menda menda
48
BLOG

Esbecja jak orkiestra

menda menda Polityka Obserwuj notkę 26
Za każdym razem, gdy agentem okazuje się postać kojarzona z prawicą konserwatywną, z antypodów polskiej lewicy dobiega pomruk zadowolenia. Rolą środowiska NIE, Faktów i Mitów, kilku "niezależnych publicystów" oraz sporej grupy blogerów jest, jak się wydaje, wypowiadanie słów, których Gazecie Wyborczej, Polityce czy walterowcom nie wypada powiedzieć.
 
Dziś Marek Król, wydawca i były naczelny "Wprost" ujawnił... znaną już od lat informację, że był agentem SB o pseudonimie "Rycerz". Na to fora internetowe oraz blogi lewicowe zapełniły się ni to sarkastycznymi, ni to wesołymi komentarzami, że jak to możliwe by szef prawicowej, prolustracyjnej gazety mógł okazać się agentem. Jeden z blogerów na salonie24, z właściwą sobie subtelnością, pyta kolejno po nazwisku prawicowych publicystów "Wprost", jak mogą pracować u agenta. Ten laitmotyw towarzyszy oczywiście także Jerzemu Urbanowi, który do walki ze swoim ideologicznym wrogiem użył argumentu lustracyjnego (nie pierwszy zresztą raz), za co Król nota bene ma zamiar ścigać go po sądach.
 
Mimo, że Fakty i Mity oraz NIE mają na temat idei lustracji identyczny pogląd jak Gazeta Wyborcza, to nie zawsze mówią tym samym głosem, gdy odkrywane są konkretne przypadki agentury. Doskonale było to widać na przykładzie abp Wielgusa, gdy Gazeta Wyborcza ramię w ramię z Rydzykiem broniła arcykapusia, podczas gdy z for internetowych, łam Faktów i Mitów oraz NIE dobiegał rechot satysfakcji. Satysfakcja mianowicie wynikała z tego, że po raz pierwszy agentem okazał się duchowny konserwatywny, co więcej, związany z Radiem Maryja. Podobnie, choć na mniejszą skalę, środowiska te reagowały, gdy ujawniono agenturę ideologa Radia Maryja, prof. Jerzego Roberta Nowaka.
 
W tym momencie warto przypomnieć sobie jak nastawione pozytywnie do lustracji środowisko Radia Maryja, zareagowało na wiadomość o agenturze Wielgusa. Im się to po prostu w głowie nie mieściło, że agentem może być duchowny konserwatywny, przeciwnik komunizmu i zwolennik lustracji. Życiński, Czajkowski - owszem, ale Wielgus? "Przecież to nielogiczne" - zdają się wołać słuchacze toruńskiej rozgłośni. Ową "nielogiczność" wykorzystują też, jak wspomniałem, lewicowe tyły. Jednakże brak logiki jest tylko pozorny.
 
Taka postawa rydzykowców i urbanowców wynika z niezrozumienia istoty komunistycznych służb specjalnych. Służba Bezpieczeństwa to była orkiestra. Orkiestra nie może składać się jedynie z muzyków grających na instrumentach dętych, nawet jeśli instrument ten dzierży tak zadęty muzyk jak TW "Filozof". Orkiestra, by grać harmonijnie, potrzebuje również instrumentów perkusyjnych i smyczkowych. Dlatego też oprócz postępowych kapłanów, w agenturze istnieli konserwatyści. Agentura, by być skuteczną, musiała mieć swoich przedstawicieli w każdym z liczących się środowisk. Wpływ wyłącznie na lewicowy KOR (TW "Magda", TW "Brzozowski") nie pozwoliłby esbecji kontrolować całej opozycji, więc infiltrowali też prawicowe ROPCiO (TW "Mikołaj", TW "Jerzy Rawicz"). Tajni współpracownicy znajdowali się nie tylko w opozycji socjalistycznej, nie tylko w opozycji antysocjalistycznej, ale nawet w samym jądrze czerwoności, czyli PZPR, czego dowodzą perypetie lustracyjne czołowych przedstawicieli SLD: TW "Carex-a", "Pryma", czy "Olina".
 
Tego mechanizmu, jak widać, nie rozumieją zarówno Rydzyk, jak i niektóre lewicowo - pezetpeerowskie bojówki internetowe i prasowe, mimo że swoje niezrozumienie werbalizują w inny sposób i w innych celach. Ale nie od dziś wiadomo, że - nie przeciwieństwa, nie miłość, nie nienawiść, ale... głupota łączy ludzi.
menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Polityka