów prowadzących: czy chamstwo Lisa wynika li tylko z jego własnych predyspozycji charakterologicznych oraz poczucia bezkarności, czy może wypływa z przekonania, że skoro Bartoszewski może to i on może. No i z pewności - rzecz jasna - że Bartoszewski może. Wystarczyłoby gdyby Bartoszewski czy inny autorytet prowadzący (jakikolwiek, byle był uznany przez media i motłoch) odciął się od takich wypowiedzi, zapewne ani Lis nie drwiłby z kolegów, ani Tusk nie wyśmiewał się z "moherów". Tyle tylko, że żaden autorytet, nawet jeśli sam nie jest chamem, nie upomni prostaka za prostactwo, dopóki prostak działa w "słusznej sprawie".

No, a co by było gdyby znana ze swej wredności menda, nazwała żonę Lisa, z którą biega on, jak przystało na poważnego publicystę, po magazynach dla gospodyń domowych, dajmy na to "lampucerą"? Czy Lis poczułby się urażony? A co by było gdyby taka menda przyrównała żonę "angielskiego gentlemana", inteligentną skądinąd kobietę, do starego, używanego przez wielu kierowców forda kombi z obwisłymi zderzakami? Czy angielski gentleman zapragnąłby przyłożyć mendzie w gębę?

No ale skoro autorytet prowadzący może, uczeń może, motłoch może, to menda tym bardziej, prawda?

Ps.: Zwolennicy tezy o winie Kaczorów w obniżeniu jakości języka polityki, na powyższe przykłady odpowiadają, że te "wpadki" autorytetów są wymuszone atakami słownymi kaczystów. Guzik - prawda, nie ma tutaj symetrii. Owszem, Kaczor powiedział o opozycji, że stoi tam gdzie stało ZOMO, tyle tylko że tego typu określeń (a było ich więcej) nie rozpatrujemy w kategoriach kindersztuby tylko co najwyżej dopuszczalności ekstremalnych figur erystycznych w dyskusji. To jest zupełnie inny poziom dyskusji.

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (36)

Inne tematy w dziale Polityka