menda menda
60
BLOG

Strajk w czasach miłości i zaufania

menda menda Polityka Obserwuj notkę 32
Pamiętacie te pełne dramaturgii relacje z "białego miasteczka" założonego pod siedzibą premiera Kaczyńskiego? Te kanapki noszone "siostrom" przez dziennikarzy, polityków i artystów? Albo reportaże o trudnym górniczym losie pokazywane na okoliczność strajków górników? Wozy transmisyjne towarzyszyły strajkom dwadzieścia cztery godziny na dobę, by przypadkiem nie przegapić jakiegoś omdlenia, szlochu tudzież ostrego politycznego manifestu.
 
Ale to było w czasach gdy strajki były jak najbardziej uzasadnione, albowiem pomagały w obaleniu kaczystowskiego reżimu. Dziś - jak się okazuje - strajki są nie tylko bezzasadne, ale wręcz niebezpieczne dla samych strajkujących. Nade wszystko jednak protesty w Polsce Tuska są wynikiem... przymusu wywieranego na biednych górników przez bliżej nie znanych wichrzycieli. A w mediach, zamiast przywódców protestów, jak to drzewiej bywało, brylują... związkowcy, którzy strajkowania odmówili.
 
Otóż radio TOK FM, a za nim większość mediów, podało, że "górnicy w kopalni Budryk są zmuszani do strajku". Radio opiera swą informację na poglądzie niejakiego Andrzeja Ciesielskiego, przedstawiciela związku zawodowego, który strajku nie popiera. Patrzcież jaka zaskakująca reforma spojrzenia na zagadnienia praw pracowniczych! Oto umorusanych na twarzach ludowych trybunów sprawiedliwości społecznej w hełmach na głowach, zastępują eleganccy panowie w garniturach, przeciwnicy protestów, którzy naświetlają nam rzeczywiste powody strajkowania. Nie zła dola, jak to miało miejsce za kaczyzmu, ale przymus innych panów w garniturach sprawił, że trzystu chłopa na głębokości kilkuset metrów strajkuje już trzeci tydzień z kolei.
 
Co więcej, nikt się już nie pochyla z troską nad losem ich wielodzietnych rodzin, nad brakiem perspektyw i koniecznością szukania szczęścia w bieda-szybach. Bo w tym strajku - przekonują media - nie chodzi o dobro górników tylko o ciemne interesy kilku związkowców, którzy jakimś tajemnym, nie rozszyfrowanym jeszcze przez ludzi Agory sposobem, trzymają w kopalni trzystu górników, którzy nie marzą o niczym innym jak tylko o wydostaniu się na gładką i klarowną powierzchnię lepszej Polski, w której przecież "Żyje się lepiej. Wszystkim".
 
Odcięcie przez związek zawodowy drogi powrotu na powierzchnię może skończyć się tragicznie, ostrzega Gazeta Wyborcza, ponieważ w kopalni zachodzi "groźba pożaru" , "jeśli prace nie będą wznowione, może dojść do samozapłonu węgla" i następnie rozkazuje wichrzycielom - "Budryk" musi wznowić wydobycie".
 
Oczywiście związkowcy, którzy nie przystąpili do strajku, to ludzie rozumni, którzy wiedzą, że w czasach "miłości" i "zaufania" strajkować nie wypada. Ich postawa wynika z bezinteresownej troski o górniczy los: "Niestrajkujący związkowcy coraz bardziej boją się, że kopalnia zostanie zniszczona - a pracę straci blisko 2,5 tysiąca górników". I kto tu rzeczywiście dba o interesy ludu pracującego miast i wsi? Podstępni wichrzyciele, którzy narażając życie i byt górników trzymają ich pod przymusem w kopalni, czy rozumni związkowcy, którzy w trosce o zatrudnienie i bezpieczeństwo swoich kolegów odstąpili od strajku?
 
"Budryk musi wznowić wydobycie!" I tylko jakaś złośliwa menda mogłaby w swej wredności i głupocie pomyśleć, że to próba wykurzenia z podziemi strajkujących górników przy pomocy medialnych miotaczy ognia.
menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (32)

Inne tematy w dziale Polityka