menda menda
134
BLOG

Trefniś na etacie

menda menda Polityka Obserwuj notkę 22

Nasz rodzimy salon, czyli doborowe towarzystwo wydające polecenia ludowi, co ma czytać, oglądać, kogo popierać, a z kogo się nabijać, zdołał w ciągu 18 lat wykształcić nie tylko rzeszę medialnych autorytetów, oraz kolportujących wiedzę o nich stachanowców salonowej pracy u podstaw, ale także stworzył zawód salonowego trefnisia.

Salonowy trefniś to postać oddelegowana do politycznej pracy u podstaw na odcinku kultury masowej. Najczęściej zadania swoje wykonuje jako satyryk, kpiarz, kuglarz lub inny showman. To do niego w pierwszej kolejności należy kreowanie wyobraźni młodzieży i dbanie o to by wyrosła na wykształciuchów. Jego zadaniem jest również "zabezpieczanie" propagandy salonowej od strony rozrywkowo - satyrycznej. Pod pozorem powierzchownego komizmu i karykatury, przemyca komunikat: "to jest cool, a tamto - wręcz przeciwnie".

Pierwszym (chronologicznie) trefnisiem III RP, prekursorem salonowego pajacowania był Michał Ogórek z Gazety Wyborczej. Już u niego widać najważniejszą wspólną cechę wszystkich pajaców: całkowita dyspozycyjność względem wyznaczanych przez salon trendów. Gdy na wokandę wchodziła po raz kolejny lustracja, Ogórek naśmiewał się z lustracji, przypominając o "oszołomie Macierewiczu", kiedy zagrożeniem miał być Wałęsa, kpinom z "elektryka" nie było końca, gdy zaś Wałęsa stał się na nowo użyteczny w walce z nowym wrogiem, czyli Kaczyńskimi, cięte pióro Ogórka, przypadkowo go omijało. Ogórek potrafi i dziś bezbłędnie wyczuwać skąd wieje wiatr i co ze sobą przynosi. Gdy wszystkie niemal media zaangażowały się w akcję: "nieszczęśliwie zakochana i zbrukana posłanka Sawicka", Ogórek pisał:

"Po sprawie posłanki Sawickiej nabrałem sporych wątpliwości, czy aby w ogóle dobrze jest do władzy wybierać kobietę. Nawiązanie przez agenta CBA intymnych z nią stosunków, generał Rapacki skomentował w "Dzienniku": - W ten sposób nie trudno byłoby profesjonaliście namówić kobietę do wzięcia udziału w zabójstwie, nie tylko korupcji. Żeby nie było, że jest to jakiś szowinistyczny, męski punkt widzenia zacytuję jeszcze potwierdzenie dr Milskiej-Wrzosińskiej dla "Gazety": - Mężczyźni częściej się demoralizują dla idei, kobiety - dla uczuć.

Wynika stąd jednoznacznie, że rozkochana kobieta po prostu traci głowę i jest to rzecz przypisana jej biologicznie."

Kolejnym trefnisiem oddelegowanym przez salon na odcinek młodzieżowo - rozrywkowy, jest Jerzy Owsiak. Ten infantylny, posiadający dosyć lekki stosunek do odpowiedzialności za słowa i czyny, demiurg młodzieżowej rewolty lewicowej, stanowi przykład ludowego nauczyciela postmodernizmu dla nieuświadomionych dzieciaków w dredach i koszulkach z trupimi czaszkami. Czyż jego słynne "Róbta co chceta" to nie to samo co - przypisywane Sartre'owi - "zakazuje się zakazywać" ? Sartre w latach 60-tych zakazywał burżujom zakazywać czegokolwiek ich narybkowi, czterdzieści lat później, jego polski odpowiednik przemyca leseferyczną filozofię z rockowej sceny, pod którą, w bajorze błota tarzają się, czekający na takie właśnie ułatwiające im życie formułki, nastolatkowie. A wszytko to dzięki koncesji danej mu przez rodzimy salon - koncesji na zaszczepianie postmodernizmu. Za kilka lat, ci młodzi ludzie mają stać się polskim "pokoleniem 68", które, tak jak to się stało na Zachodzie, przejmie władzę nad umysłami i portfelami Polaków.

