Siły postępu, "miłości" i "zaufania" przejęły władzę dzięki pomocy mniej lub bardziej formalnych ośrodków wpływu. Istnieje jednak domniemanie graniczące z pewnością, że owe ośrodki rzadko angażują się w interesy polityczne pro publico bono albo dla hecy. Tak już niestety został skonstruowany ten świat: polityka jest interesem, a jak powszechnie wiadomo, w biznesie "żeby wyciągnąć trzeba najpierw włożyć". Kto więc "włożył" i co z tego interesu "wyciągnie"?
Pierwsza jest tradycyjnie Agora. Jej media włożyły w ten interes - stosunkowo do swej potęgi - najwięcej. Ten fakt, różnie określany: raz jako propaganda, raz jako bycie "kontra" do władzy, nie jest kwestionowany nawet przez samych agorowców. Cóż takiego może więc zaoferować Tusk mediom michnikowym jako wotum wdzięczności za wyniesienie do władzy? Spokój lustracyjny? To oczywiste. Ale to za mało. I tutaj, drogi Czytelniku, sięgnij pamięcią kilka lat wstecz, do pewnego przyjęcia - grilla u Heleny Łuczywo, na którym to grillu Agora piekła z SLD pieczeń polskich mediów. Było to tuż po wyborach (parlamentarnych i prezydenckich) wygranych przez postkomunistów między innymi dzięki wsparciu Agory. Wówczas Miller z Kwaśniewskim, przy pomocy "zderzaków" w postaci Jakubowskiej, Czarzastego i Nikolskiego spłacali wyborczy dług. A że chcieli oszukać Agorę, nie wywiązując się z dżentelmeńskiej umowy i żądając kasy za coś co zostało spłacone w przedpłatach, to skończyli jak skończyli.
Nie mało zainwestowali też w Platformę inni magnaci medialni: TW "Polsat" i TW "TVN". Oj napracowały się te Lisy ("bardzo nam pomógł" - cyt. z posłanki PO), Morozowskie, Kolendy i inne pastorałki, by Tusk mógł teraz w glorii premiera opowiadać przez trzy godziny pierdoły w sejmie. No więc Agora, TVN i Polsat mogą dostać to czego nie dostali w wyniku faux pas Rywina, czyli kawałek tortu medialnego. Problem w tym, że tak ostentacyjnie (poprzez łapówkarstwo i majstrowanie przy tekście ustawy) zrobić sie już tego nie da. A więc Tusk - zdając sobie sprawę z tej trudności - sam wychodzi z inicjatywą innego prezentu dla mediów prywatnych, czyli - cytuję dosłownie - "osłabienia mediów publicznych" (sic!). A więc p.o. właściciela mediów państwowych oświadcza, że będzie swoją własność celowo deprecjonował. Zaiste, nawet jak na Kaszuba, to postawa zdumiewająca. Sam zaproponował już nawet swoim wyborczym dobrodziejom sposób w jaki pomoże im w usunięciu konkurencji: zlikwidowanie abonamentu. Owóż zakręcenie kurka z abonamentem całkowicie uzależni media publiczne od władzy politycznej i osłabi je kosztem konkurencji. Media te staną pod ścianą: albo zaczną być komercyjne sensu stricto albo... znikną, ergo zostaną sprywatyzowane. Jednakże w komercyjnym segmencie TVN i Polsat osadziły się już dawno i są w tym po prostu lepsze, więc ta alternatywa nie ma szans powodzenia. Pozostaje więc unicestwienie przez powiększenie konkurencji, zwane przez Platformę prywatyzacją.
O prywatyzacji, czyli drugim (po "osłabieniu") możliwym wotum dziękczynnym mówiło się już za Millera. Telewizyjną Dwójkę mieli kupić po kolei michnikowcy, walterowcy i solorzowcy. Ale coś "się rypło" (wybuchła afera Rywina) więc do wręczenia prezentu nie doszło. Także dziś na korytarzach TVP błąka się plotka, że los Dwójki jest przesądzony i że zniknie w paszczy któregoś z potentatów medialnych. Ale nawet gdyby te plotki miały się nie sprawdzić, to wydaje się, że jakaś forma "osłabiania" mediów publicznych np. poprzez zlikwidowanie abonamentu jest przesądzona, skoro mówią o tym otwarcie sami rządzący. A to oznacza miliardowe korzyści dla wszystkich mediów prywatnych. Włożyli, to i wyciągną.
Niewątpliwie Tuskowi pomogły także liczne ośrodki zagraniczne, zarówno medialne (dziesiątki gazet) jak i stricte polityczne (np. najbardziej wpływowy eurodeputowany: Schultz, sabotujący polskie władze na arenie międzynarodowej). Jak więc Tusk może odwdzięczyć się zagranicy? Zachodowi już zaczął spłacać dług poprzez zapowiedź ochoczego podpisania czegokolwiek mu pod rękę Schultz nie podłoży, na początek Karty Praw Podstawowych. No a co ze Wschodem, który też, jak mawiają złośliwi, pomagał ile mógł w tej kampanii, a który stracił w ciągu ostatnich dwóch lat być może ostatni swój ośrodek wpływu w Polsce czyli WSI? Wschodowi Tusk chce się odwdzięczyć, zapowiadając sprzedaż polskich spółek energetycznych i rezygnując z blokowania akcesu quasi-totalitarnej Rosji do OECD. A kto wie, może wkrótce zgodnie z nową polityką zagraniczną złoży kilka wizyt w Moskwie, nie oczekując żadnej rewizyty? I, kto wie, może "kacapy" w zamian wspaniałomyślnie wpuszczą do siebie nasze mięso, by dać argument nowym przyjaciołom z kraju "priwislanskiego" na arenie wewnętrznej?
Wymieniłem tylko największe ośrodki wpływu i ich potencjalne profity powyborcze. A przecież pozostały jeszcze środowiska uczelniane, korporacje zawodowe, finansjera krajowa i zagraniczna, różne organizacje związkowe itd. Wszystkie one na swoim poletku pracowały jak mogły by wymienić władzę w Polsce. Niektóre z nich chcą tylko spokoju, ale część zażąda zapewne czegoś więcej.
Nikt w dotychczasowej historii "młodej polskiej demokracji" nie był tak mocno promowany przez rozmaite lobby medialne i polityczne, nigdy jeszcze ośrodki zagraniczne nie włączyły się tak otwarcie w kreowanie naszej polityki wewnętrznej, dlatego też nikt przed Tuskiem - głównym beneficjentem tej operacji - nie miał tak dużych długów do spłacenia. Niech więc nie dziwią nikogo pozornie absurdalne, bo godzące w interesy skarbu państwa, zapowiedzi sprzedaży lub osłabienia tego lub owego fragmentu naszej wspólnej własności. Długi trzeba spłacać. Oczywiście, z pieniędzy podatników.



Komentarze
Pokaż komentarze (33)