Na westernach świat wygląda bardzo prosto i transparentnie: prawy i sprawiedliwy szeryf ściga złych przestępców. Ale Dziki zachód w Polsce Anno Domini 2007, jaki prezentują nam media oraz politycy, jest nieco bardziej... zniuansowany.
Warunkiem powodzenia każdej akcji propagandowej jest to aby wszyscy biorący w niej udział działali w sposób zorganizowany i skorelowany. Im trudniejsze wyzwanie, tym większą ilość podmiotów trzeba zaangażować. Im większa ilość podmiotów, tym większa musi być ich dyscyplina.
Profesjonalna, wielogodzinna sesja fotograficzna w stylu "Dziki Zachód" w jakiej - w charakterze gwiazdy - wzięła udział Julia Pitera była jeno małym elementem całej akcji pod tytułem: "Julia Szeryfka vs. Zbir Kamiński". Z sesji zdjęciowej, której efekty obiegły Polskę na pierwszej stronie "Newsweeka" relację telewizyjną zrobili w prajm tajmie walterowcy z Faktów. Materiał w Faktach poszedł w poniedziałek, sesja Julii Pitery miała miejsce co najmniej kilka dni wcześniej. Tutaj więc widać, jak bardzo niezbędna jest sprawna organizacja całego przedsięwzięcia, o której pisałem na wstępie. Ktoś z redakcji Newsweeka musiał zadzwonić do redakcji Faktów i umówić się na wspólną akcję. Nad jednym materiałem pracowały w pocie czoła dwa zespoły medialne.
Organizacja to podstawa. Zwłaszcza gdy wszystko ma się odbyć w ciągu kilku dni. Symultanicznie należy więc zaatakować Kamińskiego i wychwalać Julię Piterę. Dlaczego zaangażowano wszystkie niemal media? By wzmóc siłę rażenia. A po co? Z jednego prostego powodu: szefa CBA nie da się odwołać tak jak każdego urzędnika państwowego, bo niezależność od politycznych decyzji gwarantuje mu ustawa. Stąd konieczność rozkręcenia nagonki, by jasnym dla całej opinii publicznej stał się zarzut - ostatnia deska ratunku dla Platformy: że CBA było policją polityczną PiSu a Kamiński - przestępcą. I tak, wspomniany wyżej Newsweek w artykule o jakże symptomatycznym tytule "Oblężenie CBA" pyta retorycznie:
"Odwołanie ze stanowiska, prokuratorskie śledztwo i zarzuty, zeznania przed komisją śledczą - czy taka przyszłość czeka szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusza Kamińskiego?"
W akcję zaangażował się takżę Przekrój, przeprowadzając sielankowy wywiad z Julią, aby pokazać czym różni się ona od zamordysty Kamińskiego:
"To może w ogóle ta nowa funkcja nie jest potrzebna? Nie chce pani zostać szefem CBA?
– Broń Boże! Po pierwsze, szefem wciąż jest Mariusz Kamiński. Dopóki nie udowodnimy mu naruszenia prawa, ustawa nie pozwala go odwołać. I moja – swoją drogą miażdżąca – ocena jego kompetencji nie ma tu żadnego znaczenia. Ale niezależnie od tego ja po prostu nie mam temperamentu faceta od podsłuchów i prowokacji. (...) – Zupełnie sobie nie poradził. Zaczął od napisania cudacznej, beznadziejnej ustawy, zlepku przepisów powyrywanych z kompetencji innych służb. Potem zaczął tworzyć CBA, popełniając błąd za błędem. Najpierw kwestia rekrutacji... (...) Od dawna przyglądam się naborowi do CBA i włos się na głowie jeży. Trafiło tam mnóstwo ludzi o marnej reputacji, wymieńmy choćby rzecznika CBA czy byłego doradcę szefa. Czego oczekiwali twórcy tej służby, tak dobierając funkcjonariuszy? Gotowości służenia na każdy rozkaz, tak jak to było w przeszłości. PRL? IV RP? Bez różnicy, zadania są podobne..."
Z powyższego fragmentu dowiadujemy się, jak bardzo istotnym problemem jest ustawa, która utrudnia odwołanie Kamińskiego, oraz rekrutacja czyli ludzie. Obsada stanowisk spędza sen spowiek pani Szeryf, która - zafrasowana - mówi, że nie odstrzelą Kamińskiego, jeśli "nie udowodnią mu przestępstw".
Aby jak najszybciej rozwiązać kwestię CBA wzywa niezawodna Gazeta Wyborcza, albowiem:
"Ustawa o CBA w przepisach przejściowych pozbawia ABW jednego z jej dotychczasowych zadań: walki z korupcją osób pełniących funkcje publiczne, jeśli może ona godzić w bezpieczeństwo państwa. Ten przepis wchodzi w życie 24 grudnia, czyli półtora roku po uchwaleniu ustawy o CBA. Korupcją w urzędach, szpitalach, uczelniach, ministerstwach czy samorządzie lokalnym będą się miały prawo zajmować wyłącznie CBA i policja. ABW może tylko dokończyć rozpoczęte już sprawy."
I tradycją już jest, że jak tylko pojawia się coś o CBA, na tej samej stronie uśmiechnięta i spokojna twarz Julii Pitery zapewnia, że poradzi sobie z każdym problemem: "Musimy coś z tym fantem zrobić" - mówi z troską o kompetencje ABW odebrane jej przez Kamińskiego, pani Poseł.
Ataki na CBA pojawiły się w zasadzie od dnia jego powstania. Wtedy jednak były one ukierunkowane na osłabienie PiS-u przed wyborami. Dziś trzeba się pozbyć samego Kamińskiego i ubezwłasnowolnić Biuro, toteż akcja przebiega tak a nie inaczej. Nawet nie ma sensu pytać, czy Kamiński lub Ziobro mieli by szansę na sesję zdjęciową w roli bezwzględnych szeryfów o dobrym sercu, relacjonowaną przez Fakty... Taka sesja nigdy by się w takiej samej atmosferze nie odbyła. Oni bowiem chcieli ścigać korupcję, między innymi ku pożytkowi wyborczemu swojej partii, a zatem byli szeryfami rzeczywiście. Zaś ich przeciwnicy narazie nie chcą ścigać przestępców tylko szeryfów. Dlatego też muszą się za nich przebierać i fotografować, a realnych szeryfów przebrać w pasiaste uniformy zbirów. Role znów się odwracają. Oto polski Dziki Zachód.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)