Jednym z zasadniczych spoiw, które łączy medialnego kuglarza salonowego z jego macierzą, jest sofizmatyka, a w zasadzie dialektyka, którymi się posługują i bez których nie jest możliwy ich przekaz. Kolejny nadworny kuglarz - Kuba Wojewódzki, tuż po ogłoszeniu Daniela Passenta agentem SB, zaprosił TW "Johna" vel "Daniela" do swojego programu, a prawie cała rozmowa dotyczyła okropieństw rządów Kaczorów. Istotnym jej punktem było pokazanie tych okropieństw przy pomocy przykładu, dowodu "z dokumentu" czyli ściągniętej z internetu "Listy Polskich Żydów", na której to znalazł się Passent. Wojewódzki dawał dwuznacznie do zrozumienia, że winą Kaczorów jest, iż takie listy powstają. Szkopuł w tym, że Kaczyńscy sami znajdują się na liście, którą do studia przyniósł Wojewódzki, o czym oczywiście ten ostatni nie poinformował. Programy Wojewódzkiego to w treści, o ile da się ją wyłuskać z potoku prostackich żartów i bon-motów, miszmasz popkultury, satyry i polityki, spreparowany jednostronnie i tak umiejętnie spojony klejem literackim, że widz, do którego trafia satyra Wojewódzkiego "łyka" przy okazji przyklejony do niej przekaz polityczny bezrefleksyjnie. Wojewódzki jest przykładem nowej polskiej burżuazji, która obnosząc się ze swoją pozycją materialną i medialną, w sposób nachalny "urabia" swoim widzom mózgownice i pokazuje: "patrzcie jaki jestem fajny - chcecie być tacy sami, to myślcie jak ja". Przekonywanie, że poglądy inne niż prowadzącego są niefajne i "passe" jest w tym programie tak intensywne, że widz, zwłaszcza ten, który jest "targetem" Wojewódzkiego, nawet nie pomyśli o zdobyciu się na odwagę pójścia pod prąd trendowi wyznaczanemu przez kuglarza, tym bardziej, że polityką się w ogóle nie interesuje i nie zna innych źródeł wiedzy o niej.

Podobną rolę odgrywa Szymon Majewski, którego żarty w stylu: zarost na dekolcie posłanki Hojarskiej, przeplatają się z dyskretnym - w odróżnieniu od programu Wojewódzkiego - przekazem politycznym. Naśmiewanie się z lustracji, jakkolwiek na pierwszy rzut oka stanowi fajny motyw dla audycji telewizyjnych, świadczy niewątpliwie o braku wrażliwości i wyobraźni tego trefnisia. Za tymi "teczkami", które w żartach Majewskiego są obsesją niektórych polityków czy działaczy, kryją się dramaty ludzkie: nierzadko cierpienie fizyczne i śmierć. Widz Majewskiego najczęściej nie jest jednak zdolny do takiej głębszej diagnozy, co zawdzięcza odpowiedniemu "urabianiu" jego i jego rodziców przez salon.

Najnowszą wersję salonowych trefnisiów stanowią redaktorzy "Szkła kontaktowego". Program ma trochę z działalności Ogórka, to znaczy ma - poza satyrycznymi - ambicje tłumaczenia rzeczywistości swoim widzom. Ale jednocześnie wokół programu tworzona jest aura elitarności: widzowie jak i prowadzący śmieją się zawsze z tych samych dowcipów i spijają sobie nawzajem z dziubków. Tutaj działa ten sam mechanizm, którym posługują się inni trefnisie: tworzenie swoistego snobizmu w poczuciu humoru: z tych postaci, poglądów, zachowań się śmiejemy, a z tamtych już nie i to nas łączy, i to nas wyróżnia.

Nowy premier rozpoczyna kierowanie państwem, mimo że do tej pory kierował tylko swoim gospodarstwem domowym. Czyż to nie powód do kpin w "Szkle kontaktowym"? W każdym razie na pewno powód nie gorszy niż to, że poprzedni premier nie miał konta... Albo mąż opatrznościowy Platformy: Bartoszewski. Czyż nie "wystawił" się on satyrykom, miotając bezmyślnie wyzwiskami w kierunku przeciwników politycznych? I tutaj dochodzimy do sedna problemu: podstawową wadą żartów w "Szkle kontaktowym" jest to, że ich wartość rozrywkowa najczęściej nie zależy od zawartości humorystycznej, tylko od poglądów politycznych odbiorcy żartu. Nie ma nic bardziej żenującego, niż żart, którego efekt uzależniony jest od niechęci widza do jakiejś partii politycznej.

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (22)

Inne tematy w dziale Polityka