menda menda
205
BLOG

Paradowska broni Palikota

menda menda Polityka Obserwuj notkę 15
Przeprosił winowajca, zrugał premier, odcięli się koledzy, oburzyli się dziennikarze. I kiedy wydawało się, że sprawa insynuacji posła Palikota jest już wyjaśniona, pojawiła się ona - pierwsza diwa polskiej publicystyki, Paradowska Janina.
"Nie rozmawia się bowiem o sprawach rzeczywiście ważnych, o niskich standardach dziennikarstwa, o coraz bardziej wszechobecnej manipulacji, o upowszechnionej przez media metodzie insynuacji i pomówień czy wręcz kłamstw."
W taki oto sposób Janina Paradowska, w artykule datowanym na dzień 8 marca 2007 r. utyskiwała nad poziomem polskiej debaty publicznej. Wówczas, gdy rządził nieprawomyślny rząd kaczystowski, Janinę Paradowską przerażała atmosfera manipulacji, insynuacji, pomówień i kłamstw, a debatę publiczną zaprzątały sprawy nieważne.
Wydawać by się mogło, że osoba, której tak leży na sercu czystość debaty publicznej jak Janina Paradowska, powinna zapłonąć świętym oburzeniem na insynuacje posła Palikota, jakoby prezydent Kaczyński był alkoholikiem, a jego alkoholizm paraliżował pracę urzędu. Wpis Palikota wypełniał bowiem wszelkie przesłanki pomówienia, insynuacji i manipulacji: była to zaowalowana w pytającej formie, pozbawiona jakichkolwiek dowodów informacja, mająca zdyskredytować głowę państwa. Tymczasem pani Paradowska, po 21 października 2007 r. ani myśli jęczeć nad fatalnym stanem polskiej debaty publicznej, albowiem nie tylko nie widzi nic niestosownego w insynuacjach Palikota, ale wręcz docenia jego troskę o stan zdrowia prezydenta. Oto fragment jej dzisiejszego artykułu ze strony głównej Polityki:
"pojawia się coraz więcej wątpliwości dotyczących stanu zdrowia Lecha Kaczyńskiego, co związane jest z jego niedyspozycjami, okresowym znikaniem, być może ze stresem wywołanym pełnieniem urzędu. Nie pisałam o opiniach skrajnych, być może podszytych elementem politycznej gry, bo za takie uważam te związane z alkoholem, ale jednak uznałam, że jakiś problem jest i otoczenie pana prezydenta powinno być przygotowane na zmierzenie się z nim. Taka konieczność przyszła wcześniej niż przypuszczałam, dzięki brakowi hipokryzji posła Palikota, który wypalił, co wypalił, czyli po prostu zadał, sformułowaną zresztą uprzejmie, serię pytań, zwracając uwagę właśnie na wszystkie polityczne podteksty."

Prawda, że wzruszające? Janusz Palikot i Janina Paradowska w pierwszym rzędzie dbających o stan zdrowia Lecha Kaczyńskiego. Oczywiście oboje przyznają, że alkoholizm głowy państwa wyssali z "politycznych kuluarów". ale to nie przeszkadza im traktować tej plotki ze śmiertelną powagą. Wielokrotne publiczne zataczanie się i alkoholowy bełkot byłego prezydenta nie natchnął nigdy tych państwa do wyrażenia troski o stan jego zdrowia, zaś bliżej nieokreślone "polityczne kuluary" wystarczają by nazwać alkoholikiem prezydenta aktualnego i wzywać do upublicznienia jego karty zdrowia.

Paradowska już nie raz z satysfakcją odnotowywała przypadki, gdy ktoś z kaczystowskich miotaczy pomówień musiał odszczekiwać to, co powiedział. Tak oto tryumfowała w obronie posła Widackiego: "dwa tygodnie temu min. Wassermann przeprosił go za pomówienia i stwierdził, że nie miał na nie żadnych dowodów". No proszę, w przypadku Wassermana, brak dowodów wystarczył do nazwania jego słów pomówieniem za które winien przeprosić. Należałoby więc zapytać, czy poseł Palikot miał jakieś dowody, skoro Janina Paradowska, ta sama Paradowska, która przez ostatnie dwa lata opisywała "obrzydliwą atmosferę pomówień" postanowiła stanąć w jego obronie?

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka